piątek, 23 czerwca 2017

Ulubieńcy maja i czerwca

Zbliża się koniec miesiąca czas na podsumowanie ulubionych kosmetyków, tym razem wyjątkowo z 2 miesięcy, ale wiecie jak jest cytując Tołstoja "to nie czas się spieszy, to my nie nadążamy".
Jak to często bywa mam same kosmetyki pielęgnacyjne. 


Zacznę od kremu do rąk z Yope, wybrałam wersję zielona herbata i mięta. Muszę przyznać, że dawno mnie żaden zapach w kosmetykach tak nie urzekł i jednocześnie zaskoczył. Mięty nie ma tutaj dla mnie wcale, jest za to mocna, aromatyczna, czarna (tak, czarna) herbata. To zapach z mojego dzieciństwa, u mojej prababci herbata pachniała dokładnie jak ten krem. Na pewno się domyślacie jak bardzo lubię po niego sięgać. Poza tym jak zwykle w przypadku kosmetyków tej marki produkt nie zawiera olei mineralnych, parabenów, silikonów, pegów i sztucznych barwników. Mamy za to olejki roślinne, witaminę e, masło shea i olej kokosowy.


Krem łatwo się rozprowadza i szybko wchłania jak na tak bogaty skład. Przed chwilą go użyłam i moje place nie kleją się do klawiatury;)  Poza tym ma piękne opakowanie, może nie jest najbardziej praktyczne na świecie, ale jak cieszy oko!

Kiedy pierwszy raz powąchałam linię Ritual of Sakura wiedziałam, że z tego będzie miłość:) To lekki, słodki, kwiatowy zapach z bardzo delikatną pudrową nutą. To zapach taki jak lubię - trzymający się blisko ciała i lekki. Idealny na lato. Jest to mgiełka więc nie ma trwałości perfum, ale wcale mi to nie przeszkadza, unikam ostatnio intensywnych zapachów.


Teraz zostały mi już tylko kosmetyki do twarzy. Żel myjący Biolaven od dawna był na mojej zakupowej liście, wiele osób go poleca i wcale się nie dziwię. Żel lekko się pieni, dobrze sprawdza się jako produkt do demakijażu, nie podrażnia cery i oczu. Jest też wydajny, w opakowaniu mamy tylko 150 ml, a wystarczył mi na ten sam czas co produkty w dużo większych opakowaniach. 
Ma dość specyficzny zapach, wiem, że wiele osób za nim przepada, ale mnie się niestety nie podoba, na szczęście zaraz po zmyciu produktu nie ma po nim śladu.

Woda różana z Make Me Bio towarzyszy mi codziennie rano i wieczorem. Sięgam po nią aby się trochę orzeźwić, obudzić, albo używam zamiast toniku. Ma aplikator, który faktycznie tworzy, delikatną mgiełkę. To, co najbardziej podoba mi się w tym produkcie to skład - róża damasceńska i woda. Tylko tyle, świetnie mi służy. Polecam, zwłaszcza do cery naczynkowej. Zostało mi już 1/4 opakowania i z pewnością kupię kolejne.


Z tej samej marki sięgnęłam po bio krem pod oczy z witaminą e i ekstraktem z ogórka
Miałam nadzieję, że będzie miał taki ogórkowy, rześki zapach, (co ja dzisiaj mam z tymi zapachami:), ale niestety produkt pachnie tak zwyczajnie, kremowo. Na szczęście działanie mnie nie rozczarowało. Już na drugim miejscu w składzie mamy masło shea, dalej znajdziemy witaminę e i olej ze słodkich migdałów. Krem nawilża i sprawia, że cienka skóra wokół oczu jest zabezpieczona, gładka i elastyczna. Absolutnie nie podrażnia, nadaje się na dzień pod makijaż. Bardzo lubię nałożyć sobie na noc trochę grubszą warstwę tego produktu. Jeśli szukacie dobrego kremu, z dobrym składem i bardzo przyzwoitą ceną warto się nim zainteresować.


To tyle u mnie, życzę Wam udanego weekendu. Do następnego!

3 komentarze:

  1. Bardzo mnie zainteresowala woda różna, mam pytanie czy pachnie różą? Mam na mysli taki babciny różano pudrowy zapach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kremy z ekstraktem z ogórka są magiczne. Korzystam póki co z Eco Garden i pozytywnie, więc chętnie spróbuje też tej firmy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kusisz tymi kosmetykami z Make Me Bio. Już od dawna noszę się z zamiarem złożenia większego zamówienia, ale wiesz jak jest - najpierw trzeba zużyć obecne. W każdym razie oba produkty chętnie dołączę do swojej pielęgnacji w przyszłości. Tak samo jak żel Biolaven. Natomiast krem do rąk z Yope już mam, ale jeszcze się do niego nie dobrałam :) Nie lubię mieć kilku otwartych kosmetyków tego samego rodzaju, więc cierpliwie czeka na swoją kolej. Mam nadzieję, że będę z niego tak samo zadowolona.

    OdpowiedzUsuń