poniedziałek, 1 maja 2017

Ulubieńcy marca i kwietnia

Początek miesiąca to czas ulubieńców. Nie planowałam dzisiaj wcale korzystać z laptopa, wcześniej byliśmy w parku na spacerze, przeczytałam pół książki i już brałam się za robienie obiadu, a później idę do kina i stwierdziłam, że albo teraz napiszę post albo wcale:)
Zatem szybko przechodzę do rzeczy: mam Wam do pokazania produkty pielęgnacyjne i jeden zapach.


Kiedy kupowałam masło do ciała z Bielendy w wersji kokosowej nie sądziłam, że aż tak je polubię. Zdjęcia robiłam trochę wcześniej, aktualnie zużyłam cały duży słoiczek i jestem bardzo zadowolona. Masło pięknie pachnie, delikatnie, trochę jak rafaello, na pewno nie jest to przesłodzony kokos. Nie ma zbitej konsystencji charakterystycznej dla maseł, raczej taką 'śmietankową', ale przy rozprowadzaniu czuć, że zawiera olejki. Świetnie pielęgnuje skórę, dobrze się wchłania, zapach po kilku chwilach też się ulatnia, ani razu nie miałam tak, że nie chciałam sięgnąć po ten produkt, nie czułam się nim zmęczona i nie miałam ochoty użyć w tym czasie czegoś innego, a to u mnie prawdziwa rzadkość. Serdecznie polecam, są jeszcze dostępne wersje z pomarańczą albo z masłem karite.


Do ust sięgałam po balsam reve de miel z Nuxe i co tu dużo mówić, uwielbiam ten produkt! Jest gęsty i zbity, przez co bardzo wydajny, wystarczy tylko odrobinka, łatwo się rozprowadza i pozostawia na ustach delikatną warstwę, jednak nadal są matowe. Ja używam go tylko na noc i to mi w zupełności wystarcza do utrzymania ust w dobrym, nawilżonym stanie:) Balsam zawiera masło shea, miód akacjowy i wyciąg z grejpfruta (ten ostatni sprawia, że pięknie, cytrusowo pachnie)
Teraz ten kosmetyk jest dostępny w różnych szatach graficznych, ja mam akurat z różową zakrętką. 


Pozostając w temacie cytrusów znowu używam mgiełki do ciała satsuma z The Body Shop. Uwielbiam ten zapach gorzkiej pomarańczy, zdecydowanie tęsknię za ciepłem i słońcem, wiosna jakoś się nie spieszy, dlatego staram się ją przywołać takim lekkim, letnim zapachem.
Od kilku miesięcy do rąk używam nektarowego kremu dr Irena Eris spa resort Hawaii. Jak on pachnie! Delikatnie, słodko i kwiatowo. Poza tym ma moje ulubione opakowanie czyli z pompką typu airless. Jest lekki, ale bardzo dobrze nawilża, miałam w tym roku duży problem z przesuszeniem dłoni, teraz sięgam po ten krem tylko raz dziennie, a właściwie wieczorem, leżąc już w łóżku:) Taka częstotliwość całkowicie mi wystarcza. Kupiłam go na promocji w Douglasie za ok. 30 zł i nie żałuje. Jak dla mnie to najlepszy krem do rąk, jaki do tej pory miałam. Zdecydowanie lepszy niż np. kremy z L'Occitane.
Last but not least Sylveco lipowy płyn micelarny. Jest wspaniały, wiem, że dzisiaj o wszystkim wypowiadam się w samych superlatywach, ale na tym przecież polegają ulubieńcy:) Ten płyn ma same zalety: dobry i krótki skład, jest skuteczny i absolutnie nie podrażnia. 
Nie mogłam uwierzyć, że płyn micelarny może tak szybko i skutecznie rozpuszczać makijaż, zwłaszcza z oczu, nie wiem jak Wy, ale ja zawsze najwięcej problemów mam z tuszem do rzęs. 
Płyn jest przy tym bardzo delikatny, nie powoduje zaczerwienienia/pieczenia ani mojej naczynkowej twarzy ani wrażliwych oczu. 
To już wszyscy moi ulubieńcy, do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz