niedziela, 26 lutego 2017

Ostatnia gorąca czekolada w tym sezonie, denko i chciejlista

Przyznaję, że dzisiejsze przedpołudnie spędziłam w typowo leniwy sposób czyli leżąc na kanapie i czytając - aktualnie jest to książka "Miasto archipelag. Polska mniejszych miast", bardzo ciekawy zbiór, raczej smutnych i gorzkich reportaży o polskich miastach, które przed reformą były miastami wojewódzkimi, jest tutaj i moje rodzinne miasto. Serdecznie polecam. 


Wstałam, żeby sobie zrobić gorącą czekoladę bo za oknem wietrznie i zimno i tak sobie pomyślałam, że trzeba się zmobilizować i napisać coś na bloga. Przy okazji zadzwoniła moja przyjaciółka i mi przypomniała, że ostatni post wrzuciłam 9 lutego:)
Wzięłam się też za porządki ponieważ mój projekt denko z ostatnich dwóch miesięcy zdecydowanie zaczął wychodzić z torby. Trochę tego jest, ale większość tych kosmetyków pokazywałam na blogu dlatego ograniczę się tylko do pięciu produktów, o których z różnych przyczyn chciałam wspomnieć:


Pig nose 3 step kit z Holika Holika sprawdziły się u mnie bardzo dobrze, robią to, co mają robić czyli skutecznie oczyszczają nos z tych wszystkich brudnych czarnych kropek :) Nie uważam, aby krok 1 i 3 były niezbędne, ale same plastry oczyszczające są świetne. Trzeba je tylko mocno zmoczyć i pozostawić do wyschnięcia. Wyciągają z nosa zanieczyszczenia jak magnes. 
Suche szampony z CoLab też bardzo lubię, a jakoś nie poświęciłam im nigdy więcej uwagi. Jak widać zużyłam dwa, oba działają identycznie, różnią się jedynie zapachem. Wiem, że wiele osób poleca wersję 'Paris', ale niestety mnie ten zapach totalnie nie pasuje, pachnie jak męski antyperspirant. Z 'Nowym Jorkiem' jest lepiej, to przyjemny kwiatowy zapach. Jednak w suchych szamponach najważniejsze jest działanie, te z CoLab moim zdaniem są lepsze od Batiste, ponieważ równie dobrze odświeżają włosy, ale nie zostawiają takiego białego osadu, łatwiej je wyczesać i bardziej zwiększają objętość. Są dostępne w Hebe, w innych drogeriach ich nie widziałam.


Zużyłam krem Tołpa dermo face rosacal łagodzący krem wzmacniający i ze smutkiem stwierdzam, że jest to pierwszy kosmetyk z tej firmy, który totalnie mi się nie sprawdził. Używałam go zimą i niestety nie zauważyłam żadnego działania na moją zaczerwienioną skórę, nie koił, nie wpływał na rumień w żadnym stopniu, nawet nie nawilżał. Zdecydowanie do niego nie wrócę.
Polecam natomiast saszetkę z Perfecta spa maska-serum do rąk. Mamy tutaj saszetkę z drobnoziarnisty, ale mocnym peelingiem i drugą z serum. Produkt zawiera glicerynę i parafinę. W pielęgnacji dłoni nie unikam tych składników, zwłaszcza, że tegoroczna zima jest dla moich dłoni wyjątkowo nieprzyjemna. Taki zabieg jest przyjemnym uzupełnieniem domowego spa i faktycznie dobrze działa na przesuszone dłonie. 
Na koniec wspomnę szybko o żelu do mycia twarzy z mleczkiem pszczelim z Burt's Bees. Ich kosmetyki lubię bardzo i żałuję, że nie są łatwo dostępne w Polsce. Żel dostałam od koleżanki, której zapach tak przeszkadzał, że nie mogła go znieść. I właśnie, jest to produkt, który dobrze zmywa kosmetyki kolorowe, jest przy tym łagodny i nie podrażnia oczu, ale zapach jest jego wielkim mankamentem. Ten żel pachnie jak drogeryjna farba do włosów, chemicznie i okropnie. I z tego powodu nie sięgnęłabym po ten kosmetyk kolejny raz. 


Przy okazji uzbierałam kilka naprawdę słabych produktów i na dniach spodziewajcie się bubli. 

Muszę uzupełnić swoją kosmetyczkę i w najbliższym czasie planuję zakupić w końcu osławiony lipowy płyn micelarny z Sylvego i zrobić zamówienie na stronie ministerstwa dobrego mydła. Oto moje typy: olej z pestek śliwki, hydrolat z róży, peeling śliwkowy oraz hibiskusowe mydło. 
Jestem bardzo ciekawa tych kosmetyków. 
Te piękne zdjęcia pochodzą ze strony www.ministerstwodobregomydla.pl/


To tyle u mnie!
Do następnego :)

1 komentarz:

  1. Ciekawią mnie te plasterki z Holika Holika, ja ostatnio używałam Cettua, całkiem niezłe były :) Płyn micelarny z Sylveco lubię bardzo, oby i u Ciebie się sprawdził :)

    OdpowiedzUsuń