środa, 4 stycznia 2017

a w grudniu

W grudniu najważniejszym wydarzeniem były oczywiście święta (i to, że pierwszy raz mam żywą choinkę i niesamowicie cieszę się jej obecnością:). Uwielbiam ten czas przygotowań, gotowania, zakupów, pakowania prezentów, oglądania filmów typu 'love actualiy' itd. 


Przy okazji pokarzę Wam mojego tegoroczne prezenty: kawiarka, duże opakowanie ferrero (przepadam, a Wy?), 3-letni dziennik, paleta z zoevy caramel melange oraz mała rękawiczka do demakijażu oczu. 


My little book of spells to kalendarz na przyszły rok, widziałam go w filmie Radzki i tak mi się spodobał, że sama postanowiłam go sobie sprezentować. Każdy dzień jest rozplanowany na jednej stronie, podzielonej na plany, rzeczy do zrobienia, ważne wydarzenia i notatki. Poza gtym mamy opis wszystkich znaków zodiaku i oznaczenie faz księżyca. Kojarzy mi się z Harrym Potterem i cieszę się, że taka ładna rzecz będzie mi towarzyszyła przez kolejny rok.



Dostałam zestaw krem+żel z neutrogeny (moja rodzina wie, że zawsze chętnie przyjmuję kosmetyczne prezenty) i zestaw z soap&glory żel po prysznic clean on me, masło i różową myjkę. 
Przy okazji muszę Wam koniecznie pokazać moje skarpeto-kapcie z Pepco w norweskie (?) wzory. Są słodkie i bardzo miękkie. 


Nie samymi świętami człowiek żyje, dlatego mam Wam do polecenia w tym miesiącu dwie książki: "Pełnia życia" Agnieszki Maciąg to dla mnie opowieść o sile charakteru, walce z przeciwnościami i wdzięczności. To książka, które zdecydowanie poprawia humor, ale też sprawia, że na wiele spraw spojrzałam inaczej. Autorka opowiada tutaj o swoim życiu, o tym jaka była nieszczęśliwa i jaką transformacje przeszła. Ciekawa pozycja, do której z pewnością jeszcze będę wracać.
"Muza" zauroczyła mnie okładką, piękna prawda? Dla mnie to najpiękniejsza okładka roku 2016. Samej opowieści też byłam ciekawa, tym bardziej, że napisała ją Jessie Burton, czyli autorka wspaniałej "Miniaturzystki". Akcja toczy się dwutorowo, część wydarzeń ma miejsce w roku 1967 w Londynie, a inne w 1936 w wiosce na południu Hiszpanii. To opowieść o sztuce, miłości, rodzinie i oczywiście tajemnicy. Akcja jest trochę przewidywalna, ale całość jest ciekawa, wciągająca i wspaniale napisana. Takie książki czytam z ogromną przyjemnością. 


Miałam też kilka wolnych chwil na kolorowanie. To zajęcie, które niesamowicie mnie relaksuje, to aż niesamowite, ale kiedy siadam przed takimi konturami do wypełnienia myślę tylko o kolorach kredek, moja głowa wtedy odpoczywa:) Jeśli tak jak ja zmagacie się z tysiącem myśli 'przelatujących' przez Wasze głowy polecam takie wyciszające zajęcie. 


Tradycyjnie obejrzeliśmy też kilka filmów i serial. Zacznę od tego, co podobało mi się najbardziej czyli animacja "Zwierzogród", to miejsce, gdzie zwierzęta żyją w zgodzie, bez względu na to, kto jest drapieżnikiem, a kto nie. Mamy tutaj ciekawą, wciągającą akcję i fajne poczucie humoru. To bajka dla dorosłych i dla dzieci, co nie zawsze jest takie oczywiste. Polecam, a jak już będziecie oglądać zwróćcie uwagę na leniwce pracujące w urzędzie:)



Obejrzeliśmy też najnowszy sezon "American horror story" i muszę ze smutkiem przyznać, że jest najgorszy ze wszystkich. Nie podoba mi się forma a'la dokumentalna, może miało być autentycznie, ale dla mnie wyszło sztucznie i jakoś tak mało strasznie. 
Na koniec mam Wam do polecenia dwie komedie, obie w bardzo podobnym stylu "rekiny wojny" (historia o handlarzach bronią, którzy jednocześnie jak to w takich produkcjach bywa są niesamowitymi nieudacznikami i mają więcej szczęścia niż rozumu) oraz "agent i pół" (główny bohater wiedzie nudne życie księgowego, jednocześnie tęskniąc za czasami szkolnymi kiedy był popularny i lubiany. Odnowienie znajomości z kolegą ze szkoły sprawia, że jego życie nabiera niespodziewanego tempa i zostaje wplątany w aferę z służbami specjalnymi). 
To tyle w kwestii podsumowania grudnia. Na koniec zdjęcie mojego przeszkadzacza:)


Pozdrawiam i do następnego! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz