niedziela, 4 grudnia 2016

a w listopadzie

Byliśmy na weekend we Wrocławiu. Bardzo lubię to miasto, już wielokrotnie je odwiedzaliśmy, a tym razem celem naszej podróży było afrykarium, przy okazji zobaczyliśmy też jarmark świąteczny i wstąpiliśmy do shrimp house - serdecznie Wam to miejsce polecam, jest malutkie, z kartą zawierającą tylko 6 pozycji, ale podają świetne krewetki z jeszcze lepszymi sosami (zwłaszcza mango), atmosfera i jedzenie było tak dobre, że nawet nie pomyślałam o zrobieniu zdjęcia:) 


Zwykle jak gdzieś jedziemy dużo spacerujemy, tym razem poszliśmy z rynku do zoo na nogach, trochę nam to zajęło, ale było warto, lubię przebywać na dworze w takie mroźne i słoneczne dni. Afrykarium zdecydowanie jest warte odwiedzenia, robi duże wrażenie. 


Zrobiłam też malutkie zakupy - kupiłam śliczną, szarą czapkę (niestety jest z akrylu, ale za to została uszyta w Polsce) z wielkim (oczywiście sztucznym) pomponem oraz korektor z mac (pro longwear w kolorze nc 20). 


W listopadzie byliśmy w kinie na 'Doktorze Strange' i jak średnio za filmami Marvela przepadam (mam duży przesyt bohaterów produkowanych taśmowo), tak ten podobał mi się bardzo. Jest zabawny, ma spektakularne efekty specjalne i całkiem znośną historię. 



'Belfer' był reklamowany wszędzie, tyle osób o nim mówiło, że w końcu sama postanowiłam przekonać się, co to za serial. To opowieść o typowej polskiej prowincji gdzie szemrani biznesmeni (w tym miejscowy burmistrz i komendant) trzymają władzę nad całym miasteczkiem, ludzie są zastraszani, a szkolna młodzież ma swoje tajemnice. Generalnie historia jest ciekawa, wiem, że zdania na temat zakończenia są podzielone, mnie osobiście bardzo się podobało, chociaż domyślałam się kto zabił, ostateczna motywacja była dla mnie sporym zaskoczeniem. Jeśli jeszcze nie widzieliście to warto nadrobić. 



Z inspiracji jedzeniowych mam Wam tylko do pokazania pięknie podaną zimową herbatę (ostatnio wybieram ją częściej niż kawę) i rogala na św. Marcina (uwielbiam!).


Przeczytałam w listopadzie kilka książek i zacznę od mojego największego rozczarowania czyli prozy Remigiusza Mroza. Przeczytałam 'Kasację', podjęłam jeszcze jedną próbę, ale dokończyć 'Zaginięcia' nie mogę. Nie wiem skąd taka popularność tych książek, dla mnie historie są przewidywalne, dialogi się powtarzają w nieskończoność, a sami bohaterowie czyli Chyłka i Kordian zwany Zordonem są płaskie jak naleśniki. Może później faktycznie jest lepiej, ale jakoś nie mam siły się o tym przekonać. 


Za to mogę Wam polecić 'Słowika', to wojenna historia dwóch sióstr, jak zawsze mamy tutaj rodzinne kłótnie, miłość, kolaboracje, bohaterstwo i romans, zdaje sobie sprawę, że tego typu książki są do siebie fabularnie podobne, nie zmienia to jednak faktu, że 'słowika' czyta się bardzo przyjemnie, to taka historia, której nie chce się szybko skończyć. 


Przeczytałam też 'Harrego Pottera i  przeklęte dziecko', od razu zaznaczam, że nie lubię czytać niczego w formie scenariusza, uważam, że autorzy mogli pokusić się o napisanie powieści, ale jest jak jest. Cała historia jest ciekawa, przyjemnie się czyta i muszę przyznać, że wspaniale było po latach wrócić do Harrego, Hermiony i Rona, dowiedzieć się jak wygląda ich dorosłość. Jeśli jako dzieciaki byliście zachwyceni przygodami Harrego koniecznie przeczytajcie tę najnowszą książkę. 

To tyle w kwestii listopada, jakiś mi taki podejrzanie krótki ten post wyszedł.
Miłej niedzieli i do następnego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz