niedziela, 13 listopada 2016

Nowości i denko

Tak się złożyło, że w październiku zużyłam wiele produktów, w tym kilka z kolorówki i może właśnie od nich zacznę. Puder z Bourjois healthy mix sprawdzał się bardzo dobrze, był drobno zmielony i miał neutralny jasny kolor, poza tym podobała mi się jego różowe opakowanie z dużym lusterkiem. Byłam bardzo zadowolona z kremu cc z Bell z serii hypoallergenic oraz z kultowego już korektora z Catrice (miałam w kolorze 2) i oba kosmetyki na pewno kupię jeszcze nie raz, tym bardziej, że są tanie i ogólnodostępne.


Zużyłam dwa masła, moje ulubione z The Body Shop (grapefruit) oraz z Balneokosmetyki (malinowe) i peeling z tej samej serii. Nie będę się już tutaj powtarzać, ponieważ te produkty pojawiły się już na blogu. 
Denka sięgnął też zwykły aceton do zdejmowania hybryd, mała woda termalna z Avene, płyn micelarny z olejkiem z Garniera (po zużyciu całego opakowania nie zmieniłam o nim zdania, bardzo dobry produkt, skuteczny i wydajny), mydło z Yope (też na pewno kupię jeszcze jedno, nie mogę się tylko zdecydować na wersję zapachową, widziałam, że wyszły jakieś nowości - herbata i mięta, szałwia i zielony kawior oraz imbir i drzewo sandałowe) mgiełka do ciała z Bath and Body Works (żałuję, bardzo lubiłam zapach french lavender, wcale nie pachniał lawendą, bardziej owocami) oraz szampon z Gliss Kur (średnio pachniał, dobrze domywał włosy, to taki zwykły szampon do codziennego użytku, ale własnie przez ten dziwny, trochę męski zapach więcej go nie kupię).


Wykorzystałam też sporo masek w saszetkach. Jak zawsze musiałam sięgnąć po maskę w płacie aloesową z Lomi Lomi, z Ziaji zużyłam dwie żelowe maski (płatki róży oraz ogórek, mięta i papaina, są ok, ale stwierdzam, że w zimniejszych miesiącach wolę te z glinką) w ulubieńcach już pisałam o świetnych maseczkach węglowych z Bielendy. 
Maski do ust z Sephory bardzo lubię, teraz jeszcze bardziej przez warunki atmosferyczne:) Nie polecam natomiast żelowych płatków pod oczy z Efektimy na bazie ekstraktu z czerwonego wina, nie widziałam po nich żadnego efektu, nic, zupełnie nic. Szkoda tych czterech złotych.


Na promocji w Rossmannie kupiłam paletę the nudes, podkład wake me up z Rimmela oraz maskarę wonderfull z tej samej firmy. Wszystko zamówiłam przez internet i tylko odebrałam w sklepie, nie miałam więc problemu z przebijaniem się przez tłum:) Nie podoba mi się natomiast to, że Rossmann podnosi ceny produktów w trakcie promocji, chciałam kupić inny tusz, ale jak zobaczyłam, że jest droższy o 15 zł niż zwykle odpuściłam. Po filmie dziewczyn z love and great shoes musiałam kupić matową pomadkę w płynie Wibo million dollar lips w kolorze 01, jest piękna i na pewno znajdzie się w ulubieńcach, używam jej teraz codziennie. 
Zrobiłam małe, nieplanowane zakupy w The Body Shop, ze względu na to, że skończyła mi się mgiełka z bbw, stwierdziłam, że kupię coś w jej miejsce. Skusiłam się na satsumę, dla mnie to po prostu zapach gorzkiej pomarańczy, niestety nie jest to najtrwalszy zapach na świecie. TBS w październiku wyprzedawało sporo produktów i dlatego wzięłam też żel pod prysznic o zapachu pinacolady. Od koleżanki dostałam żel do mycia twarzy z woskiem pszczelim z Burt's Bees, jeszcze go nie używałam, jedyne co mogę powiedzieć, to to, że dziwne pachnie, jak farba do włosów.
To tyle u mnie, długi weekend dobiega końca. 
Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz