niedziela, 30 października 2016

Ulubieńcy października

Koniec miesiąca to czas ulubieńców, nie ma tego w tym miesiącu dużo, maseczka, pomadka i ręczniki, to właśnie od niech zacznę.


Pierwszy raz widziałam je na yt i od razu stwierdziłam, że to będzie przydatna rzecz. MyBaby Tami bawełniane ręczniki dla noworodków i niemowląt są dostępne w Rossmannie, kosztują ok. 9 zł za 50 sztuk (dostępne są też mniejsze opakowania). Ręczniczki są miękkie, nie rozwarstwiają się ani nie rwą. Używam ich na mokro i sucho, do osuszania twarzy, do zmywania maseczek i do demakijażu, moczę ręcznik wodą micelarną i przecieram twarz, jest to dużo wygodniejsze niż używanie płatków kosmetycznych. Są zapakowane w kartonik, z którego łatwo wyciągnąć chusteczkę. 
Ręczniki są produkowane ze 100% czystej bawełny, są przeznaczone dla dzieci więc absolutnie nie podrażniają skóry. 


To, że mam suche usta to nie nowość, mam też sporo produktów do ust, ale ostatnio szczególnie spodobała mi się pomadka rumiankowa z alterry. Jest to produkt, który bardzo dobrze chroni usta przed wiatrem i niskimi temperaturami, idealne rozwiązanie na tegoroczną jesień. Pomadka zostawia lekką warstwę na ustach, ale wcale się nie lepi, nie jest też ciężka więc wcale mi nie przeszkadza. Nie barwi ust, pozostawia tylko lekki połysk. Jest to produkt o dobrym składzie, nie zawiera syntetycznych barwników i aromatów, silikonów, olejów mineralnych i parafiny. Poza tym takie opakowanie idealnie mieści się nawet do małej kieszeni płaszcza, czego nie można powiedzieć o eos'ach. W Rossmannie dostępna jest jeszcze wersja z granatem, następnym razem właśnie po nią sięgnę. Pomadka jest tania (4,99 zł) i wydajna, serdecznie polecam!


Na koniec maseczki carbo detox z Bielendy. Zobaczycie w denku, że trochę tych maseczek zużyłam, testowałam dwie wersje: do cery suchej i wrażliwej oraz do cery dojrzałej. Ta druga moim zdaniem sprawdza się trochę lepiej, poza tym przyjemniej pachnie winogronami. Maski są rewelacyjne, bardzo dobrze oczyszczają, odświeżają cerę, ale przede wszystkim sprawiają, że jest gładka i miękka jeszcze na drugi dzień po aplikacji (nie mogę się przestać temu dziwić, nawet po dużo droższych maskach nie miałam na twarzy takiego efektu). Jedno opakowanie wystarcza na jedną aplikację. W trakcie noszenia maski na twarzy czuć lekkie ściągnięcie, ale nie jest to nic strasznego, maska nie  przesusza ani nie podrażnia nawet mojej delikatnej cery. 
Maska ma tylko jeden minus, ze względu na to, że jest czarna podczas zmywania brudzi wszystko dookoła. 
To już wszyscy moi ulubieńcy, spokojnej niedzieli Wam życzę:)

2 komentarze:

  1. Maseczki Bielenda absolutny hicior u mnie, jednak nie lubię niestety zapachu winogron.. Dla takiego efektu mogę jednak przymknąć oko:)
    Bardzo fajny wpis.
    Pozdrawiam :*
    recenzjeuzolzy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Te maseczki od Bielendy są ekstra - najlepsze węglowe, jakie testowałam do tej pory : )

    Pozdrawiam! snukraina.blogspot.com ; )

    OdpowiedzUsuń