piątek, 2 września 2016

A w lipcu i sierpniu

Lipiec zleciał mi tak szybko, że dopiero w połowie kolejnego miesiąca zauważyłam, że nie zrobiłam podsumowania, dlatego doszłam do wniosku, że te dwa wakacyjne miesiące umieszczę w jednym wpisie. Mam nadzieję, że nie będzie bardzo długi, chociaż sama bardzo lubię czytać takie posty u innych. 


Oczywiście przez całe lato, niemal co weekend jechaliśmy w jakiś plener za miastem, co Janusza zawsze napawało wielkim entuzjazmem. Wspominałam już o tym w czerwcowym poście, ale po prostu uwielbiam taki sposób na relaks.
Żeby nie było, że tylko na kocu leżę na początku lipca pojechaliśmy do Warszawy. Odwiedzić znajomych i przy okazji zobaczyć w Pałacu Kultury i Nauki wystawę poświęconą Titanicowi. Sama wystawa była bardzo ciekawa, ale niestety krótka i szybka do obejrzenia. Owszem zobaczyliśmy wiele odtworzonych miejsc, kajuty różnych klas, fragment korytarza i jak sama ekspozycja zdecydowanie warta jest zobaczenia tak cena 50 zł za bilet to trochę za dużo. W środku niestety nie było można robić zdjęć. Ale jeśli widzieliście zapowiedzi, to niewiele więcej zobaczycie na żywo. 


Oczywiście podróż umilało mi czytanie książki na kindlu. Niestety jako środek transportu wybraliśmy pkp intercity i jak w stonę Warszawy wszystko poszło bezproblemowo, tak w drodze powrotnej już tak przyjemnie nie było. Pociąg popsuł się w Skierniewicach, oczywiście ze strony obsługi żadnych informacji, nie było wiadomo czy mamy czekać aż naprawią ten skład czy jechać jakimś innym, ale jak innym to czym? I jak rozumiem, że awarie się zdarzają tak pozostawienie pasażerów na peronie bez żadnych informacji to dla mnie jakiś żart. Płacę za usługę, która nie zostaje poprawnie wykonana i wszyscy mają to totalnie gdzieś i traktują klientów jak zło konieczne. Ostatecznie po 2 godzinach ruszyliśmy w dalszą podróż. Złożyłam reklamacje, która nie została rozpatrzona pozytywnie, ale najlepszy jest powód! Otóż w wyjaśnieniu wskazano, że moja reklamacja byłaby zasadna, gdyby pociąg był opóźniony w OBIE STRONY ponieważ kupiłam bilet weekendowy. Ręce opadają, zupełnie nie rozumiem takiego podejścia do sprawy. Wylałam swoje żale, napiszcie mi proszę, że mnie rozumiecie:) 
Pozostając w temacie Warszawy wspomnę jeszcze, że byliśmy w Jeffsie na polach mokotowskich. Tłumy w środku, wiele pozytywnych opinii na internetach i wielkie rozczarowanie. To jedzenie było po prostu niedobre i nie tylko ja miałam takie zdanie. Nie wiem o co tyle zachwytów. 
Smutek i żal, tym bardziej, że w Warszawie jest wiele ciekawszych miejsc, gdzie można zjeść coś pysznego.



W wakacje często jadłam sushi, jeśli za nim przepadacie tak jak ja serdecznie Wam polecam Sushi Kushi, z tego co wiem to taka ogólnopolska sieciówka, która ma miejscówki m.in. w Łodzi, Kaliszu, Częstochowie, Warszawie, Gliwicach. Jeśli jest w Waszym mieście zdecydowanie warto się tam przejść albo zamówić z dostawą do domu. Sushi jest świeże, bardzo smaczne, w dobrej cenie i mamy wiele opcji do wyboru. 


Jeśli chodzi o moje własne eksperymenty, to w końcu zrobiłam pudding z nasionami chia. Muszę przyznać, że podchodziłam do tego ze sporą dozą niepewności, myślałam, że nie będzie mi to smakowało, ale zrobione z dobrym mlekiem (np. waniliowym, kokosowym) jest bardzo dobre. Do tego moje ulubione dodatki to maliny i kiwi, ich kwasowość równoważy słodki smak puddingu. Poza tym to faktycznie jest bardzo pożywne. 
Oczywiście w lipcu i sierpniu nie mogłam obyć się bez lodów i zimnych lodowych napoi, mój ulubiony shake z KFC to ten truskawkowy, a zaraz po nim masło orzechowe. 



Przebój tego lata to chłodnik z buraków i ogórków, koniecznie z dużą ilością koperku i jajkiem. Powiem Wam, że jak mam na niego wielką ochotę albo chcę zjeść coś na szybko kupuję jednodniowy sok z buraków, mieszam z jogurtem naturalnym, ścieram ogórka i gotowe. 
Na zdjęciu mój talerz z Bolesławca, który niestety nie ma już filiżanki do pary, potłukł się mniej więcej dwa tygodnie po zakupie:(


Nad morzem odkryłam smak sprzed lat czyli tropikalne żelki z Haribo, jakie to jest dobre! Jak generalnie za tego typu przekąskami nie przepadam, tak te uwielbiam, Kupiłam od razu dwie paczki dużą i małą i niestety pozostało po nich tylko to zdjęcie. W upalne dni często sięgałam po napój aloesowy, taki prosto z lodówki. 


Dużo jedzeniowych rzeczy zebrałam przez ten czas, ale koniecznie chciałam Wam o wszystkim opowiedzieć. Z tej kategorii została mi już tylko jedna rzecz, która niestety okazała się rozczarowaniem. Bio mleko koskosowe kupiłam w Rossmannie z myślą o tym, żeby dodawać go do koktajli i puddingu chia, niestety po otwarciu puszki okazało się, że w środku jest półpłynna tłusta masa, która wcale nie pachniała kokosem i smakowała też dziwnie. Nigdy nie kupowałam takiego produktu ale spodziewałam się czegoś białego, płynnego, o przyjemnej kokosowej woni.


Tutaj skończę mój post-tasiemiec i podzielę go na dwie części ponieważ mam Wam jeszcze do pokazania to, co obejrzałam, czytałam i słuchałam przez wakacyjne miesiące.
Miłego weekendu!

2 komentarze:

  1. Jak jeszcze kiedyś będziesz w Warszawie i najdzie Cię ochota na sushi to zamów z Sushiberry albo tam idź (choć ja zwykle biorę na dowóz). Według mnie mają rewelacyjne sushi i mega dobre ceny, zwłaszcza że co chwilę robią jakąś promocję. Co do sieciówek - nie jestem do nich zbyt dobrze nastawiona, mam wrażenie że panuje w takich miejscach bylejakość...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mleko kokosowe jest tłuste, więc do puddingu z chia polecam np. roślinne waniliowe (sojowe albo ryżowe) z Rossmanna.

    OdpowiedzUsuń