piątek, 19 sierpnia 2016

Makijażowi ulubieńcy ostatnich miesięcy i jeden średniak

Zacznę od tego najsłabszego produktu czyli maskary z too faced o szumnej nazwie better than sex. Czytałam na jej temat wiele skrajnych opinii, niektóre dziewczyny ją uwielbiają, a inne niemal nienawidzą, moim zdaniem to taki kosmetyk pośrodku, właściwie średniak. Jedna warstwa tej maskary wygląda naturalnie, lekko podkreśla rzęsy, tak akurat do dziennego makijażu, natomiast dwie-trzy dają bardziej spektakularny efekt, trzeba przyznać, że wygląda to bardzo dobrze, a rzęsy nadal są elastyczne i nie przypominają sztywnych pajęczych nóżek:) 


To tyle z plusów, jeśli chodzi o wady to niestety tusz się osypuje i rozmazuje, pod koniec dnia mam pod okiem brzydką ciemną obwódkę, co praktycznie z innymi nawet tanimi tuszami mi się nie zdarza, poza tym szczoteczka jest za duża, trzeba uważnie się nią posługiwać bo bardzo łatwo sobie pomalować też powiekę. Jak na tusz, którego regularna cena to prawie 100 zł spodziewałam się ekstra trwałości, a niestety pod koniec dnia moje rzęsy wyglądają słabo, bo więcej tuszu jest pod okiem niż na nich. Szkoda, bo gdyby nie to byłby to super produkt. 


Pozostając przy oczach mam Wam do zaprezentowania żel do brwi z essence make me brow w kolorze 02 browny brows. Żel ma malutką, sztywną i precyzyjną szczoteczkę, która bardzo ułatwia aplikację. Lubię naturalne brwi, nie dla mnie kredki i malowanie łuków od ekierki:) Żel nadaje lekki kolor, utrwala i ujarzmia włoski. A przy tym akcja 'brwi' jest ogarnięta szybko i sprawnie. Kosztuje ok. 10 zł. 


Moja paleta matowych cieni miała bardzo niefortunny wypadek, dwa z pięciu cieni rozbiły się na drobny mak, musiałam się jakoś pocieszyć dlatego na początku sierpnia zakupiłam dwa pojedyncze kolory z Kobo: 218 red brown to ciepły, miedziany brąz. Używam go jako jeden cień na całą powieką, albo tylko jako akcent w załamaniu. Ma wykończenie satynowe. Drugie egzemplarz to kiedyś bardzo popularny 205 golden rose. Nazwa oddaje kolor, to róż ze złotą poświatą, dla mnie to odcień dość odważny, ale ładnie komponuje się z wieloma cieniami, które posiadam. Pod palcem i podczas aplikacji sprawia wrażenie sprasowanego pigmentu. Oba kolory dobrze się rozprowadzają i blendują, jednak różowy zdecydowanie jest trwalszy. 218 bez bazy wytrzyma tylko kilka godzi, a 205 cały dzień jest na powiece. 


Pozostały już tylko kosmetyki do makijażu twarzy. Krem CC fluid korygujący z serii hypoalergenic z Bell spodobał mi się od samego początku. Ma delikatne krycie, ujednolica koloryt, nie podkreśla suchych skórek i sprawia, że twarz wygląda na wypoczętą. Kupiłam najjaśniejszy odcień 01 vanilla, to neutralny kolor, zdecydowanie bez różowych tonów. Jest tani (kosztuje mniej niż 20 zł), ogólnodostępny, ładnie wygląda na twarzy, nie oksyduje, dla mnie zdecydowanie produkt na duży plus, na pewno kupię kolejne opakowanie.
Ze względu na to, że krem cc nie ma mocnego krycia potrzebowałam korektora, skuszona pozytywnymi opiniami zdecydowałam się na słynny liquid camouflage z catrice. Dostępne są dwa kolory, ja wybrałam 020 light beige ponieważ 010 wydawał mi się tak jasny, że niemal biały. Uwielbiam ten produkt, to najlepszy korektor jaki kiedykolwiek miałam, wspaniale kryje i rozświetla okolicę pod oczami, ma żółtawe tony i niweluje zasinienia. Na mojej twarzy trzyma się cały dzień. Zwracam uwagę na to, żeby nawilżać okolicę pod oczami, dlatego nie zauważyłam, żeby ten korektor mnie przesuszał. U mnie sprawdza się rewelacyjnie!


Na sam koniec zdjęcie poglądowe, od lewej: 218 red brown, 205 golden rose, 02 browny brows, 020 light beige i krem cc z bell 01 vanilla. 
Znacie te produkty? Lubicie? Życzę Wam udanego weekendu!

4 komentarze:

  1. Z Twojej gromadki znam tylko korektor Catrice, który sprawdza się u mnie bardzo dobrze. Świetny kosmetyk za grosze. W zapasach mam miniaturę tuszu Too Faced, mam nadzieję, że u mnie sprawdzi się lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korektor z catrice pozostawia daleko w tyle konkurencję:)mam nadzieję, że tusz sprawdzi się u Ciebie lepiej.

      Usuń
  2. No to mnie zasmuciłaś swoją opinią o tuszu Too FAced, bo mam go od dawna na 'Wish' liście. Pewnie i tak go kupię, bo jestem niezwykle ciekawa jak się u mnie sprawdzi, ale mimo wszystko coś czuję że będzie podobnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że u Ciebie lepiej się sprawdzi, bo efekt na rzęsach daje wspaniały:)

      Usuń