środa, 31 sierpnia 2016

Nowości i denko

Zakończmy ten miesiąc zakupami, a co tam:) Muszę się przyznać, że nie planowałam w sierpniu dużych kosmetycznych zakupów, tym bardziej, że w lipcu jak na mnie to całkiem poszalałam. Poza cieniami wszystkie zakupy są z ubiegłego tygodnia. A hasło przewodnie to promocja.


Na stronie Balneokosmetyki z okazji ich urodzin była zniżka -50%, nie mogłam się jej oprzeć, tym bardziej, że ich malinowy peeling do ciała kusił mnie od dawna. Jego regularna cena to 44 zł, jak łatwo policzyć zapłaciłam 22 zł, do kompletu wzięłam małe malinowe (50 ml) masło do ciała (po promocji niecałe 10 zł). Wczoraj wyciągnęłam tę paczkę z paczkomatu więc jeszcze nie zdążyłam użyć żadnego z tych produktów.
W superpharm były dni lifestyle, gdzie różne marki kosmetyczne też były tańsze o połowę. Skusiłam się na antyperspirant z Nivea energy fresh, hydro-lipidowe serum z algami morskimi z Bielendy (jestem go strasznie ciekawa, poprzednie serum tej marki spisało się u mnie bardzo dobrze), dwa produkty z Tołpy z serii rosacal: łagodzący krem wzmacniający na dzień oraz łagodny płyn micelarny. Produkty z Tołpy zawsze dobrze się u mnie sprawdzają i jak tylko skończę moją aktualną pielęgnację od razu otworzę te kosmetyki:) Do koszyka wrzuciłam też mus do mycia ciała z Nivea, już go kilka razy użyłam, na początku miałam dziwne wrażenie jakbym się myła pianką do włosów. Kupiłam też żel do golenia satin care z gillette, nigdy wcześniej go nie miałam,
Na koniec zakup z początku miesiąca czyli cienie z Kobo, o których już pisałam, kolor 218 red brown i 205 golden rose.


Oczywiście były też kosmetyki, które w tym miesiącu zużyłam. Maski w płacie z lomi lomi zawsze dobrze się u mnie sprawdzają, tym razem sięgnęłam po wersję winogronową. W Rossmannie kupiłam maskę kolagenową exclusive cosmetics spa i z pewnością jeszcze po nią sięgnę. Po aplikacji cera była wypoczęta, elastyczna, rozjaśniona i bardzo nawilżona, sama przyjemność. 
AA multi maska nawilżanie+odżywianie to produkt gdzie mamy dwie saszetki z różnymi maskami na strefę T i policzki, średni produkt. Trudno się zmywał i nie zauważyłam praktycznie żadnych efektów, może lekkie nawilżenie, ale tylko na policzkach. 
Denka sięgnął antyperspirant Lady Speed Stick wersja aloesowa, był super wydajny, ładnie pachniał, dobrze chronił, na pewno jeszcze do niego wrócę. 
Jeśli macie wrażliwe zęby polecam Wam pastę Sensodyne, u mnie zawsze dobrze się sprawdza i raz na jakiś czas kiedy znowu czuję dyskomfort np. przy jedzeniu lodów to po nią sięgam. 
Wykończyłam tusz z Sephory outrageous curl, byłam z niego bardzo zadowolona, dawał super efekt, nie osypywał się ani nie kruszył, wiele razy o nim na blogu wspominałam.
Żel do mycia twarzy z Vichy purete thermale bardzo dobrze się u mnie sprawdzał, był wydajny, mocno się pienił, dobrze oczyszczał twarz, miał przyjemny zapach, nie przesuszał, a sięgałam po niego rano i wieczorem. Jedyne co mam mu do zarzucenia to fakt, że pod koniec pompka się zepsuła i musiałam ją odkręcać i wylewać produkt na dłoń. 
Żel z Isany marakuja i kokos, powinien się znaleźć na obu zdjęciach, ponieważ w tym miesiącu go kupiłam i zużyłam. Lubię żele z Isany, są tanie, dobrze się pienią, myją i ładnie pachną. 
Na koniec balsam Vaseline spray&go. Bardzo szybko się go aplikowało, niemal od razu się wchłaniał, nawilżał. Dla mnie świetny produkt, znalazł się w ulubieńcach:) 

To tyle w temacie zakupów i denka, na wrzesień mam plan, żeby mocno ograniczyć kosmetyczne zakupy, ponieważ mam teraz zapasy kompletnie uzupełnione. 
Miłego dnia!

niedziela, 28 sierpnia 2016

Ulubieńcy sierpnia

Nie mogę uwierzyć, że kolejny miesiąc za nami, zaraz zaczyna się wrzesień! Kiedy to lato minęło? Nie jestem nim usatysfakcjonowana, uważam, że było za chłodno i deszczowo, a obecne kilka dni upałów tego nie zmieni:)


Na początku miesiąca byłam u fryzjera i dość mocno rozjaśniłam włosy, od razu kupiłam też odżywkę do włosów, a dokładnie aussie 3 minute miracle colour. Wiem, że jest to produkt wypełniony silikonami, ale moje włosy mają teraz bardzo mocną tendencję do przesuszania i plątania więc ten produkt jak najbardziej odpowiada moim potrzebom. Podoba mi się też to, że odżywkę zdaniem producenta należy trzymać na włosach 1-3 minuty, to dla mnie świetnie rozwiązanie i faktycznie używam tego produktu przy każdym myciu. Odżywka sprawia, że włosy są sypkie i bardzo miękkie. Ułatwia rozczesywanie i sprawia, że nie mam przesuszonych końcówek. Odżywka jest też bardzo wydajna. W Rossmannie zapłaciłam za nią  na promocji ok. 15 zł.


W zeszłym roku też miałam balsam w sprayu z Vaseline, ale mam wrażenie, że nie doceniłam go tak jak powinnam:) Balsam aplikuje się bardzo sprawnie i szybko, ma lekką formułę i ekspresowo się wchłania. Jest idealny na lato, nie ma po nim uczucia oblepienia skóry, poza tym aplikowany na naszą skórę balsam jest przyjemnie chłodny. Wzięłam go ze sobą na urlop i codziennie po niego sięgałam. Nawilża i sprawia, że skóra jest bardzo miękka i gładka, lubię taki efekt. Ten egzemplarz wypsikałam do końca, przyszłym roku zaopatrzę się w wersję z aloesem, bo to mój ulubiony zapach kosmetyków z vaseline.
Wiele razy już mówiłam, że zużywam produkty do ust tonami, ponieważ o każdej porze roku mam wysuszone usta. Po urlopie moje wargi przechodziły jakąś masakrę, od słońca i wiatru były popękane, suche i podrażnione. Lata doświadczeń mnie nauczyły, że jak nic nie działa trzeba sięgnąć po wazelinę kosmetyczną. Miałam w domu również produkt z vaseline lip therapy with cocoa butter, wystarczyło zaaplikować grubszą warstwę na noc, kilka razy dziennie nałożyć cienką warstwą i po trzech dniach usta miałam jak nowe. Polecam Wam ten sposób, sama doceniam i lubię różne gadżety/masełka/pomadki do ust, ale kiedy ich stan jest bardzo zły zawsze ratuje mnie zwykła wazelina. 


Nie jestem wielką fanką demakijażu z użyciem nasączanych chusteczek, ale uważam, że od czasu do czasu, zwłaszcza przy okazji różnych wyjazdów można skorzystać z takiego rozwiązania. Na pewno trochę uszczupli to bagaż:) W Rossmannie z serii Isana young kupiłam chusteczki oczyszczające kokos i mango. Jak to pachnie, słodko i tropikalnie! Poza tym chusteczki są dobrze nawilżone i faktycznie można nimi zmyć pierwszą warstwę makijażu (drugą zawsze zmywam czymś z wodą, najczęściej żelem), nie podrażniają skóry twarzy ani oczu. W podróży przydają się też np. do przetarcia rąk. 


Na koniec najbardziej popularne mydło w płynie ostatniego czasu czyli yope, ja wybrałam wersję werbena care. Poza tym, że jest to produkt zapakowany bardzo estetycznie, ma też oczywiście super działanie. Po pierwsze i najważniejsze nie przesusza skóry dłoni, a sięgam po nie spokojnie kilka razy dziennie, jest też wydajne, dobrze się pieni i wspaniale pachnie. Dlatego zdecydowałam się właśnie na werbenę, lubię tą nieco cytrusową woń, kojarzy mim się z cukierkami nim2:) 
Poza tym mydło zawiera dobroczynne składniki dla naszych dłoni, takie jak alantoina, witaminę B5, glicerynę roślinną. Nie zawiera natomiast parabenów, sls'ów i silikonów.
To tyle z moich ulubieńców, znacie te produkty?
Życzę Wam udanej niedzieli, my się zaraz pakujemy i jedziemy za miasto korzystać z pogody.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Pielęgnacja twarzy - kremy

Przedstawię Wam dzisiaj kremy, których aktualnie używam, w takiej kolejności w jakiej je nakładam. Od razu zaznaczam, że wszystkie trzy produkty dobrze się u mnie sprawdzają i jestem z nich bardzo zadowolona.


Vianek odżywczy krem pod oczy ma lekką konsystencję, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Dla mnie w kremie pod oczy najważniejsze są trzy kwestie: żeby nie podrażniał, nawilżał i się nie rolował. Ten krem spełnia wszystkie moje wymagania, do tego ładnie pachnie i jest zapakowany w zgrabne opakowanie z pompką. W składzie mamy olej sojowy, z pestek moreli i rokitnikowy.
To moje pierwsze spotkanie z marką Vianek, jestem ciekawa ich kosmetyków i z pewnością za jakiś czas sięgnę po kolejne. Ten mi jeszcze trochę posłuży, używam go prawie dwa miesiące a zużycie jest minimalne, nie wiem czy w terminie 6 miesięcy (bo tyle daje nam producent) uda mi się go zużyć do końca. Zobaczymy w grudniu:)


Na całą twarz, szyję i dekolt nakładam hydrabio legere z Biodermy. Kupiłam go na promocji w superpharm, z tego co pamiętam przy zakupach za min. 35 zł ten krem kosztował 18 zł. Bardzo dobra cena, podejrzewam, że promocja była podyktowana tym, że producent zmienił opakowanie, teraz krem dostępny jest w tubce z pompką, a nie w takim plastikowym opakowaniu jak mój. Dla mnie nie ma to zupełnie żadnego znaczenia, uważam to stare opakowanie za bardzo funkcjonalne. 
Krem ma lekką, rzadką konsystencję, nakłada się z ogromną łatwością i szybko wchłania, do tego świetnie nadaje się pod makijaż, absolutnie nic się na nim nie roluje, ani szybciej nie ściera. Zdaniem producenta jest to krem przeznaczony do skóry odwodnionej, wrażliwej i po ekspozycji na słońce. Zgadzam się całkowicie, używałam go również podczas urlopu, gdzie moja skóra była szczególnie wysuszona od słońca i wiatru, sprawdził się świetnie. Krem bardzo dobrze nawilża skórę, sprawia, że jest odżywiona, miękka, elastyczna, niweluje suche skórki. Dla mnie to doskonały krem nawilżający, idealny na co dzień. 


Trochę się naszukałam kremu z filtrem, chciałam, żeby aż tak bardzo nie bielił i łatwo się rozprowadzał, co nie jest takie proste ponieważ większość tego typu produktów, ma tłustą i jednocześnie tępą konsystencję. W końcu w Rossmannie w promocyjnej cenie ok. 6 zł kupiłam matujący fluid przeciwsłoneczny do twarzy i dekoltu spf 30 sun ozon i to był strzał w dziesiątkę! Krem ma lekką, wodnistą konsystencję i dzięki temu bezproblemowo się aplikuje. Nie świeci się na twarzy i nie pozostawia uciążliwej, tłustej warstwy. Już po chwili można nakładać makijaż,  wszystko ładnie wygląda i normalnie się utrzymuje. Wiem, że część osób narzeka na komadogenność tego produktu, u mnie nic takiego nie miało miejsca, ale ja nie jestem dobrym wyznacznikiem, ponieważ ekstremalnie rzadko zdarza mi się, żeby mnie coś zapchało.
Stosowałam go na urlopie oraz podczas upałów w mieście i bardzo dobrze się sprawdzał, nie miałam żadnych zaczerwienień ani podrażnień od słońca, a mam do tego tendencję. Czasem stosowałam go też na ramiona i nogi, tutaj też świetnie się sprawdził, przy tak niskiej cenie zdecydowanie warto spróbować. 


To już wszystkie moje kremy, po które z przyjemnością sięgam codziennie.
Miłego dnia, dzisiaj już czwartek:)

piątek, 19 sierpnia 2016

Makijażowi ulubieńcy ostatnich miesięcy i jeden średniak

Zacznę od tego najsłabszego produktu czyli maskary z too faced o szumnej nazwie better than sex. Czytałam na jej temat wiele skrajnych opinii, niektóre dziewczyny ją uwielbiają, a inne niemal nienawidzą, moim zdaniem to taki kosmetyk pośrodku, właściwie średniak. Jedna warstwa tej maskary wygląda naturalnie, lekko podkreśla rzęsy, tak akurat do dziennego makijażu, natomiast dwie-trzy dają bardziej spektakularny efekt, trzeba przyznać, że wygląda to bardzo dobrze, a rzęsy nadal są elastyczne i nie przypominają sztywnych pajęczych nóżek:) 


To tyle z plusów, jeśli chodzi o wady to niestety tusz się osypuje i rozmazuje, pod koniec dnia mam pod okiem brzydką ciemną obwódkę, co praktycznie z innymi nawet tanimi tuszami mi się nie zdarza, poza tym szczoteczka jest za duża, trzeba uważnie się nią posługiwać bo bardzo łatwo sobie pomalować też powiekę. Jak na tusz, którego regularna cena to prawie 100 zł spodziewałam się ekstra trwałości, a niestety pod koniec dnia moje rzęsy wyglądają słabo, bo więcej tuszu jest pod okiem niż na nich. Szkoda, bo gdyby nie to byłby to super produkt. 


Pozostając przy oczach mam Wam do zaprezentowania żel do brwi z essence make me brow w kolorze 02 browny brows. Żel ma malutką, sztywną i precyzyjną szczoteczkę, która bardzo ułatwia aplikację. Lubię naturalne brwi, nie dla mnie kredki i malowanie łuków od ekierki:) Żel nadaje lekki kolor, utrwala i ujarzmia włoski. A przy tym akcja 'brwi' jest ogarnięta szybko i sprawnie. Kosztuje ok. 10 zł. 


Moja paleta matowych cieni miała bardzo niefortunny wypadek, dwa z pięciu cieni rozbiły się na drobny mak, musiałam się jakoś pocieszyć dlatego na początku sierpnia zakupiłam dwa pojedyncze kolory z Kobo: 218 red brown to ciepły, miedziany brąz. Używam go jako jeden cień na całą powieką, albo tylko jako akcent w załamaniu. Ma wykończenie satynowe. Drugie egzemplarz to kiedyś bardzo popularny 205 golden rose. Nazwa oddaje kolor, to róż ze złotą poświatą, dla mnie to odcień dość odważny, ale ładnie komponuje się z wieloma cieniami, które posiadam. Pod palcem i podczas aplikacji sprawia wrażenie sprasowanego pigmentu. Oba kolory dobrze się rozprowadzają i blendują, jednak różowy zdecydowanie jest trwalszy. 218 bez bazy wytrzyma tylko kilka godzi, a 205 cały dzień jest na powiece. 


Pozostały już tylko kosmetyki do makijażu twarzy. Krem CC fluid korygujący z serii hypoalergenic z Bell spodobał mi się od samego początku. Ma delikatne krycie, ujednolica koloryt, nie podkreśla suchych skórek i sprawia, że twarz wygląda na wypoczętą. Kupiłam najjaśniejszy odcień 01 vanilla, to neutralny kolor, zdecydowanie bez różowych tonów. Jest tani (kosztuje mniej niż 20 zł), ogólnodostępny, ładnie wygląda na twarzy, nie oksyduje, dla mnie zdecydowanie produkt na duży plus, na pewno kupię kolejne opakowanie.
Ze względu na to, że krem cc nie ma mocnego krycia potrzebowałam korektora, skuszona pozytywnymi opiniami zdecydowałam się na słynny liquid camouflage z catrice. Dostępne są dwa kolory, ja wybrałam 020 light beige ponieważ 010 wydawał mi się tak jasny, że niemal biały. Uwielbiam ten produkt, to najlepszy korektor jaki kiedykolwiek miałam, wspaniale kryje i rozświetla okolicę pod oczami, ma żółtawe tony i niweluje zasinienia. Na mojej twarzy trzyma się cały dzień. Zwracam uwagę na to, żeby nawilżać okolicę pod oczami, dlatego nie zauważyłam, żeby ten korektor mnie przesuszał. U mnie sprawdza się rewelacyjnie!


Na sam koniec zdjęcie poglądowe, od lewej: 218 red brown, 205 golden rose, 02 browny brows, 020 light beige i krem cc z bell 01 vanilla. 
Znacie te produkty? Lubicie? Życzę Wam udanego weekendu!

wtorek, 16 sierpnia 2016

I po urlopie

Wczoraj wróciliśmy znad morza, czas zatem na kilka migawek z urlopu. Jeszcze się nie przestawiłam na tryb domowy i tęsknię za spacerami nad Bałtykiem. Wiem, że to już mój trzeci rok z rzędu nad polskim morzem, ale jakoś im jestem starsza tym bardziej mnie tam ciągnie. Nie przepadam za tłumem i labiryntem z parawanów dlatego chętnie jeździmy na półwysep helski, gdzie te tłumy są zdecydowanie mniejsze niż w Ustce czy Mielnie. 


Jednak najpierw spędziliśmy weekend w trójmieście, było wspaniale, chętnie bym zamieszkała w Gdańsku! Uwielbiam starówkę po zmroku, mogę godzinami chodzić po stoiskach Jarmarku Dominikańskiego. Odwiedziliśmy też Centrum Solidarności, jeśli będziecie mieć okazję serdecznie polecam, ciekawe, interaktywne muzeum, gdzie wszystkiego można dotknąć i zobaczyć z bliska, wystawa bardzo dobrze zorganizowana i ogromna, spędziliśmy tam niemal 3 godziny. 




Pojechaliśmy też do Gdyni, tutaj punktem obowiązkowym było akwarium czyli muzeum morskiego instytutu rybackiego. Ostatni raz byłam w tym miejscu z jakieś osiem lat temu, spodziewałam się ogromnych tłumów, a okazało się, że jest całkiem pusto i spokojnie można przyjrzeć się zawartości akwariów i przy okazji zrobić zdjęcie:)


Naszym kolejnym przystankiem były Chałupy, szukałam czegoś małego i spokojnego, stwierdzam, że się udało. Nie było miliona turystów, dwudziestu kebabowni i budek z chińskim badziewiem:) Mieliśmy 70 metrów do plaży, uwielbiam leżeć, czytać książki i słuchać szumu fal. 


W tym roku sporo też chodziliśmy, wszędzie szliśmy wybrzeżem na nogach: do Władysławowa, Jastarni i Juraty, tylko na Hel pojechaliśmy pociągiem:) Sporo kilometrów tak przeszliśmy, to był bardzo relaksujące spacery. 




Kupiłam też więcej rzeczy niż zwykle, na półwyspie jest tyle różnych ouletów ze sportowymi ubraniami, że ostatecznie skusiłam się na granatową koszulkę z krótkim rękawkiem z roxy, jest z bardzo przyjemnej bawełny i była przeceniona z 80 zł na 56 zł. 


Bluzy z femi pleasure podobają mi się bardzo, mają tyle słodkich, dziewczęcych wzorów, że trudno się na coś zdecydować, minus jest taki, że ceny są spore, moja piękna bluza w miętowe palmy była przeceniona z 269 zł na 199 zł. Poza tym, że jest wyjątkowo urodziwa, to została też porządnie wykonana, jest miękka, bawełniana i bardzo ciepła. 


W Gdańsku jest sklep z ceramiką z Bolesławca, jest tam tak wiele wspanialej porcelany (kubki, filiżanki, maselniczki, miski, talerze etc.), że ciężko wyjść z pustymi rękami:) Wybrałam dużą filiżankę ze spodeczkiem. Na Jarmarku Dominikańskich Paweł kupił mi dwie pary srebrnych kolczyków, lubię tylko takie przylegające do ucha:


Oczywiście nie mogło zabraknąć magnesów:


To tyle u mnie, będę dzisiaj nadrabiać internetowe zaległości z Januszem obok, widać, że ktoś się tutaj stęsknił i nie odstępuje mnie na krok. 


Buziaki i do następnego!

piątek, 5 sierpnia 2016

Kierunek urlop!

Dzisiaj jeszcze byłam w pracy, ale od jutra zaczynam mój dwutygodniowy urlop. Bardzo się cieszę, zdecydowanie potrzebuje relaksu i wypoczynku. 


Zaraz zabieram się za pakowanie, nieskromnie przyznam, że lata studiów, a potem praca w innym mieście sprawiła, że mam ogromną praktykę w tym zakresie:) Od wczoraj mam już listę rzeczy, które koniecznie trzeba zabrać. Zawsze przynajmniej dzień wcześniej spisuje wszystko, co koniecznie musi się znaleźć w walizce, a potem jak coś mi się przypomni (a niemal zawsze tak jest), to podchodzę i dopisuję. Tym oto sposobem wszystko szybko i sprawnie sobie organizuje. W tym roku na pewno pojadą ze mną maski w płacie ponieważ planuję kilka wieczorów spędzić na totalnym relaksie.
Jutro z samego rana już będziemy w Gdańsku, a po weekendzie obieramy kierunek Chałupy, nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam półwysep helski.


Na urlopie nie może zabraknąć książek, zabieram ze sobą "Beduinki na instagramie", ciekawa i przyjemna lektura, w sam raz na wakacje, jestem w połowie więc szybko doczytam. Reszta jak zawsze jest na kindlu, już od jakiegoś czasu zbierałam książki na czytnik, właśnie z przeznaczeniem: na plażę. Mam dwie części ostatnich super poczytnych książek Jojo Moyes czyli 'zanim się pojawiłeś' i 'kiedy odszedłeś', najnowszą powieść Ałbeny Grabowskiej 'Alicja w krainie czasu' i dwa pierwsze tomy kryminałów Marka Wrońskiego. Pewnie wszystkiego nie przeczytam, ale dobrze mieć wybór:)
Na koniec moje kolorowe paznokcie czyli semilaki 130 sleeping beauty i 056 pink smile (nałożyłam na niego trochę brokatowego pyłku shimmer nymph, nie ma żadnego numerka). Bardzo mi się to zestawienie kolorystyczne podoba. 



Tyle u mnie, rozpoczynam czas błogiego lenistwa. Nie będę nic pisała z wyjazdu, ale mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj wieczorem uda mi się napisać i zaplanować opublikowanie wpisu jakoś na przyszły tydzień o tym, co ciekawego działo się w lipcu. 
Życzę Wam miłego weekendu, do następnego!

środa, 3 sierpnia 2016

Denko i kosmetyczne nowości

Widziałam jakiś czas temu filmik Nissiax83, w którym robiła kosmetyczny bilans z danego miesiąca, pokazywała jakie produkty zużyła, a jakie kupiła nowe. Bardzo mi się ten pomysł spodobał i stwierdziłam, że sama spróbuję coś takiego zrobić. 
Wiem, że w tym miesiącu kosmetycznie trochę poszalałam, ale tłumaczę się tym, że też wiele produktów zużyłam, w tym kilka z kolorówki i może właśnie od danka zacznę:


Mamy tutaj dwie maski w płacie: l'biotica z której byłam średnio zadowolona i na pewno nie kupię jej ponownie, uważam, że jej cena jest za wysoka w stosunku do działania. Natomiast do Bielendy, a dokładnie do super power mezo maski na pewno jeszcze wrócę, ładnie nawilża i odświeża skórę. 
Zużyłam błotną maskę z sephory, o której nie będę się już rozpisywać, ponieważ wiele razy pojawiła się na blogu, mój ulubiony krem ever czyli avene antirougeurs, mgiełkę do ciała mad about you, balsam, mały i duży żel z bath and body works, żel natybakteryjny z yves rocher (miałam go wielki:), mydło do rąk z isany (miało wspaniały zapach, edycja limitowana rabarbar), jedwab do końcówek z chi (też wystarczył mi na wiele miesięcy) i suchy szampon z Batiste. Do paznokci zużyłam remover i płatki do nasączania i ściągania hybrydy z semilaca. 
Z kolorówki denka sięgnął korektor z astora 24 perfect stay, kredka do ust z tej samej firmy, niestety wszystkie napisy są starte i cień w kremie z maybelline color tatoo w kolorze creme de rose.
A teraz czas na zakupy:


Kupiłam klpsy z nail do ściągania hybrydy, stwierdziłam, że to będzie bardziej ekonomiczna opcja niż folie. Już raz użyłam i bardzo dobrze się sprawdziły. W Yves Rocher skusiłam się na promocje -50% i kupiłam peeling do stóp z lawendą (mój ulubieniec od kilku lat) i w gratisie dostałam żel chłodzący z tej samej serii, ale jak dla mnie jest mocno średni, jeszcze trochę poużywam i dam Wam znać. Kończy się mój żel z Vichy i zaopatrzyłam się już w rumiankowy żel z Sylveco, do koszyka wpadł mi też odżywczy krem pod oczy marki Vianek. 
Podczas wizyty w Warszawie wstąpiłam do Bath and Body Works i skusiłam się na mgiełkę lawenda i miód oraz duet balsam i żel pod prysznic o zapachu beautiful day.
Do włosów kupiłam kolejne opakowanie suchego szamponu z Batiste, odżywkę 3 minute miracle z aussie do włosów farbowanych, olejek kokosowy z organix.
Do twarzy skusiłam się na krem z filtrem 30 z Sun Ozon, olejek różany your natural side i krem nawilżający bioderma hydrabio legere. Na sam koniec matowa pomadka z Bell maroccan dream w kolorze 02 i brzoskwiniowy lakier z semilaca w kolorze 130 sleeping beauty.
Tyle u mnie, za jakiś czas z pewnością większość z tych produktów zobaczycie na blogu.
Do następnego!