sobota, 2 lipca 2016

Denko, zapasy i Maroccan Dream z Bell

Czerwiec był dla mnie miesiącem bez kupowania kosmetyków. Udało się, aż sama się dziwię jak to się stało, ale faktycznie nic nie kupiłam. Prawda jest taka, że dużą łatwość sprawiał mi fakt, że wszystkie potrzebne produkty miałam, nie było zatem potrzeby iść do Rossmanna i przy okazji kupowania szamponu do włosów wrzucenia całej sterty kosmetyków do koszyka:)


Jak już wielokrotnie pisałam nie widzę potrzeby zawalania sobie półek stertami kosmetyków 'na zaś', powtarzam sobie, że przecież zawsze jest jakaś promocja. Co sądzicie o robieniu kosmetycznych zapasów? Macie takie zbiory czy może przeciwnie, uważacie, że nie ma sensu trzymać w domu kilku tych samych produktów skoro za każdym rogiem jest jakaś drogeria?

W czerwcu zużyłam kilkanaście produktów i wyczyściłam sporą część zapasów. Teraz w zapasie mam tylko mydło do rąk z Yope (jestem go bardzo ciekawa, ale cierpliwie czekam, aż zużyję moją niekończącą się Isane), równolegle używam dwóch serii żel&masło grapefriut z the Body Shop (mój ulubione zapach na lato) oraz Paris amour z Bath and Body Works (kiedy mam ochotę na coś słodszego). W przyszłym tygodniu będę w Warszawie więc na pewno zajrzę do sklepu BBW. Balsamy do ciała zużywa się dłużej, ale na żel pod prysznic albo mgiełkę na pewno się skuszę. 


W Biedronce jest teraz dostępna seria matowych pomadek Maroccan Dream z Bell. Dzisiaj przy okazji spożywczych zakupów wrzuciłam do koszyka kolor 02, w opakowaniu wyjdaje się zgaszony, ale na ustach to taki cukierkowy róż. Kolor bardzo mi się podoba i jak na razie po pierwszej aplikacji jestem zaskoczona jak ładnie ta pomadka wygląda, ponieważ większość matowych produktów tego typu jakoś mi nie pasuje. 


Pomadka ma aplikator jak błyszczyk, który moim zdaniem nabiera trochę za dużo produktu, ma dość rzadką konsystencję i jak na matowe pomadki przystało po chwili zastyga. Podoba mi się też to, że nie jest mocno wyczuwalna. Na pewno jeszcze o niej napiszę. Cena to 8,99 zł, w mojej Biedronce były dostępny wszystkie kolory, podobał mi się jeszcze 03, ciemniejszy, mocny róż.


Na sam koniec wspomnę o nawilżanych chusteczkach dla dzieci z biedronkowej serii Dada. Od razu zaznaczam, że nie używam ich jako produktu do demakijażu, uważam, że to co jest do pupy dziecka niekoniecznie nada się do usuwania tuszu z rzęs, natomiast bardzo dobrze sprawdzają się do usuwania kosmetyków kolorowych z dłoni podczas wykonywania makijażu. Wszystkie kosmetyki kolorowe trzymam w toaletce, a nie chce mi się za każdym razem wstawać i myć dłoni w łazience, dużo wygodniej jest je wycierać w taką chusteczkę. Biała toaletka i wszystkie opakowania produktów pozostają czyste. Chusteczki kosztują ok. 5 zł za 72 sztuki, więc wystarczają mi na 2,5 - 3 miesiące. Teraz zdecydowałam się na wersję lawendową i pachną mocniej niż te naturalne, ale wcale mi to nie przeszkadza. Taką chusteczką można też przetrzeć blat toaletki albo buty:) 
Tyle u mnie, miłego weekendu Wam życzę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz