poniedziałek, 6 czerwca 2016

ulubieńcy maja

Mój ulubiony miesiąc w roku przyniósł wielu ciekawych ulubieńców, co zaskakujące większość z nich to kosmetyki kolorowe!


Mac strobe cream to nawilżająco-rozświetlający produkt idealnie sprawdzający się jako baza pod makijaż. Oczywiście go nie utrwali, nie taka jest jego rola, ale sprawia, że cera jest gładka i podkład rozprowadza się na niej niezwykle łatwo. Poza tym faktycznie widocznie rozświetla skórę i jest to bardzo ładny zdrowy blask, nie mający nic wspólnego z brokatem. Bardzo lubię go używać, świetnie się sprawdza zwłaszcza na większe wyjścia. Szybko się wchłania i jest niesamowicie wydajny, wystarczy bardzo mała ilość, żeby pokryć kremem całą twarz. Polecam, zwłaszcza zakup podróżnej (30 ml) wersji, ponieważ kosztuje 43 zł podczas gdy pełnowymiarowe opakowanie (50 ml) jest w cenie 140 zł, totalne szaleństwo, kto na to wpadł? 


Pozostając w temacie makijażu twarzy ostatnio częściej sięgałam po podkład revlon colorstay, mój kolor to 150 buff. Zauważyłam, że ostatnio pojawia się wiele negatywnych opinii na temat tego produktu, że wcześniej był lepszy, że formuła została zmieniona. Nie wiem, jest to mój pierwszy egzemplarz, zamówiłam go ze strony mintishop. Podkład jest gęsty, moim zdaniem najlepiej nakładać go gąbką, wtedy ładnie scala się z cerą i wygląda bardzo ładnie. Nie podkreśla suchych skórek, nie smuży podczas aplikacji, a co najważniejsze jest super trwały. Zawsze kiedy zależy mi na tym, żeby mój makijaż wytrwał wiele godzin stawiam na colorstay. Ostatnio byłam na weselu, makijaż robiłam ok. 13:00, a podkład trzymał się na mojej twarzy do 3 w nocy! Jest to też produkt bardzo wydajny, ze względu na mocne krycie i konsystencję. Bardzo lubię ten produkt i z pewnością jeszcze do niego wrócę. 


Maskara z sephory outrageous curl jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Kiedy w perfumerii zobaczyłam tą małą, krótką szczoteczkę zastanawiałam się mocno czy to się u mnie sprawdzi, ale Pani ekspedientka (o dziwo sympatyczna i nienachalna, co zwykle się nie zdarza) zapewniła mnie, że będę zadowolona. Zdecydowanie miała rację! Już pierwsza warstwa tuszu mocno podkreśla rzęsy, są pogrubione i podkręcone, druga warstwa zapewnia już taki raczej dramatyczny efekt, który, co dziwne bardzo mi się podoba. Maskara trochę skleja rzęsy, ale moim zdaniem przy tak mocnym ich podkreśleniu jest to nieuniknione. Efekt bardzo mi się podoba i zdecydowanie nie są to 'pajęcze nóżki'. Wracając jeszcze raz do szczoteczki - jest silikonowa, mała i ma krótkie włoski, myślałam, że trzeba się będzie sporo namachać, jednak wcale tak nie jest, maluje się nią jak każdym innym tuszem, przy czym małą szczoteczką łatwiej jest pomalować rzęsy blisko wewnętrznego kącika oka. Uwielbiam ten produkt, mam go w kolorze ultra black i faktycznie jest mocno czarny. Ma tylko jeden minus - demakijaż. Najlepiej zmyć go płynem micelarnym albo typowym produktem do demakijażu oczu. Nie polecam zmywania olejkiem ponieważ podczas masażu na całej okolicy oka tworzy się wielka czarna plama, identyczna jak u pandy. Biorąc jednak pod uwagę jego trwałość (wcale się nie kruszy) nie ma się co dziwić, że jest trochę upierdliwy przy zmywaniu:)
Ja swój egzemplarz kupiłam w promocji -20%, cena regularna to 59 zł i zdecydowanie warto tyle za ten tusz zapłacić. 
Co do zasady nie potrzebuję bazy pod cienie, ale ostatnio kupiłam zestaw miniatur z too facet i była w nim również baza shadow insurance więc postanowiłam wypróbować. Miniatura ma 5g i nie wiem kiedy ją zużyję ponieważ wystarczy dosłownie odrobinka na obie powieki. Baza poprawia pigmentację cieni i przedłuża ich trwałość. Nie wiem czy wpływa w jakikolwiek sposób na zbieranie się cieni w załamaniu, ponieważ nigdy mi się to nie dzieje. Dobrze natomiast działa w przypadku 'mokrej' kredki z miss sporty, to na nią jedyny sposób i odkąd mam tę bazę w końcu zaczęłam tej kredki używać. A kiedyś już ją potraktowałam jako bubla. 


Na koniec w końcu coś z pielęgnacji. Hydrożelowa maska z kwasem hialuronowym została mi polecona przez tą samą Panią w sephorze. Była akurat na promocji, kosztowała ok. 8 zł więc wzięłam dwie i bardzo żałuję, że nie więcej ponieważ jak po nią wróciłam to już ich nie było, a na stronie nie potrafię jej znaleźć. Maska od wewnątrz ma żelową warstwę, która idealnie przylega do okolicy oczu, nic się nie odkleja ani nie zsuwa. Jest przyjemnie chłodna i niesamowicie można się z nią zrelaksować. Kiedy używałam jej pierwszy raz zasnęłam na kwadrans:) Maska ściąga opuchliznę, odświeża spojrzenie, nawilża i wygładza delikatną skórę. Działa zdecydowanie lepiej niż wszystkie płatki pod oczy, których używałam. Uwielbiam ją i chcę kupić więcej.
Na koniec produkt do paznokci, a dokładnie do skórek. Sally Hansen instant cuticle remover po prostu działa! W końcu znalazłam produkt, który faktycznie rozpuszcza skórki i zdecydowanie ułatwia ich odsunięcie. Zanim zdecydowałam się na zakup przeczytałam wiele opinii i wszystkie były pozytywne, nie dziwię się. Producent zaleca, żeby nałożyć żel na 15 sekund, ja trzymam go dłużej, tak do pół minuty, a następnie odsuwam skórki patyczkiem. Stosuję ten żel średnio raz na dwa, trzy tygodnie i jestem bardzo zadowolona. 


Trochę się dzisiaj rozpisałam, mam nadzieję, że dotrwaliście do końca:) 

5 komentarzy:

  1. Znam jedynie żel HS i bardzo lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszyscy tak chwalą ten podkład Revlon, a ja go miałam dwa razy i nie sprawdził się niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się zastanawiam skąd te negatywne opinie:) tak to właśnie jest, że u każdego sprawdza się coś innego.

      Usuń
    2. Ja też się z nim nie polubiłam, ale to dlatego że był zbyt ciężki.

      Usuń
  3. Baza Too Faced i żel SH to moi stali ulubieńcy :)

    OdpowiedzUsuń