sobota, 4 czerwca 2016

małe życie, żelowa panda i cocount water

Nie było mnie na blogu 3 tygodnie i teraz powiem Wam dlaczego - dostałam w prezencie książkę - Małe życie Hanya Yanagihara


Nie sugerujcie się tytułem, to życie nie jest takie małe, ma ponad 800 stron i jest całkiem sporego formatu. Ta książka mnie zachwyciła i pochłonęła, jest w niej coś takiego, że wracałam z pracy, robiłam niezbędne minimum (z psem zawsze trzeba wyjść, pozmywać też:) i siadałam do lektury. Czasem robiłam sobie przerwy i z otwartą książką myślałam o tym, co przeczytałam. Przy tego typu powieści trzeba mieć otwarte horyzonty i trochę wyjść z pudełka. Większość czytelników wspominając o tej książce pisze więcej o odczuciach, które im towarzyszyły niż o samej fabule i całkowicie to rozumiem. Z pozoru to opowieść o czwórce przyjaciół, z czego zdecydowanie historia jest zdominowana przez trudną, mroczną historię Jude'a. To opowieść o traumach, molestowaniu, masochizmie, bólu, ale też o zaufaniu, przyjaźni, nowych początkach. To książka o której długo się myśli, która skłania do refleksji i której w jakiś sposób mi brakuje, po tym jak doczytałam do końca. Wiem, że to może dziwny powód nieobecności, ale ta książka mnie totalnie wciągnęła. 
Oczywiście jak zawsze muszę wam podziękować, że tutaj zaglądacie mimo braku nowych postów. Teraz postaram się trochę tą nieobecność nadrobić, opublikuję ulubieńców, post z podsumowaniem maja i jeszcze kilka innych:)


Na chwilę trzeba też wspomnieć o kosmetycznych smaczkach. Zachęcona recenzjami na yt kupiłam w Rossmannie el pod prysznic Fa coconut water, jak to pięknie pachnie! Niektóre kosmetyki pachną tak dobrze, że aż chce się je zjeść, też tak macie? Ten żel ma w sobie nuty kokosa, ale to nie jest taki mleczny, słodki zapach, pachnie świeżo i tropikalnie. Jest idealny na ciepłe dni. Nie jest może mistrzem wydajności, ale w promocji kupiłam go w cenie ok, 7 zł za 400 ml więc zdecydowanie warto. 
Jakiś czas temu na zgubę mojego portfela odwiedziłam Sephore. Akurat wszystkie maski z płatach marki własnej perfumerii były przecenione o połowę i za każdą zapłaciłam 9,90 zł.  płatków pod oczy sephora pearl eye mask nie jestem zadowolona. Są cieniutkie, wycięte dziwnie w kształt przypominający 'łyżwę' z nike przez co nie do końca pasują. Maska ma rozświetlać i odświeżać okolicę oka, po aplikacji nie zauważyłam praktycznie żadnego działania. Więcej nie kupię. 


Natomiast maska do twarzy sephora rose mask podobała mi się dużo bardziej. Maska jest w płacie, z mocnej tkaniny (nie lubię jak są takie cienkie, że prawie się rwą), jedyny minus jest taki, że jest strasznie szeroka, musiałam ją przyciąć po bokach. Poza tym maska jest mocno nasączona, ale nie zsuwa się z twarzy, dobrze przylega. Zadaniem producenta maska odświeża, rozjaśnia i nawilża skórę i tutaj faktycznie po aplikacji skóra jest miękka, nawilżona i ma ujednolicony koloryt. Po zdjęciu maski zawsze wmasowuję w skórę jej pozostałość. Jestem zadowolona z efektu, poza tym lubię taką aplikację, jest praktyczna i szybka. Po lekturze książki 'sekrety piękna Koreanek' generalnie maski w płacie zyskały na popularności i bardzo mi się to podoba. 
Na koniec kosmetyczny gadżet, który bardzo umila mi poranki. Mowa o Panda's dream so cool eye stick. To żel pod oczy w bardzo wygodnej formie sztyftu. Pachnie delikatnie, ale bardzo przyjemnie, ale co najważniejsze faktycznie chłodzi. Jego aplikacja jest niesamowicie przyjemna. Ciekawe jest to, że nie trzeba trzymać tego produktu w lodówce, on jest zimny sam z siebie:) Nie jest to krem, więc nie spodziewam się po nim nawilżenia, natomiast rano ściąga opuchliznę z oczu i pozwala się szybciej obudzić. Chciałabym w takim sztyfcie krem do całej twarzy:) 
To tyle u mnie, idę wyciągnąć pranie z pralki, a Wam życzę miłego weekendu! 

2 komentarze:

  1. U mnie też przestój i chciałabym, żeby był spowodowany taką lekturą. Dlatego książkę już ściągnęłam na czytnik :D Ale ale.. poczeka jeszcze na swoją kolej. Teraz nie mogę pozwolić sobie na takie zapomnienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może faktycznie niech poczeka, bo ta książka wciągała mnie na całe wieczory:) ale lubię właśnie takie tytuły, nic mnie tak nie relaksuje jak czytanie.

      Usuń