środa, 24 lutego 2016

Przyszłam sobie pogadać #3

Mam dwa nowe produkty, które nie za bardzo miałam w jakim poście umieścić, dlatego stwierdziłam, że po prostu przyjdę sobie pogadać. Mam przejściowe problemy z moim laptopem, generalnie muszę stwierdzić, że samsung ativ book 9 od początku stwarzał mi problemy, przy włączaniu wywala mu blue screen'y, a teraz przestał się łączyć z internetem, muszę go oddać do serwisu.
Tym samym korzystając z wolnej chwili i laptopa mojego chłopaka opowiem Wam o całkiem ciekawej nowości z AA profesjonalny zabieg mezoterapia nawilżająca. 


Gdzieś czytałam pozytywną recenzję innego zabiegu z tej samej serii i stwierdziłam, że za 5,99 zł warto spróbować. Poza tym lubię testować produkty do domowego spa. 
Zdaniem producenta: to profesjonalny zabieg aktywnie nawilżający w 3 krokach do wykonania w domu. Poszczególne etapy programu zostały zainspirowane zabiegami stosowanymi w gabinetach kosmetycznych. Substancje aktywne dobrano specjalnie tak, aby zmaksymalizować ich synergiczne działanie. Efekt widoczny już po pierwszym zabiegu - skóra w pełni nawilżona, doskonale gładka i miękka w dotyku. 


Produkt jest przeznaczony dla skóry wrażliwej i skłonnej do alergii, mimo to obawiałam się czy mnie nie podrażni, ale nic takiego się nie stało. Po zabiegu skóra jest elastyczna, bardzo miękka, wygładzona i pozbawiona wszystkich suchych skórek. Efekt bardzo mi się podoba i z pewnością za jakiś czas ponownie sięgnę po ten produkt. Dostępne są jeszcze warianty: przeciwzmarszczkowy, antygrawitacyjny, rozjaśniający i wygładzający. Jest w czym wybierać. 


W tej samej drogerii kupiłam gąbkę do makijażu z firmy Donegal. Więcej informacji na opakowaniu nie ma, trzeba przyznać, że producent w tym przypadku zachował się bardzo skromnie, zero obietnic. Po tym jak używałam gąbki z ebelin bardzo spodobał mi się taki sposób aplikacji podkładu. I nadal wolę kupić tańszą gąbeczkę, ponieważ szybko się zużywają, brudzą i po prostu trzeba je wymienić. Ta kosztowała 15 zł. 
Gąbka ma standardowo kształt jajka z zaostrzonym czubkiem, oczywiście w kolorze różowym. Pierwsze wrażenie jest takie, że gąbka w dotyku jest bardzo zbita, twarda i dość mała, na szczęście po namoczeniu staje się bardziej miękka, elastyczna i zwiększa swoją objętość.
Wystarczy tylko kilka ruchów, żeby 'występlować' całą twarz. Gąbka sprawdza się bardzo dobrze, nie mogę jej porównać do beauty blendera, ale jak na moje potrzeby jest całkowicie odpowiednia. Nałożony podkład ładnie stapia się ze skórą i wygląda lekko i naturalnie. Nie ma żadnych smug.
Minus jest tylko taki, że początkowo podczas mycia gąbka farbuje wodę na różowo, nie jest też łatwo ją doczyścić, trzeba się trochę pomęczyć, a rano nie zawsze mam na to czas. 


Gąbka nie pije podkładu, nakładam nią tyle kosmetyku, co zawsze. Dobrze sprawdza się zarówno przy bardziej lekkich jak i cięższych formułach.
Reasumując za kilkanaście złotych kupiłam różowe jajko, z którego działania jestem bardzo zadowolona. Robi dobrze to, co ma robić. Podoba mi się efekt jaki uzyskuje na twarzy i chętnie po gąbkę z donegal sięgam. Jestem też ciekawa gąbki z real technics, ze względu na jej trochę inny kształt. Za jakiś czas na pewno się skuszę. 


Tyle u mnie, wracam pod koc z kawą i makaronikami z Lidla. Czytam właśnie 'sekrety urody Koreanek' i nie mogę się nadziwić jak ślicznie wydana jest ta książka. Słodsza od ciastek! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz