poniedziałek, 30 listopada 2015

A w listopadzie

Starałam się nie leżeć za wiele pod kocem, chociaż w miesiącach jesiennych i zimowych to moje ulubione domowe akcesorium:) Generalnie uważam, że listopad jak żaden inny miesiąc idealnie nadaje się do leżenia w ciepłym łóżku z kubkiem czegoś ciepłego. 


Uwielbiam białą herbatę sypaną z z brzoskwinią z tigera. Ma świetny skład i faktycznie smakuje brzoskwiniami. Poza tym jest zapakowana w bardzo ładną puszkę, idealnie nadaje się na prezent. 


Powoli kupuję już świąteczne ozdoby, wyciągnę też pudełko z rzeczami z ubiegłego roku i tak w pierwszy weekend grudnia zacznę dekorować mieszkanie, nie mogę się już doczekać, uwielbiam ten przedświąteczny klimat, wszystko czerwone, zapach pomarańczy i kupowanie prezentów. Ale miało być o listopadzie:) 


Byłam dwa razy w kinie. Uwielbiam filmy z Bondem, Spectre mimo skrajnych recenzji podobał mi się bardzo. Piękne zdjęcia, poza tym człowiek odpowiedzialny za kostiumy spisał się świetnie agent 007 wygląda wspaniale. Cała fabuła też jest spójna i bardzo wciągająca. Oczywiście jak zawsze Bond musi rozwalić pół Londynu i zaprzeczyć prawom fizyki, ale to cechy charakterystyczne dla tej serii. Lubię Daniela Craig'a w tej roli, sprawia, że widzimy w Bondzie kogoś dojrzałego, kto wiele przeszedł, a nie tylko przebiegłego agenta jej Królewskie Mości. Jedyne do czego mogę się przeczepić to epizodyczna rola Monici Belluci, miałam wrażenie, że producenci chcą ją gdzieś na siłę umieścić, żeby potem móc reklamować Specter również jej nazwiskiem. 


Widziałam również drugą część Listów do M, ogólnie komedie romantyczne to nie jest mój ulubiony rodzaj filmów, ale czasem mam ochotę na coś takiego. Spodziewałam się tematyki podobnej do pierwszej części i tutaj oczywiście głównymi wątkami są miłość i święta, ale całość jest zdecydowanie bardziej smutna. Poza tym film trwa tylko 103 minuty, a miałam wrażenie, że reżyser stara się w tym czasie upchnąć jak najwięcej i niektóre wątki są potraktowane bardzo po macoszemu, a szkoda bo gdyby film był dłuższy o 20 minut (co jest obecnie standardem) dałoby się zrobić z tego coś lepszego. 


Stwierdziłam, że wielu filmów będących klasyką kina wcale nie widziałam, dlatego wczoraj obejrzałam Przełamując fale Larsa von Trier'a. Wiedziałam, że to będzie smutna, przygnębiająca opowieść i dokładnie tak było. Film jest świetnie nakręcony, dużo scen jest bardzo oszczędnych w formie, a jednocześnie niemal intymnych. To historia małżeństwa, w którym ona jest w nim zakochana bezgranicznie, on ulega wypadkowi i gdy leży sparaliżowany w szpitalu namawia ją do romansowania z przypadkowymi mężczyznami. To film, w którym nic nie jest proste, a działania bohaterów trochę jak w greckim dramacie prowadzą do nieuchronnej katastrofy. To zdecydowanie film, na który trzeba mieć nastrój. 


W listopadzie mamy też z moim chłopakiem rocznice do świętowania. Tym razem stwierdziliśmy, że zostajemy w domu, każde z nas zamówiło coś innego do jedzenia i tak sobie siedzieliśmy w spokoju przy świecach. 
A jutro już grudzień! 

1 komentarz: