sobota, 31 października 2015

Ulubieńcy października

Wyjątkowo mam tylko trzy produkty. Bez wstępów o tym jak czas szybko leci zaczynamy: żel pod prysznic La Petit Marseiliais biała brzoskwinia i nektarynka działa na mnie jak najlepsza aromaterapia. Pachnie cudownie - czymś słodkim, świeżym i ciepłym.


 Jak wchodzę pod prysznic i go używam od razu mam lepszy humor. Poza tym robi to, co żel ma robić - dobrze się pieni, myje i nie przesusza skóry (a na tym w okresie jesiennym i zimowym mi zależy). Wiem, że to tylko żel pod prysznic, żadne epokowe odkrycie, ale jego zapach jest naprawdę niesamowity, warto powąchać przy okazji. 
Pozostając pod prysznicem muszę wspomnieć o cukrowym peelingu z The Body Shop z masłem shea. Dla mnie ten produkt to słodki zapach czystości. Poza tym dobrze ściera martwy naskórek, jest  gęsty, zbity a tym samym bardzo wydajny, przez olejki w składzie po aplikacji nie ma potrzeby stosować balsamu czy masła. Skóra jest miękka, gładka i przyjemnie natłuszczona, nie ma to jednak nic wspólnego z tą nieprzyjemną warstwą, którą tworzy parafina. 


Na koniec coś z kolorówki konturówka do powiek w żelu Inglot nr 66. Już wspominałam o tym produkcie, ale po prostu muszę go umieścić w październikowych ulubieńcach. Bardzo łatwo się nim pracuje, nawet nie mając wielkiej wprawy w nakładaniu takiego eyelinera ze słoiczka. Gładko sunie po powiece tworząc jednolitą, dobrze napigmentowaną kreskę. Nie trzeba nic poprawiać. Jest super wytrzymały, nie kruszy się i nie rozmazuje. Byłam w tym miesiącu na weselu, użyłam tej konturówki na dolną powiekę zamiast kredki, taki makijaż wytrzymał całą imprezę! Ma ciekawy, ciemno turkusowy kolor. Idealnie nada się na nadchodzące sylwestrowo-świąteczne imprezy:) 

2 komentarze: