sobota, 5 września 2015

ulubieńcy sierpnia

Z małym poślizgiem zapraszam na ulubieńców minionego miesiąca. 


Zacznę od produktu, który najbardziej mnie zaskoczył: brązująca pianka do ciała z Bielendy. Pełna obaw sięgnęłam po wersję do śniadej karnacji, chociaż moje nogi z natury są białe jak mąka. Bałam się zacieków i pomarańczowego koloru, ale stwierdziłam, że trudno, raz się żyje:) Poza tym moim zdaniem w sukience opalone plecy i ramiona, a do tego białe nogi wyglądają straszliwie. Produkt faktycznie ma konsystencję delikatnej pianki, aplikowałam go jak balsam, tylko trochę bardziej przykładałam się do jego wmasowania. Efekt? Wbrew zapewnieniom producenta może nie po pierwszej, ale po trzeciej aplikacji moje nogi wyglądały świetnie! Moja mam uwierzyła, że w końcu je opaliłam:) Nie miałam żadnych zacieków ani plam, a z każdą aplikacją mniej się przykładałam. Uzyskałam oliwkowy kolor, bez żadnych żółtych czy pomarańczowych tonów. Wyglądało to bardzo naturalnie. Schodzi równomiernie i nie barwi ubrań, a do tego bardzo szybko wysycha. Ma tylko jeden minus - intensywną woń, typową dla samoopalaczy. W Rossmannie jego cena regularna to 20 zł. Za super działanie, wydajność i bardzo przystępną cenę bez mrugnięcia okiem wybaczam mu samoopalaczowy smrodek:)


Balsam do ciała Vaseline spray and go musiał trafić do ulubieńców. Z ogromną przyjemnością sięgałam po ten produkt, ekspresowa aplikacja i szybkość wchłaniania się latem jest dla mnie bardzo ważna. Poza tym przyjemnie chłodził skórę w upalne wieczory. 
Nigdy nie sięgnęłabym po miętową wersję jajeczka eos. W produktach do ust lubię słodkie aromaty, ten egzemplarz dostałam w prezencie i nie było wyjścia, musiałam spróbować. Sama jestem zaskoczona tym, jak bardzo polubiłam akurat tę wersję!
Pachnie  miętą dość intensywnie, ale wcale nie daje chłodzącego czy drażniącego efektu na ustach, którego od jakiegoś czasu bardzo nie lubię. Daje natomiast całkiem dobre nawilżenie i uczucie odświeżenia. Poza tym nie topił się w wysokich temperaturach. Lubię te jajka również za to, że zawsze łatwo je znaleźć w torebce.


Na koniec gąbka do demakijażu calypso. Jest bardzo miękka i demakijaż z jej użyciem jest bardzo przyjemną czynnością. Producent zapewnia, że gąbka jest nasączona tonikiem, ja natomiast zawsze aplikuję na nią żel z tołpy. Poza tym rewelacyjnie sprawdza się do zmywania maseczek, bardzo usprawnia tą czynność, a muszę przyznać, że nie lubię zmywać masek, zawsze mi się rozmazują po twarzy, a gąbka szybko i skutecznie je usuwa. 
Tyle na dzisiaj, miłego weekendu!

9 komentarzy:

  1. Gabki lubie :) Bielenda trafiła do mojej ciotki - nie byłam z niej zadowolona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a którą wersję miałaś? Bo jasnej czy do ciemnej karnacji?

      Usuń
  2. Ten balsam w spray'u kuszący ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest:) na następne lato kupię sobie wersję z aloesem.

      Usuń
  3. Bardzo lubię te gąbeczki Calypso, zdecydowanie ułatwiają zmywanie maseczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo! A często było tak, że nie chciało mi się robić maseczki bo tak nie lubię ich zmywać:)

      Usuń
  4. A u mnie nie sprawdzają się te gąbeczki:( Kilka razy próbowałam i opornie to szło. Zapraszam do mnie :) http://lifeandcalm.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Calypso używam jedynie do zmywania maseczek, ale już nie wyobrażam sobie żeby mogło jej zabraknąć przy tej czynności. Natomiast spray Vaseline mam w planach wypróbować... kiedy uszczuplę zapasy ;)

    OdpowiedzUsuń