wtorek, 15 września 2015

Najlepsze maseczki

Robiłam sobie ostatnio maseczkę i stwierdziłam, że jeszcze ani razu nie wspomniałam na blogu o moich ulubieńcach w tym temacie. Nie wiem jak mogłam to przeoczyć, tym bardziej, że te dwie maski mam od kilku miesięcy!


Sephora błotna maseczka oczyszczająco - matująca zdaniem producenta oczyszcza skórę, usuwa zanieczyszczenia, oczyszcza pory i redukuje widoczne niedoskonałości, natychmiastowo oczyszcza i matuje skórę. Pochłania nadmiar sebum, pozostawia skórę trwale czystą i matową bez wysuszania.
Moja cera jest sucha i wrażliwa, zadem po opisie jasno widać, że ten produkt nie jest przeznaczony dla mnie i gdybym nie dostała próbki nigdy nie sięgnęłabym po ten produkt. 



Jednak po jednym użyciu byłam tak zadowolona, że kupiłam pełnowymiarowe opakowanie (60 ml, cena 55 zł). Maska zawiera w swoim składzie białą glinkę, miedź i cynk. Obawiałam się, że przy dłuższym stosowaniu może przesuszać skórę, jednak nic takiego nie ma miejsca. Maska ma szary kolor, bardzo gęstą konsystencję i grudki. 
Producent zaleca aby najpierw masować nią twarz, a następnie zostawić na 5-10 minut i tak właśnie robię. Maska zasycha na twarzy, ale przesadnie nie ściąga skóry. 
Nie zauważyłam oczyszczenia porów, nie mam widocznych niedoskonałości ani nadmiaru sebum, dlatego nie jestem w stanie stwierdzić czy w tym temacie maska działa, natomiast to, co widzę na swojej skórze to rozjaśnienie, ujednolicenie koloru, miękkość i czystość. Nie nakładam tej maski często, cztery albo trzy razy w miesiącu, za każdym razem jestem tak samo zadowolona, po aplikacji faktycznie widać, że zrobiłam coś dobrego dla swojej twarzy:) Maska napina i wygładza skórę, wcale nie podrażnia, a do tego bardzo łatwo się zmywa. Z pewnością kupię kolejne opakowanie.


Moja druga ulubiona maseczka to biała francuska glinka kosmetyczna z natur planet. Glinka ma postać drobno zmielonego proszku, do którego dodajemy wodę. Nie za bardzo lubię sama mieszać maseczki, ale w tym przypadku muszę stwierdzić, że robi się to bardzo szybko, nie wiem od czego to zależy, ale czasem glinki zbijają się w grudki i za nic nie można uzyskać gładkiej konsystencji, tutaj jest inaczej, praktycznie od razu uzyskujemy jednolitą masę. Maseczka zawiera związki krzemu, glinu, żelaza i magnezu. 
Podczas aplikacji przyjemnie chłodzi i koi skórę, bardzo dobrze się sprawdza, kiedy moja naczynkowa cera jest rozgrzana i zaczerwieniona. 


Producent zaleca aby trzymać maskę 20 minut, dlatego rozrabiam ją w większej ilości wody, aby nie zasychała tak szybko albo spryskuję wodą termalną ponieważ nie lubię tego uczucia ściągnięcia. Po aplikacji skóra jest gładka, miękka, nawilżona, odżywiona, jasna i chłodna, a dla mnie osoby, z rumianymi policzkami to bardzo ważne. 
Glinkę można również dodać do kąpieli i w tej roli też dobrze się sprawdza. Nie przepadam za charakterystycznym, dla mnie ziemistym zapachem glinek, ale ta działa tak dobrze, że jej to wybaczam. Jest przeznaczona do skóry wrażliwej i suchej, jeśli macie taką cerę i szukacie dobrej, naturalnej i taniej (ok. 8 zł za 100 g) to serdecznie Wam ten produkt polecam.  

5 komentarzy:

  1. U mnie ostatnio szał robi glinka multani mitti oraz algi liftingujące ze spiruliną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie muszę w końcu sięgnąć po maski ze spiruliną:)

      Usuń
  2. Ja ostatnio sięgam głównie po maseczki saszetkowe m.in. oczyszczającą Efektimy.

    OdpowiedzUsuń