wtorek, 29 września 2015

A we wrześniu

Byłam dwa razy chora! Na szczęście poza tym były też pozytywne momenty. Pojechałam na mazury i bardzo tam odpoczęłam, byłam niecałe trzy dni, a wypoczęłam jak po tygodniu. Widoki są wspaniałe, poza tym spokój i taka cisza, że w pierwszą noc nie mogłam przez to zasnąć. Niesamowite miejsca, o tej porze roku niemalże puste. 




Książkę 'wakacje' Niny Majewskiej Brown widziałam w empiku, ale zupełnie nie byłam przekonana, wydawało mi się, że to takie raczej słabe czytadło na leżak. Ostatecznie książkę pożyczyła mi moja koleżanka mocno ją rekomendując. Przeczytałam i byłam ogromnie zaskoczona. To ciekawa i złożona historia o byciu żoną i matką, o trudnych relacjach rodzinnych, w końcu o wielkiej tragedii. Zwrot akcji tak mnie zaskoczył, że sama nie mogłam uwierzyć w to, co przeczytałam, Oczywiście są momenty, kiedy ta opowieść jest przewidywalna, ale całość moim zdaniem bardzo na plus. Zastanawiam się czy nie pisać osobnych postów podsumowujących to, co przeczytałam w danym miesiącu, bo czytam oczywiście o wiele więcej, a na blogu wspominam tylko o pojedynczych książkach. 


W czasie choroby miałam sporo wolnego czasu więc poświęciłam go (bardzo konstruktywnie:) na oglądanie seriali. Bardzo, bardzo rzadko oglądam, a tym samym polecam polskie seriale i na ten też nie miałam ochoty, ale namówił mnie mój chłopak. 'Aż po sufit' to serial o rodzinie, każdy odcinek opowiedziany jest z perspektywy innej osoby. Nie jest taki typowo super słodki, opowiada też o trudnych momentach, o przemocy w związku, alkoholizmie. Oczywiście tło całej opowieści jest typowo tvnowskie czyli pastelowe ubrania, śliczne wnętrza i jeszcze ładniejsze ogródki. Jednak warto obejrzeć, od bardzo dawna nie widziałam ciekawego serialu w polskiej telewizji, ale ten (obejrzałam 4 odcinki) zapowiada się naprawdę ciekawie. 
Druga propozycja to coś dla widzów o mocnych nerwach:) Kiedy obejrzałam pierwszy odcinek 'american horror story' nie mogłam zasnąć przez całą noc, tak się bałam. To historia nawiedzonego domu, w którym jedna postać jest straszniejsza od drugiej, rośnie napięcie, muzyka tylko potęguje strach, a całość jest wypełniona typowymi sztuczkami z horrorów. Ciekawy pomysł na serial. Teraz zaczęliśmy drugi sezon.



Miałam małe zaćmienie umysłu i pojechałam w niedzielę na zakupy z okazji wielkiej akcji rabatowej 'twojego stylu'. Byłam na zakupach w godzinach mocno przedpołudniowych, dlatego na szczęście nie było nigdzie tłumów, ale jakoś coraz mniej mam ochotę na takie zakupy, dużo bardziej lubię zamawiać rzeczy online. Kupiłam szare, marmurkowe spodnie w c&a, koszulkę w sinsay z napisem 'friday I miss you' i kolorowy naszyjnik, też w sinsay. Zajrzałam do inglota i muszę przyznać, że ceny faktycznie poszybowały w górę przez ostatnie kilka lat. Zdecydowałam się na konturówkę do powiek w żelu nr 66 (ciemny zielono turkusowy kolor, morski?) i puder do modelowania twarzy HD nr 502.

Na koniec jesienni umilacze czyli dwie nowe świece z yankee candle: sweet apple i lake sunset. Oba zapachy uwielbiam! Jednak wcale nie mam ochoty na jesień w tym roku.  

niedziela, 27 września 2015

sleeping beauty tag

Bardzo dawno nie było tego typu wpisu, a zauważyłam, że na yt ten tag przeżywa drugą młodość więc stwierdziłam, że też dopowiem na te pytania.
1. Jaki jest Twój ulubiony sposób zmywania makijażu wieczorem? Chusteczki czy mycie twarzy?
Bardzo lubię stosować produkty myjące, zwykle są to delikatne żele, uważam, że po zastosowaniu samej chusteczki twarz nie jest wystarczająco oczyszczona.


2. Jaki jest Twój ulubiony płyn do demakijażu i/lub chusteczki?
Już kiedyś wspominałam, że wcale nie przepadam za osławioną Biodermą, natomiast bardzo lubię płyn micelarny z garnier. Ostatnio odkryłam płyn micelarny z Uriage i już wiem, że trafi do grona moich ulubieńców. Oba produkty szybko rozpuszczają makijaż i nie podrażniają cery ani oczu, dla mnie to najważniejsze.


3. Twój ulubiony sposób na zmywanie makijażu wodoodpornego.
Nigdy takiego nie noszę, jednak gdy mam mocny makijaż (typu ciemne cienie, kredka, eyeliner) sięgam po tłuste formuły - płyny dwufazowe (moje ulubione to te z Bielendy, nie podrażniają i nie ma po nich tej irytującej mgły na oczach) albo olejki.
4. Robisz peeling wieczorem? Jeśli tak to czego używasz - np. szmatki, szczoteczki typu clarisonic?
Robię peeling wieczorem, natomiast ze względu na moją cerę naczynkową jest to zawsze coś delikatnego, rezygnuję ze szczoteczek czy szmatek i wykonuję tylko peeling enzymatyczny. Od kilku miesięcy jest to dermika łagodny peeling enzymatyczny.
5. W pielęgnacji wieczorem wolisz kremy czy olejki/oliwki?
Serum:) A poza tym krem, po olejki sięgam tylko przy demakijażu, nie lubię ich czuć na skórze. Jeszcze nie trafiłabym na taki, po którym nie miałabym uczucia lepkości i jakieś takiej ciężkości.


6. Ulubiony przeciwzmarszczkowy krem pod oczy?
Nie mam takiego, obecnie używam kremu Ziołolek krem do oczu z opuncją figorą 30+, jest bardzo mocno nawilżający i świetnie się u mnie sprawdza. Byłam również bardzo zadowolona z clinique all about eyes serum.
7. Zdarza Ci się nie zmyć makijażu przed snem?
Nie, może to dziwne, ale wiem, że bym tak nie zasnęła.
8. Zasypiasz czy:
a) kładziesz głowę na poduszkę i już śpisz
b) nie możesz zasnąć
c) zajmuje Ci to kilka minut
Zdecydowanie a! Na palach u jednej ręki mogę wyliczyć noce w roku, kiedy faktycznie nie mogę zasnąć i przewracam się z lewego boku na prawy. Zwykle zasypiam jak tylko przyłożę głowę do poduszki.
9. Mówi się, że powinniśmy spać przeciętnie 8 godzin. Jak to wygląda u Ciebie?
Zwykle śpię 8-7 godzin. Podziwiam ludzi, którzy po 4 godzinach snu są w stanie normalnie funkcjonować, ja po takich nocach jestem zupełnie nieprzytomna. Lubię spać.


10. Twój sekret na dobrze przespaną noc?
Zmęczenie:) Poza tym wywietrzona sypialnia i czytanie. Nigdy nie oglądam telewizji ani nie korzystam z laptopa przed snem, zwykle biorę książkę do łóżka i czytam godzinę przed zaśnięciem. Pomaga mi to się zrelaksować i uspokoić nadmiar myśli.

Jeśli też piszecie bloga zachęcam Was do odpowiedzi na pytania, a jeśli nie, zawsze możecie wypowiedzieć się w komentarzach.
Miłego popołudnia:)

czwartek, 24 września 2015

Aktualna pielęgnacja twarzy - serum i krem

Nie uwierzycie, ale znowu jestem chora! Tegoroczna jesień wcale nie jest dla mnie łaskawa, to tak tytułem wstępu. Poza tym chciałam Wam dzisiaj polecić dwa produkty do pielęgnacji cery suchej, które u mnie sprawdzają się rewelacyjnie.


Czytałam dużo dobrego o aktywnym serum korygującym z Bielendy, ja jednak szukałam czegoś nawilżającego więc sięgnęłam po aktywne serum nawilżające super power mezo serum.
Muszę przyznać, że producent nie szczędzi obietnic: aktywne serum nawilżające skutecznie podnosi jakość skóry, poprawia jej jędrność, elastyczność, nawilżenie, strukturę oraz koloryt. Skutecznie opóźnia powstawanie zmarszczek, błyskawicznie koi skórę po zabiegach medycyny estetycznej, doskonale wygładza, dodaje cerze blasku. Skóra młodsza o 10 lat. 
Podoba mi się to, że serum łączy w sobie nawilżenie wraz z działaniem przeciwzmarszczkowym, chociaż oczywiście nie sądzę, żebym wyglądała po jego zużyciu na młodszą aż o dekadę. Nie zmienia to jednak faktu, że serum działa bardzo dobrze. Świetnie nawilża i uelastycznia, po dłuższym stosowaniu (zużyłam 1/3), cera jest faktycznie bardziej sprężysta i jędrna, a do tego aksamitnie gładka. Poważnie, nigdy wcześniej nie miałam takiej gładziutkiej twarzy. 


Jest to moje pierwsze serum w życiu i początkowo nakładałam go za dużo, produkt ma bardzo rzadką, żelową konsystencję, podczas aplikacji ślizga się po skórze, dlatego ja dodatkowo dociskam serum płaską dłonią. Nałożony oszczędnie dobrze współgra z kremem i makijażem. Szybko się wchłania, pachnie bardzo delikatnie, stosuję je tak jak zaleca producent na dzień i na noc. Serum jest zapakowane w szklaną buteleczkę z wygodną w użyciu pipetką. Relacja ceny do jakości jest bardzo na plus: za 30 ml zapłaciłam 22 zł (na stronie empiku), ale widziałam je w zwykłej drogerii za 18 zł. Jestem z jego działania bardzo zadowolona, na pewno kupię kolejne opakowanie.


Po lecie moja skóra pod oczami była bardzo mocno przesuszona i cieniutka jak pergamin. Robiąc zakupy na stronie empiku do koszyka wrzuciłam Ziołolek krem pod oczy z opuncją figową 30+. Kosztował ok. 12 zł za 30 ml, poza tym ostatecznie przekonało mnie zapewnienie producenta, że krem jest polecany dla osób o wrażliwej skórze wokół oczu, także stosujących szkła kontaktowe. 
Krem ma bogatą formułę i jak dla mnie nadaje się tylko na noc, ponieważ wchłania się długo, a rano każda minuta jest cenna:) Krem ma w składzie masło shea na drugim miejscu, poza tym zawiera też olej kukui. Nie ma się co oszukiwać, ten krem jest po prostu tłusty i dość ciężki, ja jestem z tego zadowolona ponieważ szukałam dużej dawki nawilżenia. Skóra jest w dużo lepszej kondycji, poza tym krem wcale nie podrażnia moich wrażliwych oczu. Jest też niesamowicie wydajny, dosłownie kropeczka wystarczy, żeby posmarować okolicę pod okiem i powiekę. Z pewnością dobrze sprawdzi się jesienią i zimą. 
Za tło dzisiejszych zdjęć robił mój nowy szalik z H&M, ładny ma wzorek, prawda?:)

sobota, 19 września 2015

mini kosmetyczka na mini wyjazd

Kiedy czytacie tego posta jestem na Mazurach (wracam w niedzielę). To taki krótki trzydniowy wyjazd, dlatego moją kosmetyczkę ograniczyłam do minimum. Przy okazji moich wakacji pokazałam Wam, jakie produkty z kolorówki ze mną podróżują, teraz czas na pielęgnację. 


Do twarzy zabrałam: żel z tołpy dermo face do demakijażu twarzy i oczu (lubię tego typu produkty, bo nie trzeba zabierać żadnych płatków kosmetycznych), tonik tołpa botanic białe kwiaty (już mi go tylko trochę zostało na dnia) i moja ostatnia nowość bielenda super power mezo serum nawilżające (muszę przyznać, że jestem z tego produktu bardzo zadowolona, ale na obszerniejszą recenzję przyjdzie jeszcze czas). 



Do ciała i włosów: dermena szampon do włosów wypadających (dobrze oczyszcza, ładnie pachnie, ale nie powiedziałabym, że w widoczny sposób zahamował wypadanie włosów, poza tym dość mocno je plącze), antyperspirant nivea double effect, nawilżane husteczki do higieny intymnej  facelle z Rossmanna (nie wiem, które to już moje opakowanie, bardzo je lubię, są mocno nasączone i absolutnie nie podrażniają), miniatura żelu pod prysznic l'occitane werbena (już go użyłam dwa razy i jestem mocno rozczarowana, od żelu w cenie 62 zł za 250 ml spodziewałam się czegoś więcej, ten trochę przesusza, owszem bardzo ładnie pachnie, ale zapach wcale nie utrzymuje się na skórze, bardziej zadowolona jestem z żelu bali z biedronki za 5 zł) i masełko do ust shea the body shop (nie zasnę z suchymi ustami, czy też tak macie? Poza tym jest treściwe i tłuste, więc od biedy mogę sobie nim posmarować łokcie czy kolana). 



Na koniec pasta blend-a-med i zwykła, miękka szczoteczka z Rossmanna, mamy z moim chłopakiem jedną szczoteczkę elektryczną z Oral-b, oczywiście każdy ma swoją końcówkę, dlatego nie chcąc jechać z samą końcówką kupiłam najzwyklejszą szczoteczkę za kilka złotych. A to wszystko zapakowałam do granatowej kosmetyczki w marynarskie motywy (kupiona na allegro za kilkanaście złotych sprawdza się bardzo dobrze, poza tym od środka ma taki foliowy materiał i w razie gdyby jakiś kosmetyk się wylał nie ubrudzi mi ubrań). 
Mało, prawda? Stwierdziłam, że przez te kilkadziesiąt godzin obejdę się bez kremu do rąk, do stóp, pod oczy, balsamu do ciała etc. 
Miłego weekendu! Oby pogoda dopisała:)

czwartek, 17 września 2015

Jesienne zapotrzebowanie

Moje jesienne chciejstwa nie są zbyt liczne. Trochę rzeczy już kupiłam i za kilka dni Wam o tym opowiem, teraz czas na listę rzeczy, które jeszcze chciałabym dokupić. 
Najważniejsza jest granatowa parka. Obecnie w szafie mam tylko klasyczny, beżowy trencz i zdecydowanie potrzebuję kurtki-przejściówki, do noszenia na co dzień. Ta akurat jest z H&M, kosztuje 149 zł i myślę, że właśnie na nią się zdecyduję. A do nowej kurtki przydałby się nowy szalik, najlepiej w dużą kratę w kolorach bieli, granatu i czerwieni. Od jakiegoś czasu szukam szarego swetra, zwykłego, prostego, wkładanego przez głowę. Jednak większość swetrów jest teraz oversize do tego stopnia, że wyglądam w tym jak w namiocie. Szukam luźnego białego t-shirtu, gładkiego i z dobrej bawełny, coś mi się wydaje, że jeszcze trochę poszukam. Do tego czarne i dżinsowe rurki też by się przydały, bo wszystkie moje aktualnie noszone spodnie mają dziury. 
W kwestii kosmetyków nie powinnam kupować już niczego, ale to przecież taka trochę wish-list więc coś tam mogę sobie dodać, a nuż się uda. Chciałabym nowy róż najlepiej w kremie z clarins, te (dwa), które mam znudziły mi się już totalnie i nie mogę na nie patrzeć. 
Pomadka MAC w odcieniu plumful jest mi totalnie niezbędna:) Mam na nią ochotę już od kilku tygodni i czuję, że nawet jeśli teraz wygra zdrowy rozsądek i nie jesienią, to na mikołajki ją sobie sprawię. 
Zwykle nie jestem zwolennikiem leżenia w wannie, ale ostatnio coś się w tym temacie zmienia i chętnie bym się zaopatrzyła w jakieś kule i babeczki do kąpieli.


Tyle u mnie, zobaczymy co skreślę z listy za jakiś czas, a co zostanie na niej trochę dłużej:)


wtorek, 15 września 2015

Najlepsze maseczki

Robiłam sobie ostatnio maseczkę i stwierdziłam, że jeszcze ani razu nie wspomniałam na blogu o moich ulubieńcach w tym temacie. Nie wiem jak mogłam to przeoczyć, tym bardziej, że te dwie maski mam od kilku miesięcy!


Sephora błotna maseczka oczyszczająco - matująca zdaniem producenta oczyszcza skórę, usuwa zanieczyszczenia, oczyszcza pory i redukuje widoczne niedoskonałości, natychmiastowo oczyszcza i matuje skórę. Pochłania nadmiar sebum, pozostawia skórę trwale czystą i matową bez wysuszania.
Moja cera jest sucha i wrażliwa, zadem po opisie jasno widać, że ten produkt nie jest przeznaczony dla mnie i gdybym nie dostała próbki nigdy nie sięgnęłabym po ten produkt. 



Jednak po jednym użyciu byłam tak zadowolona, że kupiłam pełnowymiarowe opakowanie (60 ml, cena 55 zł). Maska zawiera w swoim składzie białą glinkę, miedź i cynk. Obawiałam się, że przy dłuższym stosowaniu może przesuszać skórę, jednak nic takiego nie ma miejsca. Maska ma szary kolor, bardzo gęstą konsystencję i grudki. 
Producent zaleca aby najpierw masować nią twarz, a następnie zostawić na 5-10 minut i tak właśnie robię. Maska zasycha na twarzy, ale przesadnie nie ściąga skóry. 
Nie zauważyłam oczyszczenia porów, nie mam widocznych niedoskonałości ani nadmiaru sebum, dlatego nie jestem w stanie stwierdzić czy w tym temacie maska działa, natomiast to, co widzę na swojej skórze to rozjaśnienie, ujednolicenie koloru, miękkość i czystość. Nie nakładam tej maski często, cztery albo trzy razy w miesiącu, za każdym razem jestem tak samo zadowolona, po aplikacji faktycznie widać, że zrobiłam coś dobrego dla swojej twarzy:) Maska napina i wygładza skórę, wcale nie podrażnia, a do tego bardzo łatwo się zmywa. Z pewnością kupię kolejne opakowanie.


Moja druga ulubiona maseczka to biała francuska glinka kosmetyczna z natur planet. Glinka ma postać drobno zmielonego proszku, do którego dodajemy wodę. Nie za bardzo lubię sama mieszać maseczki, ale w tym przypadku muszę stwierdzić, że robi się to bardzo szybko, nie wiem od czego to zależy, ale czasem glinki zbijają się w grudki i za nic nie można uzyskać gładkiej konsystencji, tutaj jest inaczej, praktycznie od razu uzyskujemy jednolitą masę. Maseczka zawiera związki krzemu, glinu, żelaza i magnezu. 
Podczas aplikacji przyjemnie chłodzi i koi skórę, bardzo dobrze się sprawdza, kiedy moja naczynkowa cera jest rozgrzana i zaczerwieniona. 


Producent zaleca aby trzymać maskę 20 minut, dlatego rozrabiam ją w większej ilości wody, aby nie zasychała tak szybko albo spryskuję wodą termalną ponieważ nie lubię tego uczucia ściągnięcia. Po aplikacji skóra jest gładka, miękka, nawilżona, odżywiona, jasna i chłodna, a dla mnie osoby, z rumianymi policzkami to bardzo ważne. 
Glinkę można również dodać do kąpieli i w tej roli też dobrze się sprawdza. Nie przepadam za charakterystycznym, dla mnie ziemistym zapachem glinek, ale ta działa tak dobrze, że jej to wybaczam. Jest przeznaczona do skóry wrażliwej i suchej, jeśli macie taką cerę i szukacie dobrej, naturalnej i taniej (ok. 8 zł za 100 g) to serdecznie Wam ten produkt polecam.  

sobota, 12 września 2015

muszę sobie pogadać:)

W poniedziałek zaatakowało mnie przeziębienie, nie przesadzę jeżeli napiszę, że w tym tygodniu moim głównym zajęciem było spanie albo leżenie pod kołdrą. Na szczęście od wczoraj czuję się dużo lepiej i czas wrócić do normalnego trybu życia. Nie wiem czy też tak macie, ale ja jak jestem chora tęsknię za takimi zwykłymi rzeczami, za tym, żeby iść po bułki do sklepu albo wyjść z psem na spacer:) Poza tym nie znoszę chorować, wiem, że nikt nie lubi, ale jak sobie pomyślę o grypie to aż mnie trzęsie, tym bardziej, że zwykle choroba dosłownie zwala mnie z nóg. 
Nie mam zrobionych zdjęć do żadnego posta, dlatego dzisiaj tak sobie tylko pogadam. Mam na taką pogadankę ochotę. 
Posprzątałam całe mieszkanie i wyszłam na zakupy, lubię taką słoneczną i ciepłą jesień. Pogoda na sukienkę i lekki sweterek. Przy okazji zakupów spożywczych weszłam do małej drogerii i do Rossmanna uzupełnić braki. I tak oto znalazłam idealną temperówkę (z for your beauty)! Długo szukałam czegoś, co zatemperuje moją grubaśną kredkę z maybelline, chodziłam z tą kredką w torbie (jak jakaś nienormalna:), na wypadek gdybym znalazła coś pasującego otworem do jej wielkiej średnicy i dzisiaj zupełnie przez przypadek się udało. Już zaostrzyłam wszystkie moje grube kredki i stwierdzam, że temperówka jest bardzo ostra, nie łamie rysika ani nie szarpie drewna. Jest też bardzo łatwa w czyszczeniu (tą jasną część można ściągnąć) i kosztowała tylko 4,49 zł! 



Kupiłam odżywkę bez spłukiwania z Joanna Naturia malina i bawełna mającą ułatwiać rozczesywanie włosów, przed chwilą jej użyłam i niestety wcale nie pachnie malinami. Moje paznokcie przestały lubić odżywkę z Eveline dlatego postanowiłam sięgnąć po coś bez formaldehydu. Diadem cosmetics odżywczy preparat do paznokci ma niwelować problem rozdwojonych i miękkich paznokci (ostatnio takie właśnie mam). Mam nadzieję, że dobrze się spisze.


Nie rozumiem dlaczego wszystkie pozostałe antyperspiranty z Nivea kosztują 10,90, a double effect 6,29 zł, ale słyszałam ostatnio na jego temat wiele dobrego więc też wylądował w koszyku. Bardzo ładnie pachnie. 
Poszłam dzisiaj też na poszukiwanie jesiennych botków. Chciałam czarne, niekoniecznie skórzane ze srebrnymi elementami, jednak w dość ograniczonej ilości. Sporo jest teraz butów z klamrami, zamkami, nitami, sprzączkami i wydawało mi się, że będę miała problem ze znalezieniem czegoś. Jednak w CCC jest teraz tak duży wybór botków i sztybletów, że ta para od razu wpadła mi w oko. Kosztowały 99,99 zł i dla mnie są idealne:) 


Tyle u mnie, zabieram psa na spacer, a potem wracam nadrabiać internetowe zaległości.
Miłego weekendu! Koniecznie idźcie na spacer, pogoda jest cudowna! 

sobota, 5 września 2015

ulubieńcy sierpnia

Z małym poślizgiem zapraszam na ulubieńców minionego miesiąca. 


Zacznę od produktu, który najbardziej mnie zaskoczył: brązująca pianka do ciała z Bielendy. Pełna obaw sięgnęłam po wersję do śniadej karnacji, chociaż moje nogi z natury są białe jak mąka. Bałam się zacieków i pomarańczowego koloru, ale stwierdziłam, że trudno, raz się żyje:) Poza tym moim zdaniem w sukience opalone plecy i ramiona, a do tego białe nogi wyglądają straszliwie. Produkt faktycznie ma konsystencję delikatnej pianki, aplikowałam go jak balsam, tylko trochę bardziej przykładałam się do jego wmasowania. Efekt? Wbrew zapewnieniom producenta może nie po pierwszej, ale po trzeciej aplikacji moje nogi wyglądały świetnie! Moja mam uwierzyła, że w końcu je opaliłam:) Nie miałam żadnych zacieków ani plam, a z każdą aplikacją mniej się przykładałam. Uzyskałam oliwkowy kolor, bez żadnych żółtych czy pomarańczowych tonów. Wyglądało to bardzo naturalnie. Schodzi równomiernie i nie barwi ubrań, a do tego bardzo szybko wysycha. Ma tylko jeden minus - intensywną woń, typową dla samoopalaczy. W Rossmannie jego cena regularna to 20 zł. Za super działanie, wydajność i bardzo przystępną cenę bez mrugnięcia okiem wybaczam mu samoopalaczowy smrodek:)


Balsam do ciała Vaseline spray and go musiał trafić do ulubieńców. Z ogromną przyjemnością sięgałam po ten produkt, ekspresowa aplikacja i szybkość wchłaniania się latem jest dla mnie bardzo ważna. Poza tym przyjemnie chłodził skórę w upalne wieczory. 
Nigdy nie sięgnęłabym po miętową wersję jajeczka eos. W produktach do ust lubię słodkie aromaty, ten egzemplarz dostałam w prezencie i nie było wyjścia, musiałam spróbować. Sama jestem zaskoczona tym, jak bardzo polubiłam akurat tę wersję!
Pachnie  miętą dość intensywnie, ale wcale nie daje chłodzącego czy drażniącego efektu na ustach, którego od jakiegoś czasu bardzo nie lubię. Daje natomiast całkiem dobre nawilżenie i uczucie odświeżenia. Poza tym nie topił się w wysokich temperaturach. Lubię te jajka również za to, że zawsze łatwo je znaleźć w torebce.


Na koniec gąbka do demakijażu calypso. Jest bardzo miękka i demakijaż z jej użyciem jest bardzo przyjemną czynnością. Producent zapewnia, że gąbka jest nasączona tonikiem, ja natomiast zawsze aplikuję na nią żel z tołpy. Poza tym rewelacyjnie sprawdza się do zmywania maseczek, bardzo usprawnia tą czynność, a muszę przyznać, że nie lubię zmywać masek, zawsze mi się rozmazują po twarzy, a gąbka szybko i skutecznie je usuwa. 
Tyle na dzisiaj, miłego weekendu!