niedziela, 9 sierpnia 2015

ulubieńcy lipca

Tym razem ulubieńcy z małym poślizgiem, ale jakoś ostatnio z niczym nie mogę się ogarnąć. Myślami już jestem na urlopie, został mi jeszcze tylko tydzień do wyjazdu:) 


Lubię lakiery essie przede wszystkim za szeroki pędzelek i bardzo dobrą trwałość. Tym razem sięgnęłam po big spender, jestem tym kolorem totalnie zachwycona - to mocny fiolet, z malutką nutą różu, jak to często w lakierach essie bywa ciekawy i nieoczywisty odcień. Zmywałam go gdy już się starł i malowałam na nowo, co zdarza mi się bardzo rzadko. Bardzo ładnie komponowała się z szarawym bobbing for bubbles u stóp.


Szukałam ostatnio dobrych plastrów na nos, zastępców dla tych z Biedronki, których od bardzo dawna nie widziałam. Ostatecznie zdecydowałam się na te cettua silky and clear nose strip, są dostępne w Douglasie, nigdzie indziej ich nie widziałam. Płatki zawierają aktywny węgiel, który działa jak magnes na zanieczyszczenia. Nie mam problemu z rozszerzonymi porami, ale od czasu do czasu prewencyjnie oczyszczam sobie nos. Po oderwaniu tego plastra nie mogłam uwierzyć, że miałam na nosku tyle syfu. Wiem, brzmi obrzydliwie, ale te plastry są bardzo, bardzo skuteczne.
Zanim dostałam eosy z przyjemnością zużywałam masełko do ust z the body shop. Mam wersję z masłem shea i serdecznie ją polecam. Masełko jest bardzo treściwe, ładnie pachnie i dobrze nawilża i pielęgnuje usta. 
Dwa produkty do pielęgnacji ciała: cukrowa pianka peelingująca do ciała z organique o zapachu mrożonej herbaty to bardziej uprzyjemniający kąpiel gadżet niż kosmetyk pierwszej potrzeby. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas upałów sprawdzał się bardzo dobrze. Kosmetyk faktycznie ma lekką, piankową konsystencję, dobrze się pieni, nie wykonamy nim bardzo mocnego złuszczania, dlatego spokojnie możemy go używać kilka razy w tygodniu.



Nacomi borówkowy wygładzający mus do ciała to kosmetyk, który mnie bardzo zaskoczył. Jak tylko przeczytałam, że to mus od razu chciałam przetestować, stwierdziłam, że na lato przyda mi się coś lżejszego. A tutaj okazało się, że mus ze swojej lekkiej formuły pod wpływem ciepła zamienia się w bardzo treściwy olejek. Stosowałam go wyłącznie w chłodniejsze dni, ma bardzo przyjemny, owocowy zapach, bardzo dobrze natłuszcza i nawilża. Trochę żałuję, że otworzyłam go teraz bo z pewnością świetnie by się sprawdził w chłodniejszych miesiącach. Ale jak już zużyłam połowę to stwierdziłam, że koniecznie muszę o nim wspomnieć, bo pewnie zapomnę i nic o nim nie napiszę, a ten mus jest naprawdę godny uwagi. W składzie mamy masło shea, olejek ze słodkich migdałów, ojek słonecznikowy, wosk pszczeli, olej słonecznikowy. 
To już wszyscy moi ulubieńcy, co Wam przypadło do gustu w ostatnim czasie?

9 komentarzy:

  1. Kolor Essie przepiękny :)
    Masełko shea uwielbiam dlatego też myślę, że masełko z TBS by się u mnie sprawdziło choć ostatnimi czasy używam do ciała tylko i wyłącznie olejku Babydream :)
    świetni ulubieńcy :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tego olejku z babydream jeszcze nie miałam, ale bardzo lubiłam oliwkę hipp:)

      Usuń
  2. Nie znam twoich ulubieńców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie dlatego lubię czytać na blogach takie posty, zawsze można poznać jakieś ciekawe nowości.

      Usuń
  3. Bardzo lubię Essie Big Spender ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też! Aż żałuję, że tak późno odkryłam ten kolor:)

      Usuń
  4. Miałam kiedyś te paseczki na nos, ale niestety się nie sprawdziły :(.

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczny ten lakier :) Aż wstyd przyznać, ze ja nigdy nie używałam lakierów Essie. Ciekawe są te plastry na nos.

    OdpowiedzUsuń
  6. Essie jest piękny, mam go tylko z wąskim pędzelkiem :)

    OdpowiedzUsuń