środa, 5 sierpnia 2015

Kolorówka - ulubieńcy ostatnich miesięcy

Produkty, o których dzisiaj opowiem towarzyszą mi od dłuższego czasu. Są przetestowane z każdej możliwej strony i w różnych warunkach pogodowych, łączy je to, że ze wszystkich jestem bardzo zadowolona. 


Czekoladowe palety cieszą się ostatnio ogromną popularnością, wcale mnie to nie dziwi, są takie smakowite:) Długo zastanawiałam się nad zakupem jednej palety, sukcesywnie od kilku miesięcy zużywałam pojedyncze cienie, żeby zainwestować i mieć tylko jedną kasetkę. Zwykle maluję się raczej delikatnie, w odcieniach beżu i brązu, ciemniejsze cienie są zarezerwowane wyłącznie na wieczorne wyjścia, a tych ostatnio wiele się nie zdarza. Paletę too faced chocolate bar dostałam na urodziny. W porządnie wykonanej metalowej kasetce mamy 16 cieni o różnym wykończeniu: matowe, maty z drobinkami, satynowe. Podoba mi się to, że dwa najjaśniejsze cienie są większe od pozostałych. Chocolate bar jest utrzymana w brązowo-beżowo-fioletowych kolorach. 


Cienie łatwo się blendują, na moich (bezproblemowych) powiekach utrzymują się cały dzień, nakładam je na sucho albo na mokro w zależności od tego na jakim efekcie mi zależy. Do tego oczywiście pięknie pachną. Producent zapewnia, że w ich składzie znajduje się kakao w proszku. Wiem, że na rynku dostępnych jest wiele innych palet o podobnych właściwościach w dużo niższej cenie, stwierdziłam jednak, że chcę mieć coś z czego będę korzystała przez lata i dlatego wybrałam droższą czekoladkę. Jej regularna cena to 179 zł. 
Poza tym mam jeszcze jeden cień w kredce - sephora colorful shadow and liner w kolorze 05 beige. Lubię takie rozwiązania ponieważ przyspieszają cały makijaż, a mam wrażenie, że rano czas pędzi szybciej niż zwykle. Kredka jest w kolorze beżowo-złotym, idealnym na wakacje. Sprawia, że oko jest rozświetlone i wypoczęte. Trzyma się bardzo dobrze, niestety podczas upałów zbierała mi się w załamaniu, tak pod koniec dnia. Przy niższej temperaturze nie miałam tego problemu. Jej regularna cena to 45 zł, czekam na jakąś promocję, wtedy zaopatrzę się w coś w odcieniu taupe. 


Pozostając w temacie oczu odkryłam ostatnio wspaniały tusz do rzęs. Wiem, że maybelline lash sensational zdobyła ostatnio ogromną popularność i wcale się nie dziwię. Zwykle jest tak, że tusz potrzebuje przynajmniej tygodnia, po tym jak trochę wyschnie ma lepsze właściwości, tutaj o dziwo tak nie jest i tusz spisywał się bardzo dobrze od początku, Ma silikonową, wygiętą szczoteczkę, na szczęście w normalnym rozmiarze. Dobrze rozczesuje rzęsy i przy okazji nie maluje nam całego oka. Tusz lekko podkręca i mocno podkreśla rzęsy, już po jednym pociągnięciu moje cienkie i liche rzęsy są widocznie pogrubione i wydłużone. Nie osypuje się, nie rozmazuje i nie podrażnia oczu. Ma tylko jeden minus - ciężko go zmyć. U mnie tylko olejek daje radę. 
Na koniec coś do ust - clarins instant light natural lip perfector. Już od dawna chciałam przetestować ten błyszczyk. Mój egzemplarz 05 candy shimmer to zgaszony róż. Błyszczyk nie ma mocnego krycia, podkreśla naturalny kolor ust i nadaje bardzo ładny połysk. Wbrew temu, co sugeruje nazwa nie ma brokatu, po prostu dość mocno błyszczy, ale akurat takie efekt na ustach lubię. Smakuje i pachnie słodko i apetycznie. Lubię też jego gąbkowy aplikator. Błyszczyk nie podkreśla suchych skórek, a nawet lekko nawilża i pielęgnuje usta. Odkąd go mam nie sięgam po inne produkty do ust. Cena regularna to 75 zł, ale w sierpniu w douglasie możecie go kupić w cenie 49 zł.
To już wszyscy moi makijażowi ulubieńcy, znacie te produkty? A co przykuło Waszą uwagę w ostatnim czasie?

2 komentarze:

  1. Naprawdę świetna paletka! :) Ja jestem wierna mojej paletce z Zoeva :)

    OdpowiedzUsuń