niedziela, 30 sierpnia 2015

A w sierpniu

To jeden z moich ulubionych miesięcy w roku, zwykle tak się składa, że miesiąc wcześniej mam maksymalne urwanie głowy, a w sierpniu zwalniam, jadę na urlop i odpoczywam. O moim pobycie w Toruniu i Juracie nie będę się więcej rozpisywać, bo już o tym wspominałam, powiem tylko tyle, że odpoczęłam i tego było mi trzeba:) Czy Wy też tak macie, że nad morzem śpicie jak dzieci? Ja mogłam położyć się spać nawet po godzinie 21:00, co w normalnych warunkach nigdy mi się nie zdarza. Jeszcze kilka zdjęć, bo nie mogłam się powstrzymać:




Na urlop wzięłam trylogię Ałbeny Grabowskiej "Stulecie Winnych", bardzo mnie ta książka wciągnęła, jeśli tak jak ja lubicie sagi rodzinne koniecznie sięgnijcie po tę pozycję. Historia kobiet z rodu Winnych rozpoczyna się przed I Wojną Światową, a kończy w roku 2014. Książki są pełne emocji i wzruszeń. Historia jest opowiedziana w ciekawy i bardzo przyjemny sposób, aż trudno oderwać się od lektury. 


Stwierdziłam, że nad morzem nie będę zawracała sobie głowy manicure'm i przed wyjazdem poszłam do kosmetyczki i zrobiłam sobie pierwszy raz w życiu hybrydy! 



Byłam tych paznokci naprawdę ciekawa, wydawało mi się, że nie są aż tak trwałe jak czytałam i bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Moje paznokcie ostatnio rosną dość wolno dlatego po 2 tygodniach ściągnęłam hybrydy wyłącznie ze względu na odrost, wszystkie paznokcie były całe, bez żadnego odprysku:) 



Sierpień był wyjątkowo upalny, dlatego na mieście stawiałam na mrożoną herbatę i moje ulubione tosty, a w domu robiłam chłodnik z buraków, był przepyszny, uwielbiam ten smak kojarzy mi się z wakacjami. 
Pozostając w 'jedzeniowej' tematyce muszę koniecznie zaznaczyć, że bardzo podobają mi się etykiety na butelkach coca-coli:) 



Najlepsza szefowa to ja, a drugie zdjęcie to idealny opis mnie i mojego chłopaka:) 

piątek, 28 sierpnia 2015

nowości - pielęgnacja

Zużyłam niemal wszystkie swoje zapasy, kończy mi się krem i żel do mycia twarzy, nie mam już w szufladzie ani jednego żelu pod prysznic, oznaczało to tylko jedno - zakupy:) 


W biedronce skusiłam się na żel Be beauty z drobinkami peelingującymi - Bali o zapachu avokado, dla mnie pachnie słodką gruszką. Korzystając z promocji -50% w Superpharm kupiłam dwa żele z la petite marseiliais - werbena i cytryna oraz biała brzoskwinia i nektarynka. 


W tej samej promocji kupiłam kilka produktów do twarzy - łagodną piankę oczyszczającą Nivea, chusteczki oczyszczające do skóry suchej i wrażliwej oraz krem tołpa dermo face hydrativ nawilżający krem odprężający na dzień. 


Na kosmetykach z ameryki zamówiłam masło do ciała (w mniejszej pojemności, jest bardzo treściwe i planuję aplikować je głownie na kolana, łokcie i stopy) i peeling z the body shop z serii z masłem shea, bardzo lubię taki słodkawy, otulający zapach tych kosmetyków, idealnie będą się sprawdzały jesienią i zimą. Na sam koniec balsam do ciała Cath Kidston (250 ml za 14,90 zł w tk mxx), nigdy nie miałam nic z tej firmy i jestem ciekawa działania, na razie nie wiem nawet jak pachnie, bo jeszcze mam do wykończenia kilka balsamów. Opakowanie bardzo mi się podoba, jest takie słodkie i dziewczęce.


Tak wygląda moje uzupełnienie zapasów, mam też kilka nowości z kolorówki, ale o tym innym razem. Teraz mam już wszystko i następne większe zakupy kosmetyczne planuję dopiero w grudniu. Zobaczymy jak mi to wyjdzie:) 

środa, 26 sierpnia 2015

wakacyjna kolorówka

W tym roku zrobiłam taki eksperyment, że sfotografowałam wszystkie kosmetyki, które zabrałam ze sobą na urlop, aby po powrocie stwierdzić, co mi się przydało, a czego wcale nie musiałam spakować. Dzisiaj czas na kolorówkę:)
A zatem do twarzy zabrałam: puder bambusowy z paese, rozświetlacz z MUA undress your skin, końcówkę mojego ulubionego podkładu max factor skin luminizer (w kolorze 45 warm almond), tusz do rzęs lash sensecional z maybelline, tylko jeden błyszczyk do ust (jest najlepszy, z powodzeniem zastąpi inne) clarins natural lip perfector w kolorze 05 candy shimmer i małą wodę termalną z avene.
Do oczu stawiam na kredki, jak wiecie mam tyko jedną paletkę, a że jest dość spora, poza tym z moimi zdolnościami istnieje spore prawdopodobieństwo jej uszkodzenia bądź zagubienia w akcji.
Spakowałam perfect stay astor w kolorze 100 creamy taupe oraz sephora colorful shadow & liner w kolorze 05 beige w celu stosowania ich na całą powiekę, a do tego fioletową kredkę (scandaleyes rimmel 013 purple), granatową (2in1 eye peicil astor 092 glam blue) i czarną (cream shaper for eyes clinique 101 black diamond).
Do podkreślenia brwi wzięłam moją nieśmiertelną kredkę z catrice eye brow stylist w kolorze 040 don't let me brow'n (mam ją już kilka dobrych miesięcy, a zużycie jest bardzo, bardzo małe).
Poza tym w kosmetyczce znalazło się miejsce dla szczotki wet brush i różowej gumki invisibobble.






Wszystko spakowałam do mojej ulubionej kosmetyczki w truskawki z Tiger'a. 
Przed moim wyjazdem w mieście były takie niemożliwe upały, że nawet nie było sensu się malować, bo wszystko z twarzy spływało, tęskniłam trochę za możliwością zrobienia makijażu w normalnych (a nie tropikalnych) warunkach i założyłam, że podczas urlopu będę się malowała. Faktycznie tak było, może niekoniecznie na plaże, ale na jakieś popołudniowe i wieczorne wyjścia jak najbardziej. Niczego mi nie brakowało, a ze wszystkich zabranych rzeczy nie użyłam tylko czarnej kredki z clinique. Moim zdaniem to bardzo dobry wynik:) Nie ma go na zdjęciach, ale wzięłam tylko jeden pędzel z ecotools do pudru. 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Urlopowe migawki

Nie mogę uwierzyć, że jeszcze wczoraj szłam brzegiem morza, a teraz już siedzę na własnej kanapie:) Podczas całego urlopu dopisywała piękna pogoda, było bardzo ciepło i słonecznie. Zupełnie nie jestem gotowa na nadejście jesieni. Wiem, że nadal jest bardzo ciepło, ale dni są już krótsze, noce chłodniejsze i czuję w powietrzu już nadchodzącą jesień, też tak macie? 
A teraz krótko o urlopie: najpierw pojechaliśmy do Torunia (uwierzycie, że nigdy wcześniej tam nie byłam?), zwiedzaliśmy typowe turystyczne atrakcje: dom Mikołaja Kopernika (serdecznie polecam, jeśli tak jak ja lubicie muzea), kamienicę pod Gwiazdą, gdzie mieści się wystawa sztuki dalekiego wschodu, żywe muzeum piernika. Poza tym Toruń ma piękną starówkę, całą z czerwonej cegły, jej uliczkami można chodzić bez końca, a gdy bolały już nas nogi siadaliśmy na bulwarze nad Wisłą. Bardzo mi się Toruń podobał, przypomina mi trochę Gdańsk, a trochę Kraków, z pewnością jeszcze kiedyś tam wrócimy. 






Jednak naszym głównym celem była Jastarnia. Też nigdy wcześniej tam nie byłam, jak ja żałuję! To taki mały, spokojny i przyjemny 'kurorcik', było dużo mniej ludzi niż np. we Władysławowie, a opowieści o wszechobecnych parawanach i braku miejsca na plaży wcale nie znalazły pokrycia w rzeczywistości. Prawda jest taka, że nie mogę długo spać na urlopie i wstaję ok. 7.30, ale miejsce na plaży spokojnie mogliśmy znaleźć o każdej porze. Jest też sporo knajpek, butek z lodami i goframi i oczywiście straganów z bursztynem, muszlami i wszelkim badziewiem. W Jastarni jest molo i mały port. Żeby codziennie nie leżeć na plaży pojechaliśmy do fokarium w Helu. 




Miałam bardzo dużo czasu na czytanie książek, siedzenie na plaży i patrzenie na morze (mogę tak godzinami). Jeszcze kilka lat temu średnio lubiłam Bałtyk, a teraz bez wahania za kierunek urlopowego wypoczynku wybieram polskie morze. 


Co przywiozłam z tych wakacji? 


Oczywiście magnesy, śmieszny kubek i torbę ekologiczną (mam zamiar nosić ją tak normalnie jako torebkę, a nie tylko na ziemniaki:). Od mojego chłopaka w Toruniu dostałam nową Lilou, tym razem ze znakiem nieskończoności, przy okazji zmieniłam też sznurki i z moich dwóch innych bransoletek zrobiłam jedną. Bardzo mi się ten zestaw podoba.


Miłego dnia Wam życzę i idę do końca wypakować walizkę:) 

niedziela, 16 sierpnia 2015

Kierunek urlop

Dzisiaj z samego rana (5.00!) wyjeżdżam na urlop. Najpierw spędzimy dwa dni w Toruniu, a następnie obieramy kierunek Jastarnia. Nawet nie wiecie jak się cieszę, potrzebuję odpoczynku. 
W tym czasie nie będę nic pisała, potrzebuję kompletnego resetu, mimo wszystko z dala od internetu. Chcę podczas urlopu jeść gofry, czytać na plaży i spacerować brzegiem morza:)

A tutaj zdjęcie mojego niezastąpionego pomocnika przy pakowaniu:


'Do zobaczenia' po powrocie!

sobota, 15 sierpnia 2015

Niezastąpiony Kindle

Sporo osób bardzo poleca czytnik Kindle, jest jednak wiele osób, które nadal zastanawiają się nad zakupem. Mojego Kindla mam już prawie dwa lata i myślę, że wiele mogę na jego temat powiedzieć. Zdecydowałam się na napisanie tego posta przede wszystkim dlatego, żeby odciążyć mojego biednego chłopaka, który już ogrom moich pochwał słyszał:)


Lubiłam czytać odkąd pamiętam, zawsze towarzyszy mi jakaś książka i naprawdę zastanawiam się czy osoby, które nie czytają po prostu się nie nudzą? Np. w pociągu, autobusie, w łóżku przed zaśnięciem. Bardzo lubiłam zapach nowych książek, to jak wyglądają na półkach, szelest papieru. Jednak w pewnym momencie w moim pokoju brakło miejsca na książki, może wydawać się Wam to dziwne, ale miałam wielki regał, a książki poupychane jedna na drugiej.  Metraż jak wiadomo nie jest z gumy. Przede wszystkim z tego powodu zaczęłam zastanawiać się nad czytnikiem.
Poza tym o moim wyborze zadecydowały małe rozmiary Kindle i jego mobilność. Czytam sporo, a nigdy nie zdarzyło mi się, żeby się rozładował w trakcie czytania. Nie wiem jak często go ładuję, ciężko stwierdzić przede wszystkim dlatego, że robię to naprawdę rzadko - raz ma miesiąc albo na półtora miesiąca (wystarczy podpiąć go do laptopa zwykłym kablem USB). Wiem, że to oczywiste, ale ten czytnik zmieści się nawet do małej torebki, czego z pewnością nie można powiedzieć o wielu powieściach. Kiedy jakiś czas temu wracałam pociągiem z Warszawy przeczytałam jedną książkę do końca mniej więcej w połowie podróży, więc po prostu zaczęłam czytać kolejną, gdybym nie miała czytnika na pewno nie zdecydowałabym się na zabranie dwóch papierowych książek do torebki i zamiast czytać nudziłabym się przez dwie godziny.




Znacie te wieczory kiedy macie ochotę na jakąś konkretną książkę, ale odechciewa Wam się na myśl o tym, że trzeba się ogarnąć i jechać do księgarni? Zakup ebooka zajmuje dosłownie kilka minut, trzy kliknięcia i go macie. Poza tym ebooki zwykle są tańsze niż ich papierowe odpowiedniki. 
Co jeszcze jest ważne? Technologia E ink. Kiedy zgłębiłam temat czytników wiedziałam, że nie chcę czytać na zwykłym ekranie. Oczy szybko się męczą, wie o tym każdy kto chociaż raz przeczytał książkę na laptopie. E ink to technologia, która sprawia, że ekran Kindle wygląda jak zwykła kartka papieru. Mogę na nim czytać wiele stron, a wcale tego nie czuję, moje oczy nie są zmęczone, głowa mnie nie boli. Pamiętam moje zdziwienie, kiedy rozpakowałam czytnik i pierwszy raz zobaczyłam go na żywo, byłam w wielkim szoku, a moja mama myślała, że na ekran naklejona została jakaś kartka ochronna jak np. na telefony:) 
Początkowo obawiałam się, że może nie będę mogła się skupić, że będzie mi brakowało papieru, zakładek, takiego zwykłego przekartkowania książki. Nic takiego nie miało miejsca. Teraz wolę czytać na Kindle, książka się nie zamknie, a ja mam wolne obie ręce, np. żeby pić kawę i jeść ciastka:)
Teraz wiem, że dla mnie najważniejsza jest treść, wcale nie muszę mieć fizycznie książki w ręku aby się nią cieszyć.
Podsumowując: jeśli naprawdę kochacie czytać ten czytnik jest dla Was. Ja już nie wyobrażam sobie bez niego życia. Spokojnie obejdę się bez telefonu, tabletu, laptopa, ale Kindle jest niezastąpiony.

środa, 12 sierpnia 2015

balsamy na upały

Nie pamiętam tak upalnego sierpnia! Jest niesamowicie gorąco, ale wcale mi to nie przeszkadza, cieszę się bo w sobotę zaczynam urlop i jadę nad morze. 


Jeśli tak jak ja pocicie się na myśl o nałożeniu na ciało masła albo chociaż balsamu mam dla Was rozwiązanie. Vaseline hydrant spray & go. Mam dwie wersje - owsianą do skóry suchej i kakaową, chyba przeznaczoną do każdego rodzaju skóry, nie ma żadnej informacji na ten temat na opakowaniu. Te wersje różnią się tylko zapachem. Produkt jest zapakowany w metalowe butelki o pojemności 184 gram, ja swoje egzemplarze dostałam od przyjaciółki z Kanady, ale w Rossmannie produkty vaseline są już dostępne od dłuższego czasu, aktualnie jest na nie promocja (z 26 zł na 18,99 zł). 
A teraz najważniejsze - działanie. Balsamy mają bardzo sprawny atomizer, który rozpyla produkt w postaci (zimnej!) mgiełki, dokładnie tam gdzie chcemy, nie pyli więc nie ma problemu z brudną łazienką. Używam go normalnie po wyjściu z kąpieli bez żadnych wygibasów, bo wiem, że przy okazji nie nawilżę połowy podłogi. 



Psikam kilka razy na ręce, dekolt, brzuch, pośladki i nogi, a potem delikatnie rozcieram, balsam ma wodnistą konsystencję więc aplikuje się szybko i sprawnie. Nie wyobrażam sobie, że w tym upale z uporem maniaka wmasowuje coś gęstego, chyba bym się roztopiła. Balsam wchłania się ekspresowo, nie pozostawia tłustej warstwy, tak jak zapewnia producent wcale się nie klei, od razu możemy zapomnieć o tym, że coś nałożyłyśmy na ciało. Nie jest to oczywiście produkt odżywczy czy mocno nawilżający, ale na upały sprawdza się świetnie. Wiem, że niczego innego bym nie używała, dlatego nie przeszkadza mi jedynie lekkie nawilżenie. Lepsze takie niż żadne:) 
Jak wiecie bardzo lubię produkty w sprayu, dla mnie latem są niezastąpione. Mają lekkie konsystencje, szybko się aplikują, chętnie zabieram je w podróż. Vaseline ma tę ogromną zaletę, że produkt jest zimny i bardzo przyjemnie chłodzi rozgrzaną skórę. 
Jestem bardzo ciekawa czego Wy używacie do pielęgnacji ciała w takie upały?
Ja zdecydowanie stawiam na coś lekkiego, najlepiej o świeżym zapachu. Unikam maseł, olejków i gęstych, tłustych peelingów.

niedziela, 9 sierpnia 2015

ulubieńcy lipca

Tym razem ulubieńcy z małym poślizgiem, ale jakoś ostatnio z niczym nie mogę się ogarnąć. Myślami już jestem na urlopie, został mi jeszcze tylko tydzień do wyjazdu:) 


Lubię lakiery essie przede wszystkim za szeroki pędzelek i bardzo dobrą trwałość. Tym razem sięgnęłam po big spender, jestem tym kolorem totalnie zachwycona - to mocny fiolet, z malutką nutą różu, jak to często w lakierach essie bywa ciekawy i nieoczywisty odcień. Zmywałam go gdy już się starł i malowałam na nowo, co zdarza mi się bardzo rzadko. Bardzo ładnie komponowała się z szarawym bobbing for bubbles u stóp.


Szukałam ostatnio dobrych plastrów na nos, zastępców dla tych z Biedronki, których od bardzo dawna nie widziałam. Ostatecznie zdecydowałam się na te cettua silky and clear nose strip, są dostępne w Douglasie, nigdzie indziej ich nie widziałam. Płatki zawierają aktywny węgiel, który działa jak magnes na zanieczyszczenia. Nie mam problemu z rozszerzonymi porami, ale od czasu do czasu prewencyjnie oczyszczam sobie nos. Po oderwaniu tego plastra nie mogłam uwierzyć, że miałam na nosku tyle syfu. Wiem, brzmi obrzydliwie, ale te plastry są bardzo, bardzo skuteczne.
Zanim dostałam eosy z przyjemnością zużywałam masełko do ust z the body shop. Mam wersję z masłem shea i serdecznie ją polecam. Masełko jest bardzo treściwe, ładnie pachnie i dobrze nawilża i pielęgnuje usta. 
Dwa produkty do pielęgnacji ciała: cukrowa pianka peelingująca do ciała z organique o zapachu mrożonej herbaty to bardziej uprzyjemniający kąpiel gadżet niż kosmetyk pierwszej potrzeby. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas upałów sprawdzał się bardzo dobrze. Kosmetyk faktycznie ma lekką, piankową konsystencję, dobrze się pieni, nie wykonamy nim bardzo mocnego złuszczania, dlatego spokojnie możemy go używać kilka razy w tygodniu.



Nacomi borówkowy wygładzający mus do ciała to kosmetyk, który mnie bardzo zaskoczył. Jak tylko przeczytałam, że to mus od razu chciałam przetestować, stwierdziłam, że na lato przyda mi się coś lżejszego. A tutaj okazało się, że mus ze swojej lekkiej formuły pod wpływem ciepła zamienia się w bardzo treściwy olejek. Stosowałam go wyłącznie w chłodniejsze dni, ma bardzo przyjemny, owocowy zapach, bardzo dobrze natłuszcza i nawilża. Trochę żałuję, że otworzyłam go teraz bo z pewnością świetnie by się sprawdził w chłodniejszych miesiącach. Ale jak już zużyłam połowę to stwierdziłam, że koniecznie muszę o nim wspomnieć, bo pewnie zapomnę i nic o nim nie napiszę, a ten mus jest naprawdę godny uwagi. W składzie mamy masło shea, olejek ze słodkich migdałów, ojek słonecznikowy, wosk pszczeli, olej słonecznikowy. 
To już wszyscy moi ulubieńcy, co Wam przypadło do gustu w ostatnim czasie?

piątek, 7 sierpnia 2015

A w lipcu

Jakoś tak się złożyło, że nigdzie nie pojechaliśmy, natomiast bardzo dużo czasu spędziliśmy w parku, najczęściej czytając. Tutaj jak zawsze najlepiej się sprawdza lekki Kindle. Do tego oczywiście woda, żel antybakteryjny i kawa. Relaks na całego. 




W lipcu w nagrodę po tragicznym maratonie w pracy (na razie zakończonym sukcesem, ale wiecie jak jest z gonieniem targetu:) kupiłam sobie dwa pierścionki w Kruku, oba są bardzo delikatne, srebrne z cyrkoniami (moje ulubione połączenie). Nosze je razem na jednym palcu. 
Akcesoria miesiąca to miętowa mini-torebeczka (Batycki dla superpharm) - idealna na lato, mieści się w niej tylko telefon, karta, klucze i pomadka. A najlepsze jest to, że za każdym razem kiedy ją zabierałam nie brakowało mi niczego z mojej standardowej wielkiej torby. Do tego chusta z frędzlami w podobnej kolorystyce (kupiłam ją na zalando i ostatnio jeszcze ją widziałam). Totalnie skradła moje serce.





W tym miesiącu sięgnęłam po trylogię Wayward Pines i totalnie przepadłam. Agent specjalny Ethan Burke jedzie do małego miasteczka w Idaho, gdzie wszystko jest bardzo podejrzane i dziwne. Nic więcej nie napiszę bo ciężko coś więcej opowiedzieć jednocześnie nie zdradzając fabuły, ale jeśli lubicie trochę pokręcone historie i szybką akcję serdecznie polecam. Na fali fascynacji sięgnęłam po serial o tym samym tytule, ale tutaj niestety spotkało mnie rozczarowanie. Wiele wątków z książki zostało pominiętych, wprowadzono natomiast nowe, dla mnie zupełnie niepotrzebne. Jak to często bywa książka po prostu była lepsza. 


Pozostając w temacie rozczarowań obejrzałam 'warsaw by night'. Byłam tego filmu bardzo ciekawa i kiedy był dodatkiem do mojej ulubionej gazety nie zastanawiałam się długo. Moje ulubione filmy to takie, w któych historie różnych bohaterów gdzieś się splatają, byłam przekonana, że będę zachwycona. Niestety, historia trochę dziwna i przekombinowana. Moim zdaniem reżyser chciał niektórym opowieściom nadać sztuczną głębię. Całość mocno średnia. 


Na sam koniec odkrycie! Herbaty z tesco (granat i liczi oraz jagoda i acai) są przepyszne, mają mocny smak i zapach. A najlepsze jest to, że nie zawierają hibiskusa, którego nie lubię, uważam, że wszystkie herbaty z tym dodatkiem smakują tak samo. Poza tym oczywiście w lipcu sięgałam po świeże owoce (maliny, jagody, borówki, nektarynki), mogłabym je jeść cały czas.
A jak Wam minął lipiec?