wtorek, 28 lipca 2015

Paczucha

Dostałam ostatnio paczkę zza wielkiej wody. Moja przyjaciółka od kilku lat mieszka w Kanadzie. Dostałam od niej same kosmetyczne dobroci, jak ona mnie zna:) Ciekawe jest to, że jej paczka do Polski szła dwa miesiące, a w drugą stronę z Polski do Toronto doszła w dwa tygodnie. Zbiegiem okoliczności odebrałyśmy przesyłki w ten sam dzień. 
Mam teraz tyle pielęgnacyjnych kosmetyków, że chyba nie zrobię zakupów do grudnia. 
Dwa balsamy w spray'u z vaseline (owies i kakao, obu już używam i bardzo przypadły mi do gustu, recenzja wkrótce), dwa standardowe balsamy z vaseline (owies i aloes), kremy do rąk z eos (berry blossom, fresh flowers), cztery eos'y (truskawkowy, jagody acai, mięta i leśne owoce), mała wazelinka do ust (też z vaseline, wersja z masłem kakaowym).
Poza tym kolczyki, słodkie magnesy na lodówkę i kilka rzeczy dla mojego psa, których już nie fotografowałam:)

Paczka-niespodzianka od przyjaciółki z samymi lubianymi kosmetykami to idealny sposób na poprawę nie tylko dnia, ale całego miesiąca.
Dawno nie miałam, żadnego jajka do ust, stęskniłam się za nimi:)

sobota, 25 lipca 2015

Dzisiaj

Wracam do świata żywych:) Mój ostatni tydzień w pracy to był niemalże hell week - nowy projekt i ja sama do jego realizacji, nie ma się co wdawać w szczegóły, ale to była masakra. Z tego powodu nie znalazłam ani chwili, żeby napisać coś na bloga, o robieni zdjęć nie wspominając. 
Wczoraj marzyłam tylko o tym, żeby coś zjeść i iść spać. Dzisiaj już wstałam wypoczęta, zjadłam typowe blogerskie śniadanie:) posprzątałam mieszkanie, wstawiłam pranie i zabieram się za nadrabianie blogowych, youtubowych, książkowych zaległości.

Życzę Wam miłego weekendu.

piątek, 17 lipca 2015

Kulturalny newsletter

Bardzo, bardzo dawno nie napisałam nic o książkach! Trochę ich ostatnio przeczytałam, dlatego bez zbędnych wstępów zaczynamy od nowości wydawniczej. Po 'slow fashion' sięgnęłam z mieszanymi uczuciami, przeczytałam sporo książek-poradników w zakresu mody, nie wiem dlaczego, ale lubię takie lekkie, niewiele wnoszące lektury. Nich Was to jednak nie zmyli. Joanna Glogaza napisała wciągającą, przyjemną w odbiorze książkę. To nic w stylu: na lato wybieraj granat i biel. Ta książka porusza tematykę szybkiej mody, kupowania bez zastanowienia, niskiej ceny, jakości towarów, etyki w modzie. Jest zupełnie inna, z pewnością wielu czytelnikom otworzyła oczy. 
Pozostając w tematyce modowej przeczytałam 'Człowieka, który stworzył Zarę'. Jednym słowem - słabo. Książka jest tylko pochwalną laurką dla Ortegi, cały czas jest wyłącznie o tym, że jest wspaniałym, wyjątkowym, rozważnym wizjonerem, który dba o swoich pracowników. Nawet na leżak się nie nadaje, przeczytałam, ale mocno mnie ta pozycja irytowała. Dla mnie takie książki nie mają żadnej wartości.


Jeśli szukacie na wakacje czegoś, co Was zainteresuje od pierwszych stron polecam bardzo ostatnio popularnego 'Pochłaniacza'. Ciekawa, wielowątkowa opowieść, w której jest wszystko: tajemnica, miłość, polityka, prawo. Warto zaznaczyć, że jest bardzo dobrze napisana, cały czas utrzymana na jednym - bardzo przyzwoitym poziomie. Ja nie nudziłam się ani przez chwilę. mam ochotę na więcej książek Katarzyny Bondy. Ostatnio generalnie moja lista rzeczy do przeczytania się wydłuża.
Myślałam, że 'Eleonora i Park' to typowa powieść dla młodzieży. Sięgnęłam po nią tak trochę od niechcenia, a przeczytałam w dwa wieczory. To opowieść o nastoletniej miłości, trudnym dorastaniu, domowych problemach. Wzruszająca, zaskakująca i na długo zapadająca w pamięć.


Jeśli lubicie takie trochę ckliwe klimaty sięgnijcie po 'Grand'. Wszystkie wzajemnie przeplatające się historie łączą się w sopockim hotelu Grand. Początkowo szło mi trochę opornie, średnio lubię JL. Wiśniewskiego, może to dziwne, ale dla mnie jest tak romantyczny, że aż zahacza to o kicz. Tę książkę dostałam w prezencie urodzinowym więc zaczęłam czytać. Całkiem przyjemne zaskoczenie, też nadaje się na leżak, historie całkiem wciągające i szybko się czyta:)
Po 'Historii kotów' spodziewałam się o wiele więcej. Lubię książki historyczne, natomiast z tej nie dowiedziałam się praktycznie niczego. Wiele ilustracji, szerokie marginesy, ładna okładka, ale niestety bardzo mało treści. Uważam, że o kotach można napisać zdecydowanie więcej, bardzo ciekawych historii. Ta książka nie tyle nie wyczerpała tematu, co go nawet nie zaczęła.
Czas na trochę literatury faktu. 'Zabijemy albo pokochamy' to książka, która mną wstrząsnęła. Nie można obok niej przejść obojętnie. Anna Wojtacha na podstawie własnych doświadczeń opisuje współczesną Rosję - kraj niesamowitych kontrastów. Bogata, opływająca luksusem Moskwa, Bajkał, kolej transsyberyjska, szamanki, prostytutki, zielarki, bezdomni, przemoc domowa, wojna i wiele więcej.


Podobne odczucia wywołały we mnie 'Dziewczyny z Syberii', zdecydowanie nie jest to łatwa lektura, ale moim zdaniem trzeba czytać również takie pozycje. Zimno, niewolnicza praca, głód, tęsknota słowem niewyobrażalne cierpienia. Historie silnych, pragnących żyć kobiet są bardzo poruszające. Aż trudno uwierzyć w to, że człowiek może tyle wytrzymać, tyle znieść. 
'Absurdy PRLu' ściągnełam na kindle'a w ramach promocji chyba na stronie publio.pl. I znowu - spodziewałam się czegoś lepszego. Znalazłam tutaj historie, które w większości już znałam i nawet by mi to nie przeszkadzało gdyby nie fakt, że są napisane w raczej słaby sposób. Czasem z zbyt dużą lekkością, czasem po prostu nudno.

Zaczyna się weekend co czytacie? Albo co macie ochotę przeczytać?

wtorek, 14 lipca 2015

Chillbox - lipiec

Odebrałam dzisiaj od kuriera lipcowego chillbox'a, wróciłam do domu i od razu piszę. Ideą przewodnią tego pudełka są wakacyjne podróże. W tym miesiącu box'y niemal niczym się od siebie nie różniły, jedynie tytułem książki albo zapachem żelu do rąk.


Co tutaj mamy: 
antybakteryjny żel do rąk z the body shop, mnie trafiła się wersja kokosowa, niby ok, ale taki żel to żadna kosmetyczna ani tym bardziej relaksująca rewelacja. Balsam do rąk z Pat&Rub trawa cytrynowa i kokos w 50 ml tubce. Kremów do rąk nigdy za wiele, a ten świetnie się nada do torebki. Mała (50 g) kostka mydła ręcznie robionego - sztuka mydła. Słodka karotka z olejkiem ze słodkich migdałów i oliwą z oliwek. Pachnie dziwnie, nie czuje tutaj marchewki. Przetestuję, bardzo dawno nie używałam takiego tradycyjnego mydła w kostce. 



Gąbki do mycia i demakijażu twarzy calypso, też średni pomysł, można je za kilka złotych kupić w każdym Rossmannie, gdzie tu relaks? 
Balsam chłodząco-nawilżający po opalaniu z Nacomi z pantenolem i aloesem jest jedynym produktem, który faktycznie kojarzy mi się z urlopem. Plus też za mój ulubiony atomizer:) 
Sylveco pomadka odżywcza z peelingiem od jakiegoś czasu była na mojej zakupowej liście, ale nadal mam sporo produktów do ust, więc zawsze ją odkładałam, teraz będę mogła przetestować. Jestem bardzo ciekawa tego produktu. Znalazła się też mała próbka łagodzącego kremu pod oczy z tej samej firmy 


Fajnie, że w pudełku jest książka (i to w regularnym rozmiarze, a nie taka kieszonkowa) - 'Siódmy dzień'. Duńsku kryminał, po opisie myślę, że może być ciekawy. Z chęcią przeczytam, tym bardziej, że lubię ten gatunek. 
Na koniec najgorsze - ekologiczny notesik z logo chillbox. Pomijając to, że wygląda jak tani gadżet z jakieś instytucji finansowej albo ubezpieczeniowej, to po co mi on? Jeśli już koniecznie miał się tutaj znaleźć to może warto było postawić na coś lepiej wykonanego?
Box oceniam na trójkę z minusem. Poprzedni (KLIK) podobał mi się bardzo. 
Dla mnie mydło, gąbka do twarzy i tandetny notesik nijak mają się do wakacyjnego wyjazdu. Wolałabym kosmetyczkę, lakier do paznokci w intensywnym kolorze, zmywacz w chusteczkach albo krem z filtrem. 
Na kilka miesięcy zrobię sobie przerwę, muszę zużyć to co mam:) Następne kupię w okolicach jesieni. 
Co sądzicie o lipcowej zawartości pudełka?

niedziela, 12 lipca 2015

migawki

Tiger potrafi zrobić świetnie opakowanie czekolady. Truskawki czy maliny? Takie dylematy lubię:) A w Bierdonce sok pomarańczowy Donald - dla mnie to sam dzieciństwa bardziej niż gumy Turbo. Odkryłam nową, świetną knajpkę w mieście. Moje sobotnie leniwe śniadanie - niezdrowy chlep tostowy, ser, pomidor, ogórek, czerwona cebula i sałata. Lato w mieście (w końcu!). Wieczorne chillowanie. Moje małe futerko zawsze obok pańci. Moje piątkowe zakupy z Superpharm - lakier essie big spender (jest teraz promocja -30%) i malutka miętowa torebunia, tylko na kartę, klucze i pomadkę. Telefon ledwo się wciśnie. 


Miłej niedzieli! 

piątek, 10 lipca 2015

Pod prysznicem

W czasie bardzo wysokich temperatur wchodzę pod prysznic częściej niż zwykle. Ze względu na to, że szybciej zużywam żele czy peelingi pozwalam sobie na więcej opakowań pod ręką.


Mam dwa szampony z barwy lniany i pokrzywowy. Działają identycznie - mocno się pienią (zawierają sls na drugim miejscu w składzie), nie podrażniają skóry głowy i nadają się do częstego stosowania, dobrze oczyszczają włosy, nie plączą, bez odżywki mogę je bez problemów rozczesać. Różnią się tylko zapachem, jak pewnie podejrzewacie ten z pokrzywą ma ziołowy zapach, natomiast ten lniany pachnie świeżo i przyjemnie, niestety nie potrafię tego zapachu do niczego porównać.  


Kosztowały niewiele bo ok. 3 zł (lniany ma 300 ml pojemności, pokrzywowy 250 ml). Dla mnie to bardzo przyjemne szapomny do częstego stosowania, w takie upały moje włosy szybciej się przetłuszczają i lubię sięgać po produkty, które ich nie obciążają. 
W Tesco skusiłam się na żel pod prysznic treaclemoon the raspberry kiss. Niestety nie pachnie malinami, dla mnie to po prostu słodki, owocowy zapach. Skład nie zachwyca (znowu sls), ale nie przeszkadza mi to jakoś szczególnie. Dobrze myje, trochę przesusza skórę, ale i tak zwykle sięgam po jakiś balsam. Jest bardzo wydajny, za 500 ml zapaciłam w promocji ok. 8 zł, podczas gdy jego regularna cena to 16,99 zł. Dostępne są jeszcze dwie wersje: waniliowa i imbirowa. 


Nie ma nic lepszego po gorącym dniu niż peeling:) Te małe z Joanny bardzo lubię, wiele razy o nich wspominałam. Dobrze się pienią, są delikatne i możecie ich z powodzeniem używać np. do cienkiej skóry dekoltu. Kosztują tylko kilka złotych (ok. 4 zł), występują w wielu wariantach zapachowych. Ja tym razem zdecydowałam się na czarną porzeczkę.
Peeling z ziaji liście zielonej oliwki zdaniem producenta może być stosowany do twarzy, ciała i dłoni. W myjącej bazie zatopionych jest bardzo dużo malutkich, ale dość ostrych drobinek, dlatego nie używam go do twarzy, natomiast do reszty ciała sprawdza się świetnie. Drobinki się nie rozpuszczają więc możemy masować się dość długo. Poza tym peeling pachnie świeżo, cytrusowo. Jego regularna cena to ok. 10 zł za 200 ml. Oba peelingi są już na wykończeniu, za kilka dni sięgnę po piankę peelingującą z organique:) 


Mam jeszcze jeden żel pod prysznic witaminy dla skóry natura siberica. Plus za ładne, wąskie opakowanie i pompkę. Żel pachnie średnio - to taki mydlany, trochę mdły zapach, dobrze się pieni, myje i nie przesusza skóry. Nie posiada sls. Generalnie nie jest zły, ale ten zapach sprawia, że sięgam po niego dość rzadko. Za jakiś czas skuszę się na inny, mam nadzieję lepiej pachnący:) 
Najbardziej lubię żele do higieny intymnej z Ziaji tym razem wybór padł na naturalny oliwkowy. Nie podrażnia, nie przesusza i ładnie pachnie. Niczego więcej nie potrzebuję. Podoba mi się niska cena (ok. 8 zł), duża pojemność (500 ml) i pompka.
A jakie produkty znajdują miejsce teraz w Waszych łazienkach?

wtorek, 7 lipca 2015

dneko - pielęgnacja ciała

Już się nie mogę doczekać, aż wyrzucę te wszystkie opakowania. Początkowo zbieranie pustych pakowań wydawało mi się dziwne i bezsensowne, ale teraz bardzo mi się podoba. Kiedy wrzucałam do kosza pojedyncze opakowanie tak naprawdę nie wiedziałam ile kosmetyków zużywam, ale do rzeczy. Dzisiaj czas na kosmetyki do ciała. 


Po raz kolejny zużyłam dużą butlę żelu lirene miodowy nektar. Bardzo go lubię, jest kremowy i gęsty, dobrze się pieni i nie przesusza skóry. Poza tym ma wspaniał zapach, który przypomina mi sernik ze skórką pomarańczową:) Po avon sensses oriental orchid and raspberry sięgnęłam bo kosztował coś koło 5 zł. Miał bardzo przyjemny zapach, niestety trochę przesuszał skórę. Podobnie jak płyn do kąpieli violet. Już więcej po nie nie sięgnę. 
Pisałam już wcześniej w ulubieńcach o peelingu rozświetlającym l'oreal ideal glow (klik). Do twarzy był zdecydowanie za mocny, ale świetnie sprawdzał się do ciała. Drobinki z pestek moreli nie rozpuszczają się, dlatego możemy zrobić porządny masaż całego ciała. 


Intimea emulsja hipoalergiczna do higieny intymnej z biedronki sprawdziła się całkiem dobrze. Nie podrażniała, przyjemnie pachniała, dobrze myła, natomiast wcale nie była wydajna. Jednak pozostanę wierna żelom z Ziaji. 
O nawilżającej mgiełce do ciałą z soap and glory też już wspominałam (klik).  Nie był to wybitnie nawilżający produkt, ale stosowałam go z dużą przyjemnością - miał ładny zapach, szybko się wchłaniał, poza tym był bardzo wydajny. Z chęcią sięgnę po kolejne opakowanie, jak jakieś znajde na allegro:) 


Balsam do rąk z eos również długo mi służył. Wystarczyła mała kuleczka, żeby dobrze nasmarować dłonie. Szybko się wchłaniał, pachniał przyjemnie kwiatami o owocami. Ma małe opakowanie, które idealnie pasuje do torebki. Jedynie cena jest za wysoka (ok. 20 zł). Jest jeszcze wersja o zapachu ogórkowym i myślę, że za jakiś czas i na nią się skuszę. 
Zawsze używałam antyperspirantów w sprayu, jednak ostatnio polubiłam kulki, w znacznej mierze jest to zasługa garnier mineral z różową końcówką. Bardzo ładnie pachniał, łatwo się aplikował i szybko wysychał. Nie mam problemów z nadmierną potliwością i jak dla mnie dobrze chronił w ciągu dnia. Producent zapewnia, że produkt nie zostawia białych śladów na ciemnych ubraniach ani żółtych na białych i faktycznie tak było. Podczas jego stosowania nie odbarwiła mi się żadna bluzka.
Zużyłam moje ulubione mydło w płynie z Isany - mango i pomarańcza. Ma kremową konsystencję, super zapach, dobrze się pieni i nie przesusza. Nie wiem, które to już puste opakowanie. 


Zmywacz Cien był średniakiem. Słabo zmywał ciemne lakiery i śmierdział, plus należy mu się tylko za opakowanie z pompką. 
Bania Agafii czarna torfowa maska ujędrniająca do ciała wcale mnie nie zachwyciła. Po jej aplikacji nie zauważyłam żadnego ujędrnienia, nawilżenia ani napięcia. Nie zauważyłam praktycznie żadnego działania. Szkoda zachodu i stania w zimnej łazience przez 10 minut:) 

sobota, 4 lipca 2015

zapach lata - DKNY

Bardzo rzadko kupuję nowe zapachy, zwykle kiedy jakieś perfumy mi się spodobają potrafię zużyć kilka flakonów (tak było np. z Sunflower Elizabeth Arden). Poza tym od wielu zapachów boli mnie głowa, źle się czuję, dlatego średnio lubię poszukiwania czegoś nowego. Czasem po psiknięciu w perfumerii jakimś zapachem na nadgarstek musiałam iść do domu i go z siebie zmyć, bo kiedy zapach się ulatniał i zmieniał moja głowa mało nie pękła, do tego często jest mi niedobrze. Mój nos jest bardzo wrażliwy na zapachy. 


Na perfumy Pure DKNY drop of rose trafiłam przez zupełny przypadek i od razu zdecydowałam się na zakup, co nie zdarza mi się praktycznie nigdy. To był strzał w 10! Sięgam po te perfumy codziennie - do pracy albo na wieczorne wyjście. Moim zdaniem pasuje do każdej okazji. Jest lekki, delikatny, kwiatowy, wcale nie drażniący. Składa się m.in. z frezji, drzewa sandałowego, jaśnimu, orchidei i oczywiście róży. Dla mnie pachnie jak świeżo ścięte kwiaty, nuta róży jest wyczuwalna, ale to bardzo przyjemna, świeża woń. Wiele różanych kosmetyków pachnie mdląco-pudrowo jak z zakurzonej babcinej kosmetyczki. Tutaj nic takiego nie ma miejsca. 



Jeśli tak jak ja nie przepadacie za ciężkimi, intensywnymi zapachami koniecznie powąchajcie Pure. Zapach ma jeszcze wersję z Werbeną, również przyjemną dla nosa. 
Zdecydowałam się na 50ml eau de parfum i nie mogę narzekać na jego trwałość, czuję ten zapach na nadgarstkach przez praktycznie cały dzień. Podoba mi się to, że nie są nachalne, nie przepadam za sytuacjami, kiedy czyjeś perfumy są bardzo mocno wyczuwalne i wypełniają sobą całe pomieszczenie. Im jestem starsza tym częściej stosuję zasadę mniej znaczy więcej ;) 
Podoba mi się kartonik z wytłaczanymi kwiatami i prosta w formie butelka. Jestem pewna, że ten zapach pozostanie ze mną na długo.

Miłego weekendu!

środa, 1 lipca 2015

denko - twarz i włosy

Ostatnie denko opublikowałam ponad dwa miesiące temu, trochę mi się tego uzbierało, dlatego postanowiłam, że podzielę puste opakowania na dwa wpisy. Dzisiaj czas na kosmetyki do twarzy i włosów. 
O duecie do demakijażu już wspominałam (KLIK), teraz ograniczę się tylko do stwierdzenia, że tołpa dermo face rosacal to bardzo skuteczny i jednocześnie delikatny produkt, absolutnie nie podrażnia, nie pieni się, nie zmienia to jednak faktu, że bardzo dobrze zmywa makijaż.  Mixa płyn micelarny optymalna tolerancja również bardzo przypadł mi do gustu - podobnie jak tołpa nie podrażnia, nawet moich bardzo wrażliwych oczu natomiast szybko i dobrze rozpuszcza makijaż. 
Tołpa botanic czarny bez kojący krem-balsam na naczynka był wspaniały! Więcej na jego temat przeczytacie tutaj. Żałuję, że się skończył, z pewnością jeszcze po niego sięgnę. 


Clinique all about eyes serum to tylko próbka (5 ml), jednak jest to produkt tak wydajny, że wystarczył mi na kilka miesięcy. Żelowa konsystencja w połączeniu z masującą kulką przyjemnie chłodzi i budzi, poza tym wydaje mi się, że faktycznie rozjaśnił trochę moje cienie pod oczami, co wcześniej nie udało się żadnemu kremowi. 
Himalaja herbals odżywcza maseczka owocowa do cery normalnej i suchej to totalny niewypał. Maska podrażniała i szczypała w trakcie aplikacji. Próbowałam ją wykorzystać do ciała, ale po jednym razie się poddałam, jej żółty kolor zafarbował mi skórę i wyglądałam co najmniej dziwnie z takim żółtym nalotem na rękach, masakra. Nikomu nie polecam, jeszcze trochę kosmetyku w tubce jest, ale z ulgą go w końcu wyrzucam. 


Do ust zużyłam dwa produkty: kokosowy balsam balmi dobrze nawilżał, ale bardzo szybko się skończył, ogromnym minusem jest opakowanie, które bardzo się brudzi i jest wykonane ze słabego plastiku, po kilku dniach zepsuło się i nie było możliwości, żeby je zakręcić. Malinowe masełko nivea było natomiast bardzo wydajne, miałam je chyba z rok! Dobrze nawilża i natłuszcza, nadaje się do stosowania zarówno na noc jak i na dzień. Do tego pięknie pachnie. To było moje drugie opakowanie, za jakiś czas z pewnością wpadnie mi kolejne:) 


Zużyłam dwa zapachy. Sparkly citrus z avonu znalazły się w ulubieńcach maja (klik), to taki świeży, rześki zapach, z gorzką nutą. Jak na tak tani produkt naprawdę ciekawe. Do tego zapach dość długo się na mnie utrzymywał. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z marką lou pre, dostałam je od babci w prezencie więc zużyłam:) Nie pamiętam numeru, ale zapach był całkiem udanym odpowiednikiem amor amor z cacharel. 


Cece of sweden profesjonalny szampon z kompleksem witamin i ekstraktem z grapefruita kupiłam na jakieś promocji w Rossmannie. Miał aż 500 ml i z przyjemnością zużyłam go do końca. Dobrze się pienił (wiadomo SLS), oczyszczał włosy, sprawiał, że są sypkie i długo świeże. Poza tym bardzo podobał mi się jego cytrusowy zapach. Zawsze mam w domu szampon dla dzieci najczęsciej jest to właśnie Johnson's baby. Myję nim swojego psa, pędzle i oczywiście moje włosy:) Jest delikatny i nie podrażnia. O szamponie z Isanyv power volume już pisałam (klik). Byłam z jego działania bardzo zadowolona i chętnie sięgnę po kolejną tubkę. 


Na koniec jak niemal zawsze suchy szampon Batiste tym razem wykończyłam wersję eden o zapachu melona i wiciokrzewu. Działał jak zawsze, poza tym miał bardzo ładne opakowanie (trzeba to przyznać, prawda?) i przyjemny, słodki zapach. 


Zużyłam też próbki szampon i odżywka z dove oxygen & moisture. Szampon jest całkiem dobry - działaniem i zapachem bardzo przypomina ten z Isany, jest tylko droższy, natomiast odżywka nie zrobiła z moimi włosami praktycznie nic. Żałuję, że produkty z bumble and bumble są takie drogie. Szampon i odżywka z serii thickening zrobiły z moimi włosami same dobre rzeczy. Były gładkie, błyszczące, sypkie, odbite u nasady (co bardzo rzadko mi się zdarza) i świetnie się układały. Chętnie bym sięgnęła po oba produkty, gdybym znalazła je chociaż trochę taniej, bo cena w Sephorze mnie przeraża. 
Koniec! Za kilka dni napiszę drugą część z kosmetykami do pielęgnacji twarzy, chwilowo nie mogę patrzeć na puste opakowania:)