niedziela, 14 czerwca 2015

denko - kolorówka

Za mną tydzień blogowej nieobecności, przyznaję - nie byłam wybitnie zajęta, miałam natomiast potrzebę przerwy od bloga. W tym czasie czytałam książki i oglądałam Dextera, właśnie odkryłam ten serial i jestem zachwycona, ale dzisiaj nie o tym;)


Te kilka kosmetyków, o których dzisiaj napiszę zużywałam do początku roku, albo nawet dłużej. Kosmetyki do makijażu zużywają się dużo wolniej niż pielęgnacja, takie denka bardziej mnie cieszą. 
Zacznijmy od podkładów rimmel stay matte miałam w dwóch odcieniach 091 light ivory i 100 ivory. Mają bardzo gęstą konsystencję i dobre krycie, w chłodniejszych miesiącach spisywały się świetnie i byłam z nich bardzo zadowolona, nie ciemniały i nie ścierały się. Nakładałam małą ilość, a następnie dobrze rozcierałam - tak nałożone wyglądały dość naturalnie. Jednak w lecie sięgam po coś lżejszego. Jak właśnie affinitone mineral maybelline 10 ivory. Podkład zawiera spf 18, ma lekką, rzadką konsystencję. Bardzo łatwo się rozprowadza, również nie ciemnieje, daje natomiast lekko mokre wykończenie (zawsze nakładałam na niego dodatkowo puder), krycie określiłabym jako  lekkiego do średniego. Również byłam z niego bardzo zadowolona. 


Puder sypki flormar był najbardziej wydajnym pudrem jaki kiedykolwiek miałam. Niemal wszystkie informacje na spodzie opakowania się wytarły, ale z tego co pamiętam miałam kolor transparentny, w opakowaniu wyglądał na trochę ciemny, ale na twarzy faktycznie dopasowywał się bez problemu. Wygładzał, przedłużał trwałość podkładu, nie mam wielkich wymagań od tego typu produktów, nie potrzebuję ogromnego matowienia, chociaż słyszałam od mojej koleżanki, że w takiej roli sprawdza się świetnie. Jeśli szukacie taniego, transparentnego pudru (zapłaciłam ok. 35 zł, ale miałam go 1,5 roku!) sypkiego rozważcie zakup tego:)


Czas na oczy - trzy cienie sięgnęły dna catrice 540 Rose Marie's Baby - różowy kolor dobrze sprawdzał się pod łuk brwiowy albo w wewnętrzny kącik, zdarzało się, że nakładałam go na całą powiekę. Długo się trzymał, nie rolował, generalnie lubię cienie z catrice. Zużyłam jeszcze jeden egzemplarz - 410 C'mon Chameleon! Swego czasu był bardzo sławny na blogach i yt. Wspaniały wielowymiarowy kolor - brązowy, toupe, zielony, trochę turkusowy. Wszystko zależało od ilości produktu i światła. Na koniec zwyklaczek z Inglota kolor 395. Beżowy z perłowym wykończeniem, Wiem, że perła w makijażu oka zawsze przeraża, ale jeśli używacie cieni z Inglota, to wiecie, że u nich to wykończenie jest bardziej stonowane i satynowe niż bazarowe:)


Zużyłam dwa czarne tusze - butterfly flash successo w kolorze czarnym. Totalna porażka, dostałam go od koleżanki, była tak zachwycona jego działaniem, że kupiła i dla mnie. Jak zobaczyłam gumową szczoteczkę z krótkimi wypustkami byłam zadowolona, bo lubię takie szczoteczki. Niestety ten tusz to była masakra, wcale się u mnie nie sprawdził. Niemal nie było go widać, oko przed i po aplikacji wyglądało prawie identycznie. Był bardzo rzadki, wcale nie osadzał się na rzęsach, po dwóch tygodniach wcale nie podsechł, pomęczyłam się z nim jeszcze tydzień i wrzuciłam do denka, nie polecam. 
Natomiast clinique high impact mascara to mój ulubiony tusz ever. Ma tradycyjną szczoteczkę, o dość krótkich włoskach. Dociera do każdej rzęsy, bardzo ładnie pogrubia, można uzyskać nim dzienny efekt przy jednej warstwie, natomiast dwie idealnie nadają się na wieczór. Trzyma się cały dzień, nie osypuje, bardzo łatwo go zaaplikować. Rozmiar szczoteczki sprawia, że pomalujemy rzęsy, a nie całą powiekę. 
Na koniec lovely romantic blue - już wcześniej o nim wspominałam. Jest niebieski i od czasu do czasu sięgałam po niego w zimowych miesiącach. Nie osypywał się i miał kolor, który na moich ciemnych rzęsach faktycznie był widoczny. Minusem była tylko szorstka szczoteczka, która nieprzyjemnie kuła w oko. 
Tyle u mnie, wracam do częstszego pisania. 
Miłej niedzieli! 

5 komentarzy:

  1. bardzo ładne kolorowe zużycie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam! Już nie pamiętam kiedy ostatnio zdenkowałam cień ;) Tak samo podkład- zazwyczaj idzie w świat, bo większość mi nie odpowiada. Tusze za to schodzą regularnie, ale to mała pociecha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. większość podkładów zużywam do końca, jakoś tak się składa, że od dawna nie trafiłam w tym temacie na totalnego bubla. Jeśli chodzi o cienie, to nic mnie tak nie cieszy jak ich zdenkowanie, no może wykończenie różu:)

      Usuń
  3. Puder z Flormar też miałam, bardzo go lubiłam. Dobrze matowił.
    Cienie rzadko używam - ale też nie mam ich dużo - a te z Catrice bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń