czwartek, 18 czerwca 2015

Chillbox

Wiele razy mówiłam, że nie jestem zainteresowana żadnym shine box'em ani innymi pudełkami tego typu. Moim zdaniem za te kilkadziesiąt złotych możemy same kupić sobie coś, co nam się przyda i będzie dostosowane do naszych potrzeb, zamiast dostawać same produkty do ust, albo pięciomililitrowe miniatury kremów do twarzy. Jednak kiedy gdzieś w odchłani blogosfery zobaczyłam chillbox, stwierdziłam, że to coś dla mnie i od razu kliknęłam. Dzisiaj go odebrałam i stwierdziłam, że napiszę kilka słów. 



Idea pozostaje taka sama jak w przypadku innych pudełek - jest to miesięczna subskrypcja. Mamy do wyboru wersję classic - 59 zł za 4 lub 5 produktów oraz max - 89 zł za 6 lub 7 produktów. Jak sama nazwa wskazuje w pudełku mają być produkty, które pozwalają się zrelaksować (typu kosmetyki, przekąska, książka). 
W czerwcowej wersji max znalazłam same pełnowymiarowe produkty. Oczywiście jest to kwestia indywidualna, natomiast mnie bardzo podoba się to, co znalazłam w środku czyli:


cukrowa pianka peelingująca do ciała mrożona herbata organique (19,90 zł/100 ml), ministerstwo dobrego mydła nawilżająca półkula do kąpieli lawenda (pachnie wspaniale, zaglądałam ostatnio na ich stronę i już chciałam coś kliknąć, ale ostatecznie zrezygnowałam, jak widać to nawet lepiej, 5,50 zł/50g), francuska biała glinka natur planet (mam teraz sporo maseczek, ale glinki bardzo lubię i z pewnością tę zużyję, 7,38 zł/100 g), barwa naturalna szampon lniany (sama go sobie ostatnio kupiłam, to będę miała dwa, 3,99 zł /300ml), borówkowy mus do ciała nacomi (kolejny świetnie pachnący kosmetyk, 29,90 zł/150 ml). Na koniec książka 'Coś dobrego' Wendy Francis (nie znam, chętnie przeczytam, chociaż podejrzewam, że to taka typowa lektura typu dziewczyna postanawia zmienić swoje życie, otwiera cukiernie i poznaje miłość życia, ale zobaczymy, 14,90 zł:) i wosk z yankee candle pink grapefruit (już go kiedyś miałam i bardzo lubiłam, 6 zł). Podoba mi się to, że do wosku dodany jest kominek i nawet tea light. Widać, że ktoś to przemyślał, wszystko pod ręką:) Razem z czekoladką dołączony jest rabat na bieliznę  lace and chocolate. Ceny które podałam sama znalazłam w sieci, niestety nie ma ich na kartce z opisami produktów, po podliczeniu to ok. 88 zł, wcale nie dodałam kosztu kominka, bo nie wiem ile taki kosztuje, trzeba jeszcze doliczyć dostawę kurierem, zatem powiedzmy, że koszt produktów nieco przewyższa wartość chillbox'a. 



Wiem, że takie pudełka to może nic odkrywczego, że są to produkty, które sami możemy sobie kupić, ale w tym przypadku podoba mi się idea chilloutu, książki w pudełku i ciekawych, pełnowymiarowych produktów zamiast małej próbki czegoś horrendalnie drogiego. 
Ja jestem przekonana i za jakiś czas ponowie się skuszę na chillbox. Oczywiście pudełko zakupiłam sobie sama (w ramach urodzinowego prezentu:). Jeśli też jesteście zainteresowani wszystkie informacje są TUTAJ.
Co myślicie o pomysłach pudełek-niespodzianek? 

4 komentarze: