czwartek, 21 maja 2015

nowa szczotka

Tangle teezer towarzyszy mi już od dobrych kilku lat (chyba czterech!), w tym czasie używałam wyłącznie tej szczotki, nic zatem dziwnego, że jest już mocno wyeksploatowana (ząbki się odkształciły). Zastanawiałam się nad zakupem kolejnego egzemplarza, ale na yt zobaczyłam nowość czyli the wet brush. 


Zacznijmy od wyglądu - szczotka jest dostępna w wielu kolorach (m.in. czarny, czerwony, różowy, zielony), ja zdecydowałam się na fioletową wersję. Duży plus za rączkę, mój TT kilka razy wypadł mi z ręki podczas szczotkowania włosów. Na pierwszy rzut oka szczotka wygląda jak wiele innych, jednak jej 'zęby' nie są umocowane na gumie tylko bardzo elastycznym tworzywie, które odkształca się podczas czesania, dzięki temu szczotka jest delikatna. Producent zapewnia, że te główki (SofTips) nie spadną, mam nadzieję, ponieważ nie ma nic gorszego niż szorowanie ostrymi zębami po głowie! 
A jak sprawdza się szczotka w praktyce? Świetnie rozczesuje mokre włosy (w końcu do tego została stworzona), nie szarpie, tylko delikatnie sunie, testowałam ją na mokre włosy bez żadnej odżywki, aby nie ułatwiać jej zadania i byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Moim zdaniem nieco gorzej jej idzie z suchymi włosami (lekko szarpie, zwłaszcza przy końcach), u mnie w tej roli lepiej się sprawdza TT. Zaznaczam, że moje włosy mają niebywałą tendencję do plątania się. 
Ogromną zaletą wet brush jest to, że rewelacyjnie masuje skórę głowy. Uwielbiam to, taki masaż jest przyjemny i relaksujący. 
Podsumowując jestem z nowej szczotki bardzo zadowolona - jest dobrze wykonana, ma przystępną cenę (zapłaciłam ok. 30 zł), nadaje się do masażu i świetnie rozczesuje mokre włosy. 
Jeśli szukacie czegoś nowego warto się skusić:) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz