sobota, 30 maja 2015

ulubieńcy maja

Niedawno publikowałam ulubieńców kwietnia, a tu już czas na maj. Niestety pogoda w maju nie rozpieszczała, nie wiem jak u Was, ale w moim mieście było więcej dni chłodnych i deszczowych, dlatego moja pielęgnacja ciała bardziej przypomina porę jesienną:) 


Z ogromną przyjemnością sięgałam po relaksujące masło do ciała - trawa cytrynowa i kokos z Pat&rub. Piękny zapach (chociaż to oczywiście kwestia indywidualna) i wspaniałe działanie. Masło ma lekką konsystencję, nie jest mocno zbite, dobrze rozprowadza się na skórze, jest też bardzo wydajne, wystarczy niewiele produktu, aby pokryć całe ciało, szybko się wchłania i wspaniale nawilża. Poza tym, co charakterystyczne dla tej marki nie zawiera silikonów, pegów, sztucznych barwników i aromatów. Na pewno kupię kolejne masło z Pat&rub na jesienno-zimowe miesiące. 


Nie wiem co ja miałam w głowie kiedy kupowałam peeling rozświetlający ideal glow z l'oreal. Zacznijmy od tego, że średnio lubię kosmetyki tej marki, wcale nie używam do twarzy ziarnistych peelingów. Oczywiście po pierwszym użyciu już wiedziałam, że ten produkt do twarzy się nie nadaje, od biedy postanowiłam zużyć go do ciała i... mega efekt! W żelowej, myjącej bazie są zatopione drobinki z pestek moreli, które bardzo dobrze polerują skórę. Całe ciało jest po takim zabiegu czyste i niesamowicie mięciutkie. Serdecznie polecam i teraz częściej będę sięgała po peelingi do twarzy, właśnie w celu używania ich do reszty ciała. 
Rozpisałam się nad pielęgnacją, więc teraz w kilku słowach kolorówka. Podkład skin luminizer z Max Factor bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Ma lekką, kremową konsystencję, ale po aplikacji zastyga na twarzy, nie tworzy efektu maski, tylko jest przez to bardzo trwały. To najdłużej utrzymujący się podkład jaki miałam. Praktycznie nie ma zapachu, nie ciemnieje, nie roluje się. Same zalety. Kolor był dla mnie nieco za ciemny i początkowo dodawałam do niego trochę innego produktu, aby go rozjaśnić, ale trochę się przybrązowiłam i już stosuję go solo. Wiem, że w regularnej cenie jest dość drogi, ale w promocji warto zwrócić na niego uwagę. Plus za wygodną pompkę i opakowanie typu airless. 


Scent essence sparkly citrus z avonu używałam w ubiegłym roku, teraz znów po nie sięgnęłam i ponownie mnie zachwyciły. Dla mnie to zapach cytrusów z gorzką nutą. 
Żałuję, że lakiery maybellyne suoer stay 7 days mają tak mało kolorów. Łatwo się aplikują, ja zawsze nakładam dwie cienkie warstwy, nie smużą, nie rozlewają się na skórki, a co najważniejsze razem z seche vite wytrzymują bite siedem dni, bez odprysków. Gdyby paznokcie nie odrastały mogłabym je nosić jeszcze dłużej. Dla mnie to super jakość w przystępnej cenie. Posiadam dwa kolory: 135 nude rose i 635 surreal. Mam ochotę na więcej!

czwartek, 28 maja 2015

Kojący krem-balsam na naczynka Tołpa czarny bez

Ten krem znalazł się w ulubieńcach ubiegłego miesiąca, pisałam wówczas, że absolutnie zasługuje on na osobny wpis i w ten zimny wieczór zebrałam się, żeby dokładniej Wam ten produkt przedstawić. Zacznijmy od słów producenta: czarny bez wzmacnia naczynka krwionośne, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, chroni skórę przed działaniem wolnych rodników. Nasz botaniczny krem balsam ma komfortową konsystencję i delikatny zapach. Zmniejsza zaczerwienienia i wzmacnia naczynka krwionośne. Nawilża, łagodzi podrażnienia i wycisza skórę. Delikatnie maskuje zaczerwienienia dzięki zawartości naturalnego, zielonego barwnika. Uzupełnia niedobory lipidów. Regeneruje i pozostawia skórę wygładzoną i rozjaśnioną. 


Zgadzam się ze wszystkimi zapewnieniami producenta, u mnie ten krem sprawdził się bardzo dobrze, poprawił delikatnie stan mojej skóry. Jeśli potrzebujecie ukojenia, nawilżenia i zmniejszenia zaczerwienień ten krem jest dla Was. Oczywiście jeśli macie bardzo mocne zaczerwienienia i popękane naczynka, tutaj czarny bez nic nie zdziała. Jeśli jednak nie chcecie dopuścić do takiego stanu i działacie prewencyjnie ten krem jest bardzo dobry w tym celu. Jest przeznaczony do delikatnej, wrażliwej cery. Szybko się wchłania, bardzo dobrze nadaje się pod makijaż. 
Produkt jest zapakowany w aluminiową tubkę, takie rozwiązanie zdaniem producenta sprawia, że krem dłużej pozostaje 'bezpieczny' ponieważ taka tubka nie zasysa powietrza. Fakt, ale ja od dawna jestem zwolennikiem opakowań z pompką, najlepiej typu airless. Może taka tubka wygląda ciekawie i aptecznie, jednak nie jest do końca funkcjonalna, kiedy naciśniemy ją za mocno, zdecydowanie za dużo produktu się wylewa w totalnie niekontrolowany sposób. Tubka zawiera 40 ml produktu, ważnego przez 3 miesiące od otwarcia. Spokojnie zdążycie go zużyć. 
Podoba mi się prosta, stonowana szata graficzna produktów Tołpy, poza tym cieszy mnie fakt, że mamy dobrą, polską markę dermokosmetyków. Krem nie zawiera alergenów, pegów, oleju parfinowego i parabenów, ma natomiat w swoim składzie pochodną mocznika i masło shea. 


Mój krem dobił już dna, zatem miałam czas wyrobić sobie zdanie na jego temat i jestem bardzo zadowolona. Za niecałe 40 zł otrzymujemy krem, który działa, a z doświadczenia wiem, że wiele produktów przeznaczonych do cery naczynkowej w żaden sposób nie wpływa na jej ukojenie. Tutaj jest inaczej. Czasem stosowałam ten produkt również na noc, po całym dniu działał jak przyjemny, łagodzący kompres. Teraz używam krem z yves rocher, ale jestem pewna, że jeszcze nie raz wrócę do kremu-balsamu na naczynka z czarnym bzem. 

sobota, 23 maja 2015

kosmetyki pielęgnacyjne

Wiem, że kilka dni temu pokazałam Wam moje nowości kosmetyczne, ale promocja w Rossmannie skutecznie mnie kusiła, poza tym zaraz wykończę mój żel do mycia twarzy i płyn micelarny, więc nadarzyła się bardzo dobra okazja do uzupełnienia braków. Staram się nie robić zapasów, w myśl zasady, że zawsze jest gdzieś jakaś promocja, dlatego do koszyka wpadły tylko takie rzeczy, które będę używała już teraz. 


Promocja -40% na kosmetyki do pielęgnacji twarzy (z wyłączeniem maseczek oraz pielęgnacji dla mężczyzn) trwa do 26 maja. Dosłownie pół godziny temu wróciłam z Rossmanna i półki były pełne. Poza tym, co dziwne, tłumów wcale nie było, sama stałam przy produktach do twarzy. Niestety musiałam odwiedzić aż trzy Rossmanny, bo nigdzie nie było produktów z Tołpy. 



W końcu jednak się udało i kupiłam: nawilżający krem łagodzący pod oczy bawełna i irys (cena 22,99 zł, po promocji 13,79 zł), tołpa botanic białe kwiaty orzeźwiający tonik-mgiełka (cena 10,49 zł, po promocji 6,30 zł - super cena, a bardzo lubię produkty do twarzy w takiej formie), tołpa dermo face physio żel do mycia twarzy i oczu (cena 27,99 zł, po promocji 16,79 zł), Ziaja naturalny oliwkowy płyn micelarny oczyszczanie twarzy, demakijaż oczu (cena 7,49 zł, po promocji 4,50 zł), Ziaja liście zielonej oliwki peeling drobnoziarnisty - twarz, ciało, dłonie (cena 9,99 zł, po promocji 5,99 zł). Peelingu nie planuję używać do twarzy, na pewno byłby za mocny, natomiast takie małe drobinki ścierające ostatnio bardzo dobrze mi się sprawdzają do ścierania naskórka na całym ciele. 
Promocja z kosmetykami kolorowymi była dużo bardziej rozreklamowana, ja jednak zdecydowanie bardziej cieszę się z tej, bo jak wiecie kosmetyki pielęgnacyjne, to to, co bardzo lubię. 
Na koniec mój mały pomocnik, zawsze zainteresowany tym, co robię:


A na co Wy się skusiłyście? 

czwartek, 21 maja 2015

nowa szczotka

Tangle teezer towarzyszy mi już od dobrych kilku lat (chyba czterech!), w tym czasie używałam wyłącznie tej szczotki, nic zatem dziwnego, że jest już mocno wyeksploatowana (ząbki się odkształciły). Zastanawiałam się nad zakupem kolejnego egzemplarza, ale na yt zobaczyłam nowość czyli the wet brush. 


Zacznijmy od wyglądu - szczotka jest dostępna w wielu kolorach (m.in. czarny, czerwony, różowy, zielony), ja zdecydowałam się na fioletową wersję. Duży plus za rączkę, mój TT kilka razy wypadł mi z ręki podczas szczotkowania włosów. Na pierwszy rzut oka szczotka wygląda jak wiele innych, jednak jej 'zęby' nie są umocowane na gumie tylko bardzo elastycznym tworzywie, które odkształca się podczas czesania, dzięki temu szczotka jest delikatna. Producent zapewnia, że te główki (SofTips) nie spadną, mam nadzieję, ponieważ nie ma nic gorszego niż szorowanie ostrymi zębami po głowie! 
A jak sprawdza się szczotka w praktyce? Świetnie rozczesuje mokre włosy (w końcu do tego została stworzona), nie szarpie, tylko delikatnie sunie, testowałam ją na mokre włosy bez żadnej odżywki, aby nie ułatwiać jej zadania i byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Moim zdaniem nieco gorzej jej idzie z suchymi włosami (lekko szarpie, zwłaszcza przy końcach), u mnie w tej roli lepiej się sprawdza TT. Zaznaczam, że moje włosy mają niebywałą tendencję do plątania się. 
Ogromną zaletą wet brush jest to, że rewelacyjnie masuje skórę głowy. Uwielbiam to, taki masaż jest przyjemny i relaksujący. 
Podsumowując jestem z nowej szczotki bardzo zadowolona - jest dobrze wykonana, ma przystępną cenę (zapłaciłam ok. 30 zł), nadaje się do masażu i świetnie rozczesuje mokre włosy. 
Jeśli szukacie czegoś nowego warto się skusić:) 

wtorek, 19 maja 2015

nowości kosmetyczne

Chciałam wam szybko pokazać, co ostatnio nowego przybyło do mojej kosmetyczki. Zacznijmy od sobotniego prezentu. Na urodziny od mojego chłopaka dostałam paletę cieni chocolate bar z too faced. Wiecie jak się bardzo cieszę? :) 


na razie zrobiłam nią makijaż tylko dwa razy, zatem na porządną recenzję przyjdzie jeszcze czas, już teraz muszę zaznaczyć, że cienie są w pięknych kolorach, nie ma tutaj ani jednego, który bym uważała za zbędny, poza tym pięknie pachną, tak słodko. Większość swoich pojedynczych cieni już zdenkowałam i planuję sobie zostawić tylko jedną paletę. 
A teraz czas na kosmetyki zakupione w ciągu ostatnich kilku dni: na stronie skarby Syberii zakupiłam maseczki z Babuszki Agafii dwie do ciała (termiczono-iłowa i ujędrniająca) i dwie do twarzy (dziegciowa oczyszczająca i daurska kojąca). 



Wszystkie mają 100 ml pojemności i kosztowały ok. 5-7 zł. Jak je zamawiałam to wydawało mi się, że to takie większe próbki, dopiero później zdałam sobie sprawę z tego, że większość drogeryjnych maseczek ma tubki o pojemności 75 ml. Na tej samej stronie zakupiłam jeszcze balsam do włosów cienkich i delikatnych z Baikal Herbals oraz żel pod prysznic witaminy dla skóry z Natura Siberica. 


W weekend odwiedziłam sklep firmowy Ziaji, skusiłam się na bardzo polecaną pastę do zębów (4,90 zł) oraz ochronny matujący krem do twarzy z SPF 50  (18,90 zł) w gratisie był dołączony preparat na usta i znamiona SPF 30. Krem ma bardzo lekką konsystencję (co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło), szybko się wchłania i nie bieli twarzy. Jak na te kilka użyć jestem zadowolona, zobaczymy co będzie dalej. Dam znać! 

sobota, 16 maja 2015

makijaż za 100 zł

Widzę ostatnio często challange makijaż za 100 zł i zupełnie go nie rozumiem. Moim zdaniem makijaż, jak wszystko inne w życiu może być czymś w dość tanim albo bardzo drogim, wiele zależy od naszego podejścia, priorytetów i zasobności portfela. Chciałam tylko wyrazić swoje zdanie: makijaż w tej kwocie jest prosty do zrobienia. Nie rozumiem ciężkiego zastanawiania się jaki to tani kosmetyk kupić, żeby nagrać filmik i udowodnić, że się da. W wielu przypadkach kosmetyki są ze strony kosmetyki z ameryki, dziewczyny zamiast kosmetyków pełnowymiarowych stosują próbki etc. Czy naprawdę aż tak trudno jest skompletować produkty tylko do twarzy mieszcząc się w kwocie 100 zł?


Kosmetyki, które zaraz zobaczycie mam w swojej kosmetyczce od jakiegoś czasu, już je pokazywałam, używam ich bardzo często, służą mi do zrobienia codziennego makijażu do pracy. 
A zatem: 
podkład do twarzy stay mattre rimmel kolor 100 ivory - 19,90 zł
puder bambusowy paese - 29,90 zł
róż mua w kolorze 1 - 9,90 zł 
cień inglot był dodatkiem do gazety - 4,90 zł
tusz pump up z lovely - 9,49 zł
kredka do brwi catrice 040 don't let me brow'n - 14,90 zł
błyszczyk miss sporty 140 pasadena - 9,90 zł
SUMA: 98,89



Ceny podałam w przybliżeniu, te produkty kupowałam dość dawno i wydaje mi się, że są dostępne mniej więcej w takiej cenie regularnej. Oczywiście często można je znaleźć w promocji, a wtedy makijaż jest jeszcze tańszy. Można np. kupić tańszy poder, a droższy cień, dodać kredkę, nie podkreślać brwi i tak dalej. Dla mnie takie wyzwanie jest dziwne, prawdziwym wyzwaniem byłby makijaż za połowę tej ceny:) 
Co sądzicie na ten temat? 

poniedziałek, 11 maja 2015

Niezbędna trójka

Co miesiąc publikuję aktualnych ulubieńców, są jednak takie kosmetyki, które mam w domu zawsze. I nie mam tutaj na myśli żelu po prysznic tylko produkty, po które sięgam w nieprzewidzianych sytuacjach. 


Zalety wody termalnej widać tak naprawdę dopiero wtedy, kiedy coś niedobrego dzieje się ze skórą, aktualnie mam na prawej łydce skórę podrażnioną od uczulenia, nic mi nie przynosi takiej ulgi jak psiknięcie wodą termalną. Moja ulubiona to Uriage, z tego względu, że nie trzeba jej osuszać, ma też bardzo praktyczny atomizer, który aplikuje nam mgiełkę, a nie strumień wody. Jest to produkt bardzo przydatny na podrażnienia po goleniu, przesuszoną, podrażnioną skórę, do ukojeni zaczerwienionej cery i wiele innych. 
Z podobnych powodów zawsze mam w domu jakiś krem dla dzieci, obecnie wykańczam drugą tubkę kremu babydream krem ochronny przed wiatrem i zimnem dla niemowląt i dzieci. Zawiera m.in. olej słonecznikowy, pantenol, olej z awokado, ekstrakt z rumianku. Jest dość tłusty i treściwy, nie polecam go na dzień pod makijaż, ale z powodzeniem czasem stosuję go na noc, zwłaszcza na bardziej przesuszone części twarzy (policzki, czoło). Aplikuję go też na łokcie, kolana, stopy i oczywiście wtedy, kiedy moja skóra jest podrażniona (a mam do tego skłonności) od uczulenia albo po goleniu. 


Szamponów Batiste nikomu przedstawiać nie trzeba. Wiem, że obecnie na rynku jest wiele suchych szamponów, ale jakoś nie mam do nich zaufania i zawsze wybieram Batiste, kiedy kończy mi się jedno opakowanie przy okazji zakupów sięgam po kolejne. Obecnie mam wersję zapachową Eden czyli melon i wiciokrzew. Tak swoją drogą nigdy nie widziałam polskiego kosmetyku o zapachu wiciokrzewu (takiego jak np. balsam eos albo właśnie ten szampon batiste). Używam tego szamponu, żeby odświeżyć włosy, ale również bo po aby nadać im objętości. Poza tym był niezastąpiony do charakteryzacji na halloween:) 
A jakie kosmetyki Wy zawsze macie w domu?

sobota, 9 maja 2015

Migawki

Za kilka dni mam imieniny, ale trochę wcześniej dostałam w prezencie piękną pościel w malinki. Jest taka trochę vintage, przez ten wzór, bardzo mi się podoba. Obok oczywiście mój pomocnik, każdą pracę musi nadzorować. Uwielbiam kwiaty w domu, zwłaszcza tulipany. 'Na straganie w dzień targowy takie toczą się rozmowy...'. Te kokosowe ciasteczka widziałam na blogach i instagramie setki razy, chciałam je kupić, ale nigdzie nie mogłam na nie trafić, jak już o nich zupełnie zapomniałam to wpadły mi w ręce w sklepie spożywczym pod blokiem. To mleko z mullera jest pyszne, chemiczne, ale pyszne. Od czasu do czasu można sobie pozwolić. 
Pogoda ostatnio bardzo dopisuje, dlatego rzadko siedzimy w domu. Spacerujemy z psem i jemy lody. Zaniosłam dzisiaj zdjęcia do wywołania, nie robiłam tego od lat, ale ostatnio się zmobilizowałam, kupiłam ramki i trzeba było w końcu wywołać zdjęcia. Do tej pory nie mieliśmy w mieszkaniu ani jednego! 


Miłego weekendu! 

czwartek, 7 maja 2015

ostatni raz

czytacie o zakupach w Rossmannie. Tym razem planowałam zakup jakiegoś wiosennego koloru lakieru do paznokci, myślałam o limonce, ale ostatecznie stwierdziłam, że to chyba jednak nie dla mnie i zdecydowałam się na coś innego. 


Oba lakiery pochodzą z maybelline z serii super stay 7. Czytałam, że faktycznie długo wytrzymują na paznokciach. Skusiłam się na dwa kolory: 635 surreal - niebieski złamany fioletem, ciekawy, wielowymiarowy kolor (mam nadzieję, że będzie tak samo wyglądał na paznokciach jak w buteleczce) i 135 nude rose - stonowany róż z dodatkiem beżu. Lakiery mają aż 10 ml, ich regularna cena to 17,99, po promocji zapłaciłam za nie 9,18 zł. 
Produktów kolorowych do ust mam wystarczającą ilość, ale naklejka z promocją była również umieszczona na pomadkach ochronnych. Okazało się, ze rabat obejmuje również baby lips, zdecydowałam się na coral crave, cena regularna to 9,99 zł, ja zapłaciłam 5,09 zł. 
Już jej raz użyłam, pachnie miętą i eukaliptusem. Sztyft ma koralowy kolor, ale wcale nie barwi ust, nadaje im tylko lekki połysk. 
A na co Wy się skusiłyście? Moja koleżanka z pracy kupiła dziesięć lakierów:) 

niedziela, 3 maja 2015

A w kwietniu

Wiem, że od kilku dni w najlepsze trwa już maj, ale dość długo zastanawiałam się nad publikacją tego postu, stąd małe przesunięcie. Chciałabym robić takie podsumowania miesiąca. Stwierdziłam, że kulturalny newsletter będzie o książkach i filmach, które obejrzałam np. na dvd, natomiast o inspiracjach internetowych czy premierach kinowych, koncertach będę Was informowała właśnie w takich postach podsumowujących miesiąc, dla mnie to, jest też fajne z tego względu, że przeglądając bloga po kilku miesiącach przypomnę sobie, co dobrego/ciekawego zdarzyło się w danym miesiącu.
W kwietniu byłam dwa razy w kinie. Myślałam, że 'szybcy i wściekli 7' to produkcja zupełnie nie dla mnie, okazało się jednak, że bardzo dobrze się bawiłam (mimo faktu, że wcześniej nie obejrzałam ani jednej części). Jeśli przeszkadza Wam ogrom efektów specjalnych, nieścisłości w fabule i wydarzenia, które fizycznie są niemożliwe to odpuście sobie ten film. Ja jednak od czasu do czasu lubię takie typowo hollywoodzkie kino, z bohaterami rozwalającymi pół miasta. 
W ubiegłą środę obejrzeliśmy 'disco polo', jeśli lubicie tandetne i odjechane produkcje ten film jest dla Was:) w sposób zabawny i do granic przerysowany pokazuje złotą erę disco polo w Polsce. Srebrne garnitury, wąsy, wódka i kasety na bazarach. Mój chłopak stwierdził, że chętnie obejrzałby to jeszcze raz. 


W domu oglądam serial 'nie rób scen', odcinek trwa tylko pół godziny. To losy trzech kobiet. Dwie matki i jedna dziewczyna rozpaczliwie szukająca chłopaka. Mnie ta produkcja bardzo bawi, jednak zaznaczam, że kiedy mówię o tym serialu moim znajomym wszyscy stwierdzają, że jest dziwny. Ja wcale nie odnoszę takiego wrażenia. 
O magazynie 'uroda życia' już pokrótce wspominałam. Serdecznie polecam, nie jest naładowany reklamami, jest w nim sporo artykułów z tematyki psychologii, natomiast mało typowych wywiadów z gwiazdami, nie przepadam za tym, wolę przeczytać kilka dobrych felietonów, zamiast wypocin 'gwiazd' na temat ich życia prywatnego, wcale mnie to nie interesuje. Wolę poczytać o tym dlaczego kobiety zdradzają albo o kobiecej solidarności.


Jeśli nie kupujecie gazet zachęcam Was do przeczytania dwóch artykułów, w całości dostępne są on-line. Dlaczego w Polsce żyje się źle (KLIK) opowiada socjolog Jan Sowa - o braku zaufania do państwa, o biedzie, o nienawiści. Bardzo ciekawy tekst, jest to gorzkie podsumowanie współczesnego społeczeństwa. Warto. W podobnej tematyce utrzymany jest tekst ludzie w proszku (KLIK). O tym, jak młodzi ludzie nie radzą sobie z kryzysami i stresem. 


Na sam koniec książka, tak... we wstępie wspomniałam, że książki będą w kulturalnym newsletterze, jednak dla 'zamień chemię na jedzenie' muszę zrobić wyjątek. Stwierdzenie, że ta książka mną wstrząsnęła jest trochę na wyrost, ale zdecydowanie otworzyła mi oczy. O tym, że jedzenie jest pełne metali ciężkich, pestycydów i azotanów wiedziałam, ale nie zdawałam sobie sprawy z ogromnej ilości innych rzeczy. O tym, że mleko UHT wcale nam nie służy, że ekologiczny brokuł pachnie, a całe życie wydawało mi się, że brokuły raczej śmierdzą podczas gotowania:) o tym, że nawet zwykła czarna herbata jest aromatyzowana, a ser żóły składa się z azotanu potasu i annato. Jeśli macie problemy ze zdrowiem albo chcecie się lepiej odżywiać serdecznie Wam tę książkę polecam. Uważam, że każdy powinien ją przeczytać, jednak od razu zaznaczam, że po takiej lekturze czytelnik jest w porządnym szoku. Ja się jeszcze nie otrząsnęłam.