piątek, 13 lutego 2015

Bo walentynki

Czerwone serduszka, koronki, majtki, róże i satyna są ostatnio wszechobecne. Wiem - jest święto jest okazja do zarobku. Dla mnie walentynki to dzień jak każdy inny, z tą różnicą, że miejsca nie ma nie tylko w restauracji, kawiarni czy kinie, ale nawet na ośnieżonej ławce w parku ;) 


Stwierdziłam, że z tej okazji pokażę Wam kilka kosmetyków kolorowych, które moim zdaniem bardzo dobrze nadają się do 'randkowego looku', nie chcę tworzyć postu z konkretną propozycją makijażową, bardziej miałam na myśli luźne rozważania :) Popularna walentynkowa czerwień jest moim zdaniem propozycją bardzo kobiecą, ale nie dla każdego. Mnie kojarzy się ze starszymi paniami i chociaż u innych ją podziwiam sama czuję się z czerwienią na ustach dziwnie. Co innego róż. Uwielbiam - idealnie nadaje się na dzień, jest lekki i dziewczęcy. 
Po jakie kosmetyki najczęściej sięgam:
Na twarz podkład rimmel stay matte w kolorze 100 ivory. Nałożony oszczędnie daje lekkie krycie i naturalny wygląd. Plus za trwałość i jasny kolor. Nie trzeba go przypudrowywać (jest taki wyraz?). Na policzki mój ulubiony róż bourjois w kolorze 34 rose d'or. Róż wygląda świeżo i dziewczęco, nie stworzy nam placka na twarzy, dodatkowo ma złote drobinki, które bardzo ładnie odbijają światło. Jeśli wolicie srebrne rozświetlenie polecam highliter undress your skin z make up academy - uzyskany nim efekt tafli jest świetny. 



Bardzo często na całą powiekę nakładam cień z inglota pearl 395, po zużyciu widać jak bardzo się lubimy. To takie beżowo-złoty odcień. Z podobną częstotliwością sięgam po cień 540 Rose Marie's Baby z catrice - to delikatny satynowy róż. Oba wyglądają bardzo dobrze z jakimś brązem w załamaniu np. tymi z palety Iconic I z make up revolution. 
Na sam koniec usta. Sześć propozycji w zależności od tego, na co mamy ochotę - matowy zgaszony róż z golden rose w kolorze 07, napakowany złotymi drobinkami błyszczyk z catrice 050 sugar crush, jasnoróżowa kredka z astor niestety numer i nazwa już dawno się starły, jak niemal wszystkie napisy na tym opakowaniu, błyszczyk w tubce thrill me saffon z orilflame oraz dwa błszczyki z miss sporty 118 sweet dance (intensywny róż) i 140 pasadena (delikatny koral). 


I tyle, moim zdaniem całkiem skromnie. Nie mam bronzera, nie potrafię go nakładać, wydaje mi się, że wyglądam z nim sztucznie. 
Korzystając z jutrzejszych walentynek zapytam co sądzicie o makijażu na randkę? Kreska z jaskółką, ciemne smoky czy intensywny kolor na ustach? Moim zdaniem najodpowiedniejszy jest delikatny makijaż, przecież w takich spotkaniach chodzi o to, żeby dać się poznać, a nie ukrywać za maską z wielkich ust i sztucznych rzęs. 

3 komentarze:

  1. Ja uczczę Walentynki dniem bez makijażu, bo jutro mam wolne ;) Podoba mi się rozświetlacz MUA. Mam słabość do takich kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzę na randki to w bardzo naturalnym stonowanym makijażu. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Także używam różu z Bourjois 34 rose dore ;))
    Gdzie zakupujesz kosmetyki?

    OdpowiedzUsuń