poniedziałek, 1 grudnia 2014

ulubieńcy listopada

Tym razem tylko jeden kosmetyk pielęgnacyjny! 


To, że peeling cukrowo-olejowy z olejem z pestek mango i kokosem z wellness & beauty (który, ze względu na skład powinien być nazwany solnym) znalazł się tutaj pewnie nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Peeling bardzo dobrze ściera obumarły naskórek, jest ostry, dlatego trzeba z nim uważać, nie polecam na delikatną skórę dekoltu. Dzięki zawartości olejków skóra po jego użyciu jest miękka, wygładzona i nawilżona, ta warstwa jest wyczuwalna, natomiast jest to coś zupełnie innego, niż sztuczne parafinowe nawilżenie. Kosmetyk pachnie bardzo przyjemnie, chociaż zdecydowanie dominuje tutaj mango. Poza tym trzeba producenta pochwalić za estetyczne opakowanie. 




Top coat seche vite jest tak popularny, że nie ma sensu tworzyć dla niego osobnego wpisu, natomiast nie mogłam odmówić sobie przyjemności wspomnienia o jego zaletach. Łatwo się aplikuje, szybko wysycha i nadaje piękny połysk, niektóre kolory (zwłaszcza te ciemniejsze) wyglądają jak hybrydy. Faktycznie przedłuża trwałość manicure i teraz maluje paznokcie raz w tygodniu. Jedyny minus jest taki, że top po prostu śmierdzi. Mój chłopak stwierdził, że 'pachnie jak rozpuszczalnik'. Możecie go dostać na allegro, ja kupiłam podczas jakieś promocji w superpharm. 
Promocja w rossmannie w tym roku wcale mnie nie kusiła, wszystkie potrzebne mi kosmetyki kolorowe mam. Ostatecznie stwierdziłam, że skuszę się na słynny tusz z lovely (ten żółty) i do pary wzięłam błyszczyk miss sporty w kolorze 118 sweet dance. Ten kolor jest idealnym 'barbiowym' różem. Błyszczyk kryje bardzo dobrze, kolor jest intensywny i błyszczący, ale w granicach normy. Uważam, że przy tak intensywnym odcieniu superpołysk to przesada na granicy kiczu. Kosmetyk ma dość gęstą konsystencję, trochę się klei, ale również długo utrzymuje się na ustach, nie zbiera w załamaniach i schodzi równomiernie. Biorąc pod uwagę fakt, że w cenie regularnej kosztuje ok. 10 zł, nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. 
Cień z inglota w kolorze 160 dodawany do gazety glamour bardzo często gościł na moich powiekach. Najczęściej solo, jako dzienny makijaż do pracy. Jest miękki, nie osypuje się, dobrze rozciera i trwa ma moich powiekach (bez bazy) cały dzień. Wydaje mi się, że kiedyś miałam go w pełnym rozmiarze:) 
O tuszu avon super shok max mascara pisałam całkiem niedawno. W skrócie: nie osypuje się, jest mocno czarny, silikonowa szczoteczka dociera nawet to krótkich rzęs. 
A jakie kosmetyki sprawdził się u Was w minionym miesiącu?

3 komentarze:

  1. Nie znam żadnego z zaprezentowanych ulubieńców, ale ten peeling mam w planach zakupowych ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam błyszczyk MS, ale w innym kolorze. Niestety na ustach utrzymuje się max. 4 godziny, ale przeważnie są to 2. :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam ochotę na ten peeling i chyba się wreszcie na niego skuszę, a po wykorzystaniu go, pojemnik przeznaczę sobie na coś, choćby na swój peeling albo coś innego ;). Posiadam ten cień z Inglota, ma bardzo ładny, delikatny kolor.

    OdpowiedzUsuń