wtorek, 23 grudnia 2014

mini demakijaż

Płyn dwufazowy clinique take the day off oraz tołpa by Mariusz Przybylski balsam-olejek do demakijażu twarzy towarzyszyły mi w grudniu. Obie miniatury po 30 ml były dołączone do mojego mikołajkowego prezentu. 


Zacznijmy od oczu - płyny dwufazowe lubię i czasem po nie sięgam. Ten z clinique dobrze się miesza, nie sprawia, że widzę jak przez mgłę, dość szybko rozpuszcza makijaż i nie podrażnia oczu, jednak wcale nie jest wydajny, trzeba sporo produktu nalać na wacik aby pozbyć się makijażu (a ja zwykle używam tylko jasnego cienia, kredki i nie wodoodpornego tuszu). Pełnowymiarowe opakowanie zawiera 125 ml i kosztuje 99 zł. Miniatura wystarczyła mi tylko na dwa tygodnie i zachęciła mnie do zakupu. Uważam, że równie dobrze sprawdzają się kilka razy tańsze płyny dwufazowe np. z bielendy. 



Zwykle kosmetyki z tołpy dobrze się u mnie sprawdzają. Niestety balsam-olejek do demakijażu to niemiły wyjątek. Zdaniem producenta oczyszczanie skóry i usuwanie makijażu powinno być czynnością delikatną. Dlatego stworzyliśmy kosmetyk, który podczas stosowania przyjmuje postać jedwabistego olejku usuwającego makijaż. Który łagodzi podrażnienia, nawilża, wygładza i pozostawia uczucie komfortu. 
Kosmetyk ma konsystencje mleczka, w kontakcie z wodą rozmazuje się po twarzy i słabo usuwa makijaż, dodatkowo po jego zmyciu nadal mam na twarzy tłustą warstwę, wiem, że jest to typowe dla tego typu produktów wolę jednak żele albo płyny micelarne, które pozostawiają moją skórę czystą. Nie noszę wodoodpornego makijażu, na twarzy mam tylko cienką warstwę podkładu, puder i róż. Olejek zostawia sporo z tych kosmetyków na twarzy, nie ma tutaj mowy ani o demakijażu ani o oczyszczeniu skóry. Owszem jest delikatny, ale wcale nie działa. Nawilżenia i łagodzenia podrażnień również nie zauważyłam. Miniatura kosztuje 12,90 zł, a produkt pełnowymiarowy 125 ml 49,90 zł. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz