czwartek, 27 listopada 2014

makijażowe zastępstwa

Przy okazji zdenkowania kilku produktów (klik) do mojej kosmetyczki wpadły inne rzeczy. 


Zacznijmy od podkładów - maybelline affinitone mineral perfecting + soothing foundation w kolorze 10 ivory. Zdaniem producenta podkład zapewnia zdrowy i naturalny wygląd skóry. Mineralna forumuła dopasowuje się do koloru skóry. Perfekcyjnie pokrywa. Wygładza i rozpromienia. Moim zdaniem ten podkład to taki słabszy średniak. Poziom krycia określiłabym jako słaby, pokrywa cerę mniej więcej tak jak drogeryjne kremy bb. Nie dopasowuje się do koloru skóry, teraz, kiedy nie został mi nawet cień opalenizny jest dla mnie za ciemny. Szybko się ściera i z pewnością nie wytrwa na twarzy nawet ośmiu godzin (dla mnie czas pracy to właśnie taki wyznacznik trwałości podkładu). Dodatkowo funduje mi efekt mokrej twarzy, który nie ma nic wspólnego z delikatnym rozświetleniem.
Na plus zaliczam opakowanie z pompką i to, że nie podkreśla suchych skórek. 
Aktualnie używam meybelline super stay better skin w kolorze 005 light beige. I jestem z tego produktu naprawdę zadowolona, przeczytałam o nim wiele niepochlebnych opinii, ale na mojej raczej suchej skórze sprawdza się bardzo dobrze. Zdaniem producenta perfekcyjny wygląd, widoczna odnowa. Postaw na perfekcyjny wygląd natychmiast i widocznie lepszą skórę dzień po dniu. Już po 3 tygodniach: widoczna redukcja niedoskonałości, wyrównany koloryt, jakby odnowiona i pełna energii skóra. Cóż... moja skóra jakby (producent na prawdę użył tego słowa) nie stała się ładniejsza, jednak moim zdaniem właściwości pielęgnacyjne powinny wykazywać kremy, a nie zwykły podkład. Better skin dobrze kryje, nie smuży, ładnie się rozprowadza, nie podkreśla suchych skórek. Ma bardzo jasny kolor, który nie ciemniej. Charakteryzuje się również bardzo dobrą trwałością, byłam zaskoczona, kiedy słyszałam, że wystarczy przyłożyć dłoń do policzka, aby zetrzeć cały ten kosmetyk. U mnie nic takiego nie ma miejsca. Reasumując jestem z tego produktu bardzo zadowolona, w sumie nie widzę w nim wad. 



Rozpisałam się o podkładach więc teraz trochę krócej o dwóch kosmetykach do oczu: avon super shock max mascara jest bardzo miłą odmianą po tych wszystkich średniakach, które ostatnio przewinęły się przez moją kosmetyczkę. Tusz został wyposażony w silikonową szczoteczkę, której krótkie włoski docierają do każdej rzęsy. Nie osypuje się, dobrze rozdziela, wydłuża, pogrubia, a nawet trochę podkręca. A po całym dniu bez problemu można go zmyć płynem micelarnym. Taki efekt całkowicie mnie satysfakcjonuje. 
Kredka do brwi z catrice w kolorze 040 don't let me brow'n znalazła się już w ulubieńcach. Jest wydajna, dość twarda, ale dla mnie to zaleta ponieważ nie ma możliwości, abym nią sobie wymalowała brwi klauna, jestem zwolennikiem delikatnego efektu. Posiada spiralkę, którą dobrze wyczesuje się włoski. Kolor określiłabym jako brąz z lekką nutką szarego, zdecydowanie nie ma tutaj czerwonych czy pomarańczowych tonów. 

3 komentarze:

  1. Nie miałam żadnego z tych produktów i raczej mieć nie będę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na kredkę do brwi Catrice mam od dawna ochotę, ale obawiam się, że będę miała problemy z dobraniem odpowiedniego odcienia. Mam dosyć ciemne brwi i chciałabym uniknąć przerysowanego efektu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. również mam kredkę z Catrice :) jest świetna

    OdpowiedzUsuń