środa, 16 lipca 2014

fokus na usta

Poza pomadkami z bourjois, o których pisałam tutaj posiadam jeszcze tylko cztery kosmetyki kolorowe do ust. Wiem, że to niewiele w porównaniu ze zbiorami innych blogerek/vlogerek, ale dla mnie to ilość całkowicie wystarczająca. Ze względu na to, że najlepiej czuję się w jasnych różach nie widzę sensu w kupowaniu osiemdziesięciu pomadek w zbliżonym kolorze. Inne pomadki zużyłam, nie planuję zakupu niczego nowego. 


Zacznijmy od błyszczyków: bell z serii glam wear w kolorze 034 to weteran, mam go od dobrych kilku miesięcy i cały czas chętnie sięgam po ten egzemplarz, zostało mi go dosłownie na kilka użyć (jak już się skończy z pewnością za jakiś czas znów po niego sięgnę). Mleczny, jasnoróżowy kolor, bez żadnych drobinek jest idealnym uzupełnieniem codziennego makijażu. Podobnie sytuacja wygląda z błyszczykiem z miss sporty z serii hollywood w kolorze 140 pasadena. Bardzo podoba mi się jego koralowy kolor, również jest bez drobinek. Początkowo podchodziłam do niego z pewną dozą dystansu, nie wiem dlaczego, ale kosmetyki z miss sporty nie wzbudzają mojego entuzjazmu. Jednak jak zawsze kolor bardzo mi się spodobał i za dosłownie kilka złotych postanowiłam zaryzykować. Jestem z tego produktu naprawdę zadowolona, mam go w torebce i kiedy chcę nałożyć coś na szybko, bez spoglądania w lusterko sięgam właśnie po niego. Oba błszczyki kryją średnio, ale to akurat w błyszczykach lubię. 


Podoba mi się sam pomysł pomadki w kredce, a zapewnienia producenta o nawilżającej formule jeszcze bardziej zachęcało mnie to zakupów. Obecnie każdy koncern kosmetyczny posiada pomadki-kredki do ust, ostatecznie kierując się wykończeniem i kolorem zdecydowałam się na Astora w kolorze 009 burnt rose. Pomadka faktycznie lekko nawilża usta, po jej aplikacji nie widać żadnych suchych skórek, nie zbiera się w załamaniach. Ma lekko błyszczące wykończenie i delikatne krycie (które oczywiście można stopniować). 
Kolejną kosmetyczną ciekawostką są pomadki o matowym wykończeniu. 



Dzięki uprzejmości Anety Starosty (blog Anety) otrzymałam pomadkę Golden rose z serii velvet matte nr 07. Kolor tej pomadki jest po prostu piękny, zgaszony róż, który moim zdaniem pasuje do każdej karnacji. Pomadka jest jednak dla mnie dość problematyczna - zastosowana solo podkreśla każde załamanie ust, moim zdaniem postarza, naprawdę wyglądam w niej jakbym była sporo po pięćdziesiątce (a przecież nadal jestem przed trzydziestką:), bezlitośnie podkreśla każdą suchą skórkę, dodatkowo oczywiście przesusza usta, jednak jej kolor tak mnie zachwycił, że musiałam znaleźć na nią jakiś sposób. I znalazłam! wystarczy nałożyć wazelinę kosmetyczną pod pomadkę i przestaje ona być matowa, nabiera lekkiego połysku, usta są nawilżone, nie widać każdej pojedynczej zmarszczki czy odstającej skórki. U innych dziewczyn bardzo podobają mi się matowe usta, jednak u mnie absolutnie nie wygląda to dobrze. Zostaję zatem przy lekko połyskujących formułach. Jeśli i Wam nie do twarzy w macie polecam wypróbować sposób z wazeliną. 

4 komentarze:

  1. Nie znałam tego sposobu z wazeliną. Chętnie go wypróbuję. Mam jedną pomadkę, która również podkreśla suche skórki itd, ale bardzo lubię jej kolor. Może to coś pomoże :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio przekonałam się do pomadek matowych, ale tych w postaci błyszczyka. Mam tu na myśli Lip Cream z manhattanu oraz Nyx. Cudo i mam ochotę na więcej kolorów, ale powstrzymuje mnie kilka innych, które już mam ;) Nie do przejedzenia :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciesz się, że znalazłaś troszkę inne zastosowanie dla matowej pomadki Golden Rose.
    I ja kosmetyków do ust mam niewiele. Ostatnio znacznie uszczupliłam zapasy, oddałam innym to, czego nie używam. I zostałam praktycznie z samymi sztyftami ochronnymi.
    Poluję teraz na jakieś fajne błyszczyki. Jednak te (a nie pomadki) sprawdzają się u mnie najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten mat od Golden Rose prezentuje się całkiem ładnie. Muszę się w końcu bliżej przyjrzeć pomadkom z tej serii, bo wszyscy je tak zachwalają ;)

    OdpowiedzUsuń