czwartek, 29 maja 2014

Ukojenie

Moja naczynkowa cera nie lubi zmian temperatur (wczoraj 25 stopni, a dzisiaj 12), wiatru i ostrego słońca. Generalnie byłam z jej stanu bardzo zadowolona, ale ostatnio znowu chodziłam z ogromnymi, czerwonymi rumieńcami na twarzy. 


Dlatego postanowiłam, że sięgnę po sprawdzony krem. Avene antirougeurs jour miałam w swojej kosmetyczce kilka lat temu (od tego czasu produkt zmienił nazwę, nie pamiętam tej poprzedniej). Nawilżająco-ochronny krem do skóy naczynkowej z SPF 20 zdaniem producenta: 
Wskazania: przejściowe i/lub rozległe zaczerwienienia skóry, uczucie pieczenia. Przeznaczony do skóry suchej i bardzo suchej. Właściwości: ochronny krem do cery naczynkowej, nawilża i chroni w ciągu dnia zapobiegając i redukując zaczerwienienia skóry: wzbogacony wyciąg z ruszczyka poprawia mikrokrążenie skóry. Redukuje rozległe zaczerwieniania, a zaczerwienienia przejściowe występują rzadziej, szybko łagodzi uczucie podrażnienia i gorąca dzięki zastosowaniu wody termalnej Avene o właściwościach łagodzących i kojących podrażnienia, fotoochrona SPF 20 redukuje codzienne działanie promieniowania UVA i UVB, odpowiedzialne za osłabienie naczyń krwionośnych, kremowa, lekka konsystencja szybko się wchłania, działa kojąco i przywraca komfort skórze, pozostawiając ją nawilżoną i matową.


Zgadzam się ze wszystkim, o czym zapewnia nas producent (może trochę przesadził z tą ochroną przeciwsłoneczną), dla mnie ten produkt to krem-ratunek. Przynosi skórze ukojenie, wycisza, odpręża, sprawia, że ustępuje uczucie pieczenia i mocne zaczerwienienie. Bardzo dobrze sprawdza się pod makijaż, wchłania się szybko i w żaden sposób nie wpływa na wygląd i trwałość np. podkładu. Pachnie bardzo delikatnie, to taki trochę mydlany zapach, jednak jest on wyczuwalny wyłącznie przy aplikacji i wcale mi nie przeszkadza. Produkt ma jasnozielony kolor, lekką konsystencję, bezproblemowo się aplikuje i jest bardzo wydajny, wystarczy mała ilość, aby pokryć całą twarz. Dodatkowo faktycznie nawilża skórę. Lubię takie produkty łączące w sobie kilka funkcji, nie trzeba wybierać i zastanawiać się czy bardziej zależy mi na nawilżeniu czy na ukojeniu zaczerwienień. Krem jest zapakowany w plastikową tubkę, zwieńczoną wygodnym, wąskim aplikatorem. 40 ml kosztuje (w zależności od apteki) ok. 60 zł. 


Poza kremem mam jeszcze jeden produkt, który moja zaczerwieniona (tera coraz mniej!) cera bardzo lubi - woda termalna z Uriage. Wiem, że przy okazji promocji w SpuerPharm (13,99zł za 150 ml) wiele z Was ją kupiło. Lubię tą wodę bardziej niż inne z dwóch powodów: nie trzeba jej osuszać, ma bardzo dobry aplikator, który wytwarza delikatną mgiełkę, zamiast walić nam w twarz strumieniem wody. Uriage stosuję rano, aby się obudzić oraz wieczorem po demakijażu. Jej chłodna warstwa przynosi skórze ukojenie i nawilżenie. Idealnie sprawdzi się latem. 

4 komentarze:

  1. Woda Uriage jest już stałym elementem mojej pielęgnacji.
    Bez niej jak bez wody, dosłownie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny tekst, idealny na hasło reklamowe:)

      Usuń
  2. I ja zachwycam się wodą Uriage! Doskonały kosmetyk :)
    W zeszłoroczne upały niejednokrotnie ratował moją skórę.
    Podczas niedawnego urlopu w Wilnie, również :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Avene Antirougeurs to również mój ulubieniec na naczynka. Uwielbiam ten krem. Obecnie stosuję wersje emulsyjną :)
    P.S. Nominowałam Ciebie do Liebster Blog Award - szczegóły u mnie, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń