wtorek, 27 maja 2014

Dwa burżuje

Dawno nie pisałam o kolorówce do ust, a muszę przyznać, że uzbierało mi się kilka ciekawych produktów. Dzisiaj czas na dwie pomadki z Bourjois z serii shine edition. Zanim przejdę do samych pomadek muszę ponarzekać na opakowanie - plastikowe, średnio ładne, a do tego w torebce okropnie się wyciera i rysuje, czy nie można stworzyć ładniejszego ubranka dla kosmetyku, który w cenie regularnej kosztuje ok. 50 zł? 
Na szczęście do samej zawartości zastrzeżeń nie mam. 


Na stronie bourjois.pl możemy przeczytać, że "Pomadka Shine Edition - oto kolejna odsłona pomadek Rouge Edition, tym razem w wersji z połyskiem. 4 najmodniejsze odcienie prosto z pokazów mody. Ultra połysk, intensywny kolor i konsystencja balsamu. Innowacyjna formuła, która zapewnia intensywny kolor, blask i komfort. Niewiarygodny blask dzięki połączeniu w ¼ ekstraktu z błyszczyka oraz w ¼ lakierowanych pigmentów. Nowa pielęgnacyjna formuła dla niespotykanego komfort u stosowania. Wzbogacona o odżywcze ekstrakty z masła mango, pomadka Shine Edition nawilża usta aż do 10 h. Kremowa, miękka konsystencja pozostawia na ustach delikatny film, który sprawia, że nakładanie jest prawdziwą przyjemnością." 



Posiadam je w dwóch odcieniach: 26 Beige democrachic oraz 24 Rose xoxo. 26 to ciemny nude przełamany delikatnym różem, natomiast 24 to typowy zgaszony róż. Oba egzemplarze posiadają te same właściwości: są kremowe, łatwo się aplikują, nie podkreślają suchych skórek, nie wysuszają ust. Ze względu na formułę nie należy oczekiwać super trwałości, pomadki schodzą z ust (równomiernie!) po ok. godzinie. Wiem, że nie jest to wspaniały wynik, ale mnie wcale to nie przeszkadza po prostu maluję usta ponownie i tyle. Gdybym chciała supertrwałości kupiłabym lip stain. Odcienie są jasne, pasują do dziennego makijażu, świetnie nadają się do pracy. Pomadki zawierają w sobie coś, co trudno nazwać brokatem, to taki drobno zmielony pyłek, który bardzo ładnie odbija światło, zdecydowanie nie jest wyczuwalny na ustach i nie wędruje po całej twarzy jak np, drobinki brokatu w błyszczykach. 
Podsumowując dla mnie to świetny produkt, używam ich bardzo często, nie są mocno kryjące, ale zdecydowanie widoczne na ustach, kolor można stopniować. Cena regularna to ok. 50 zł za 3g produktu, ja swoje pomadki kupiłam na sporych promocjach, jedną w Hebe -40%, a drugą w Rossmannie -49%. 

5 komentarzy:

  1. Miałam tę zieloną wersję i oddałam. Jakoś mnie nie zachwyciła. Bardzo przypomina mi balmy L'Oreal, których też nie polubiłam. Wolę masełka Revlonu, które lepiej koloryzują oraz pielęgnują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie pierwszy raz zobaczyłam tą pomadkę u Ciebie na blogu i kolor mi się tak spodobał, że musiałam ją kupić:)

      Usuń
  2. Nigdy nie zwracałam uwagi na te pomadki.
    Podoba mi się odcień 24 - bardzo ładny jest.

    OdpowiedzUsuń
  3. Regularna cena troszkę spora, szkoda, że się nie skusiłam na promocji, bo wersja 26 ma piękny kolor :))

    OdpowiedzUsuń