niedziela, 5 stycznia 2014

Kosmetyczne rozczarowania 2013'

Nie wiem, który raz już piszę ten post, miałam ambitne plany regularnego blogowania od nowego roku, ale mój niedziałający sprzęt skutecznie mi to utrudnił, na szczęście wszystko już działa, nie pozostaje zatem nic innego jak zabrać się do pisania. Dzisiaj jeszcze trochę sobie ponarzekam - ale następnym razem wspomnę o samych wspaniałych produktach.


Wybierając ubiegłoroczne kosmetyczne rozczarowania kierowałam się czymś więcej niż tylko zwykłymi bublami. Są to produkty, po których spodziewałam się czegoś zdecydowanie więcej. Jestem w stanie przymknąć oko na to, że balsam za pięć złotych nie powala składem i nie nawilża, natomiast w przypadku kosmetyków za trzydzieści czy pięćdziesiąt złotych wywołuje to moje mocne zdziwienie. Marka l'occitane znana jest przede wszystkim z kremów do rąk, u wielu dziewczyn działają one prawdziwe cuda - wspaniale i długotrwale nawilżają, przynoszą uczucie komfortu i ulgi. U mnie natomiast nic takiego się nie działo, a uczucie nawilżenia trwało bardzo krótko, do pierwszego mycia rąk. Testowałam wersję z zawartością 20% masła shea (najlepsza) oraz o zapachu kwiatów wiśni i peonii, te dwa ostatnie produkty, poza fantastyczną wonią i piękną szatą graficzną nie posiadały praktycznie żadnych spektakularnych właściwości pielęgnacyjnych. 
Kolejnym produktem, który nie skradł mi serca jest kultowy płyn micelarny sensibio z Biodermy. Mam skórę naczynkową, skłonną do podrażnień, wrażliwe oczy - słowem, zdecydowanie zaliczam się do grupy docelowej tego produktu. Co zatem nie zadziałało? Płyn faktycznie usuwa makijaż, nie podrażnia cery ani oczu, ale na rynku jest bardzo wiele produktów o niemal identycznym działaniu, a do tego o wiele tańszych. Bioderma znana jest również z tego, że rozpuszcza makijaż oka w bardzo szybkim tempie, zgadza się, ale przy demakijażu pół minuty nie robi mi wielkiej różnicy, natomiast różnica cenowa 50 zł, a 15 zł działa na moją wyobraźnię. Podsumowując jest to dobry produkt, znalazł się w tym zestawieniu przede wszystkim dlatego, że jego cena jest zupełnie nieadekwatna do działania, bo przecież jakby na to nie patrzeć to tylko płyn micelarny, który gości na naszej twarzy co najwyżej kilka minut. 
Na sam koniec lakiery Essie. Mają piękną paletą kolorów, ciekawe wykończenia i niebanalne edycje limitowane, nie sposób się z tym nie zgodzić. Nie mam również zastrzeżeń do krycia, nawet na pędzelek nie będę narzekać, natomiast to, co mnie totalnie rozczarowało to jego trwałość, a w zasadzie jej brak. Po lakierze za niemal 40 zł spodziewałam się czegoś więcej niż po emalii za 4 zł. Na moich paznokciach lakier z Essie bez żadnych wspomagaczy wytrzymuje góra dwa dni. Oczywiście z bazą i topem jego trwałość na paznokciach przedłuża się do niemal tygodnia, ale działa to również w przypadku dużo tańszych, drogeryjnych marek. 
Wiem oczywiście, że produkty o których dzisiaj wspomniałam mają wiele fanek, ja niestety, albo na szczęście dla mojego portfela się do niech nie zaliczam.

3 komentarze:

  1. Dla mnie Bioderma jest dobra, ale nie mam bardzo wrażliwych oczu więc stosuje inne produkty. Co do Essie nie czaje ich popularności. Cena 30 zł za 1 lakier? Masakra... Jak mam 10 zł to jest mi ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi Bioderma przypadła do gustu, tak jak kremy L'Occitane, ale ceny sa zbyt wysokie :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początki grudnia kupiłam sobie dwa pierwsze Essie.
    I jestem zachwycona - ani odrobiny rozczarowania.
    Trwałość, kolor, jakość - wszystko na plus :)

    Pozostałych kosmetyków nie miałam.
    Ale sądzę, że w 2014 będę chciała zmierzyć się z legendą Biodermy.

    OdpowiedzUsuń