środa, 4 grudnia 2013

Ulubieńcy listopada

Mam za sobą tydzień blogowej nieobecności – należą się Wam zatem jakieś wyjaśnienia. To był naprawdę szalony czas, który przyniósł duże zmiany, na szczęście wszystkie są bardzo pozytywne zarówno te w pracy, jak i życiu prywatnym. Muszę też zaznaczyć, że stęskniłam się za regularnym blogowaniem i planuję do tego powrócić.



A teraz czas na ulubieńców poprzedniego miesiąca. W listopadzie na moich paznokciach najczęściej gościła strażacka czerwień od Essie - fifth avenue - mam spore zastrzeżenia do trwałości, ale kolor i aplikacja wynagradzają mi te niedogodności (więcej na ten temat możecie przeczytać TU). Zużycie pojedynczego cienia z Inglota (nr 467 double sparkle) możecie zobaczyć na zdjęciach – używałam go niemal codziennie. Aplikowałam na całą powiekę i nosiłam w towarzystwie brązowego cienia w załamaniu albo tylko z granatową/czarną/fioletową kreską przy linii rzęs. Jasnoróżowy kolor i drobinki (wcale nie tandetne i bazarowe) ładnie odbijają światło i tworzą efekt wypoczętego oka. Pozostając w tematyce makijażu - tusz colossal od maybelline jest jednym z moich ulubionych produktów do podkreślania rzęs. 


Maskara nie rozmazuje się i nie kruszy, jest intensywnie czarna i nadaje objętość zgodnie z obietnicą producenta, nie tworząc przy tym efektu pajęczych nóżek. Ma dość dużą klasyczną szczoteczkę. Ulubionym produktem do demakijażu jest żel z Yves Rocher z serii pure calmille. Jest delikatny i bardzo skuteczny, nie podrażnia oczu, nie przesusza i nie podrażnia skóry. Do tego ma świeży, bardzo przyjemny zapach i dobrze się pieni, a demakijaż całej twarzy zajmuje nam tylko chwilę. Tradycyjnie w zestawieniu musi znaleźć się produkt pod prysznic, tym razem jest to żel z olejkiem - Balea o zapachu kwiatu jabłoni. Pachnie fantastycznie, do tego jest bardzo gęsty, świetnie się pieni i jest bardzo wydajny. Nie przesusza skóry. Na przekór pogodzie używam wody toaletowej z Yves Rocher o kokosowym zapachu. Przywodzi mi na myśl lato i słońce. Nie utrzymuje się bardzo długo, ale wcale mi to nie przeszkadza ponieważ taką małą i lekką buteleczkę można mieć zawsze przy sobie. Pachnie słodkim, naturalnym kokosem, nie jest to sztuczny i chemiczny zapach, od którego boli głowa. 

8 komentarzy:

  1. Ostatnio mam kręćka na punkcie kokosa, a zapomniałam że Yves Rocher ma taki zapach w swojej ofercie ;) Tak samo jest z tym żelem do demakijażu. Bardzo polubiłam samą formułę, ale bławatkowy zbytnio podrażniał mi oczy. Może ten okaże się lepszy ;)
    Cieszę się, że wszystko układa się po Twojej myśli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwetto, Ty zawsze przecież masz kręćka na punkcie kokosa ;)

      Usuń
  2. Piękny ten Essie!
    Cieszę się, że żel Balea się spodobał :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że jesteś już z powrotem :)
    Chętnie powąchałabym ten żel jabłuszkowy!

    OdpowiedzUsuń
  4. cień 467 to także mój ulubieniec w tym miesiącu:) podobnie jak tusz! bardzo lubię nosić czerwień na paznokciach a ten esse jest zdecydowanie piękny:)

    OdpowiedzUsuń
  5. maskarę też mam i bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja uzywam równie namiętnie inglota 467 jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń