wtorek, 5 listopada 2013

Kulturalny newsletter # 11

Przez ostatnie dwa miesiące nie obejrzałam oszałamiającej ilości filmów. Wstyd się przyznać, ale wspomnę dzisiaj tylko o trzech tytułach. Zaczynając od najlepszego „Historia przemocy” z Viggo Mortensenem to film, po który sięgnąłem ponownie. Mocna historia o tym, że człowiek, który wcześniej żył z przemocy nie zmieni się tak łatwo, może udawać przed rodziną i przed sobą, może być przykładnym obywatelem, może stworzyć swoją przeszłość od nowa, ale ona i tak do dopadnie. Tom jest mężem i ojcem. Kiedy jednak dwóch bandytów chce obrabować jego kawiarnie sprawy przybierają nieoczekiwany obrót. Zdecydowanie warto obejrzeć. „Sęp” natomiast jest filmem średnim. Pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy – przestępcy (mordercy, gwałciciele) dosłownie znikają z więzień, nikt nie wie gdzie są, ani kto pomaga im w ucieczce, do tego gdzieś w tle działa fundacja promująca dawców organów, z pozoru te dwa wątki nie mają ze sobą nic wspólnego, jednak gdzieś się łączą. Film dostaje ode mnie plus za ciekawe zakończenie. Minusów natomiast jest kilka: oczywiście w każdym (każdym!) polskim filmie musi być wątek miłosny, bo przecież sama sensacyjna historia to za mało. Do tego wątek kryminalny (dużo ciekawszy) nie jest tak wyeksponowany jak przeżycia wewnętrzne głównego bohatera oraz (a jakże!) jego romans. Czyli potencjał był, a jak został wykorzystany możecie ocenić sami. Obejrzałam też „Salę samobójców”. Tak wiem, że ten film żadną nowością nie jest, wiem też, że zdania na jego temat są mocno podzielone. Czy ta historia jest ciekawa? Nie za bardzo. Dominik jest młodym, dorastającym chłopakiem, problemy w szkole oraz fakt, że rodzice traktują go bardziej jak wyposażenie mieszkania niż człowieka sprawiają, że chce uciec od swojego dotychczasowego życia. Trafia na coś w rodzaju internetowego forum, tytułową salę samobójców. Nie podobały mi się animowane fragmenty, uważam je za zupełnie zbędne. Historia sama z sobie nie jest też w kinematografii żadną nowością, natomiast warto obejrzeć chociażby dlatego, że ten film znacząco różni się od innych polskich produkcji.



Na sam koniec serial. Wiem, że „Breaking Bad” ma sporą rzeszę fanów, ja niestety się do nich nie zaliczam. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą o czym ta produkcja jest (jeśli jeszcze ktoś nie jest uświadomiony) – Walter jest nauczycielem chemii, ma żonę oraz chorego syna. Pewnego dnia dowiaduje się, że ma raka płuc. Jest to dla niego punkt zwrotny. Dotychczasowy porządny obywatel postanawia zmienić swoje postępowanie. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest umierający, potrzebuje pieniędzy dla swojej rodziny i dlatego poszukuje zupełnie innego, nielegalnego sposobu zarabiania pieniędzy. Mówiąc w skrócie razem ze swoim byłym uczniem zajmuje się produkcją narkotyków. Serial jest nakręcony w bardzo dosadny i dosłowny sposób – zobaczymy w nim wszystko – krew, ludzkie wnętrzności. Natomiast to, co zasługuję na pochwałę to realizm, oglądając serial widz bardziej ma wrażenie, że podgląda swoich sąsiadów niż telewizyjną produkcję. Dlaczego zatem serial nie przypadł mi do gustu? Tematyka wyrobu oraz rozpowszechniania narkotyków jednak nie jest dla mnie. 

2 komentarze:

  1. Historia przemocy to jeden z lepszych filmów jakie oglądałam, więc całkowicie rozumiem Twój zachwyt. Salę samobójców ciągle mam w planach,ale nie lubię polskich filmów, więc szybko nie obejrzę, tak samo Sępa ;) Natomiast BB bardzo mnie ciekawi właśnie przez ten cały szum wokół niego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Historię przemocy wpisuję na listę "do obejrzenia".
    Sęp mnie troszkę rozczarował, a Sala samobójców wywarła na nas spore wrażenie.

    OdpowiedzUsuń