piątek, 2 sierpnia 2013

Kulturalny newsletter # 8

Zawsze kiedy siadam do napisania „kulturalnego” posta myślę o tym, że muszę to robić częściej, jak do tej pory mi się nie udało, a trochę się tego uzbierało (niezamierzony rym;). 


W tym zestawieniu znajdzie się tylko jeden serial – „The following” – nie powiem, żebym była zachwycona. Pierwsze cztery odcinki są całkiem ok., ciekawy pomysł na fabułę – brutalny morderca kobiet wydostaje się z więzienia i wciąga w grę agenta FBI, który wcześniej go aresztował. Jest tak charyzmatyczny, że już za kratkami zaczął tworzyć grupę swoich wyznawców, a tym samym pomocników. Niestety później jest tylko gorzej – totalna gapowatość grupy dochodzeniowej i zupełnie przewidywalny ciąg zdarzeń. Jeśli bardzo Wam się nudzi możecie spróbować, ale generalnie nie polecam. 
Na szczęście udało mi się obejrzeć kilka dobrych filmów – „Drogówka” zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, nie byłam do końca przekonana do kolejnej produkcji Wojciecha Smarzowskiego, ponieważ „Dom zły” zupełnie mi się nie spodobał. Tym razem reżyser pokazał widzom polską policję od wewnątrz – pijaństwo, narkotyki, prostytucja, gwałty i wszechobecne układy. Oczywiście fabuła to, coś więcej niż pokazanie kilku imprez albo zatrzymania pijanych kierowców. Ciekawy jest również sam obraz – ujęcia kręcone komórką „z ręki”, wstawki z kamer przemysłowych, uatrakcyjniają film, a zakończenie wbija w fotel. „Wielki Mike” miał swoją premierę w 2009 roku, jednak usłyszałam o nim dopiero w zeszłym tygodniu, mój znajomy powiedział „zobaczysz uśmiejesz się i popłaczesz, spodoba Ci się ten film” i dokładnie tak było! Akcja jest oparta na prawdziwych wydarzeniach. Opowiada o niezdarnym, niezaradnym czarnoskórym nastolatku, który nie zdaje sobie sprawy z tego, że posiada ogromny talent do gry w football. Jego sytuacja jest fatalna  - nie ma domu, nie wie też gdzie znajduje się jego matka. Pewnego dnia zostaje przygarnięty przez rodzinę białych milionerów. Dla reżysera sport jest tylko pretekstem do pokazania tego, co naprawdę ważne, bez popadania w banał i kicz. 
„Mój rower” obejrzałam ze znacznym opóźnieniem, ale ostatecznie cieszę się, że nie poszłam na ten film do kina. Spodziewałam się ciekawej, może trochę psychologicznej opowieści o wzajemnych relacjach między ojcem, synem, dziadkiem. Czegoś poruszającego i niebanalnego. Niestety wyszło jak zawsze – trochę nudna, przegadana i przewidywalna historia gdzie oczywiście pojawia się alkoholizm, niespełnione ambicje, syn, który ma pretensje do ojca za to, że w dzieciństwie ten był wielkim nieobecnym. Produkcja jakich bardzo, bardzo wiele. 


„Prawo zemsty” to chyba najbardziej brutalny film jaki widziałam (zaraz obok „killing them softly”), jest takim typowym amerykańskim kinem akcji – córka i żona głownego bohatera zostały zamordowane, a on domaga się sprawiedliwości, nie otrzymuje jej na sali sądowej, dlatego sam musi ją wymierzyć. Ze spokojnego ojca, zmienia się w brutalnego oprawcę, jest niebezpieczny nie tylko dla tych na których chce się zemścić, ale i dla wielu niewinnych ludzi. Z jednej strony ciekawy pomysł na pokazanie tego, jak fatalnie funkcjonują sądy, ale z drugiej czy nie dałoby się tego zrobić bez użycia napalmu i materiałów wybuchowych? Podczas oglądania tylko czekałam, aż z za zakrętu wyjedzie Batman… Czy wiele filmów musi być tak przerysowanych? 
„Wielki Gatsby” to synonim rozmachu i bogactwa. Gdybym miała go określić jednym słowem powiedziałabym, że jest widowiskowy. W pierwszej połowie filmu historia wielkiej, niemal obsesyjnej miłości Gatsby’ego do Daisy jest na drugim planie, zepchnięta przez wystawne przyjęcia i piękną scenografię. Później akcja się rozwija, niemal zaskakuje widza. A do tego Nowy Jork w latach 20., cudowne strone, biżuteria i ciekawie dobrana muzyka. Sama przyjemność!
 A teraz tylko kilka słów o totalnym gniocie i już kończę. Obejrzałam „Intruza” ponieważ uważam, że nie należy się zrażać i oceniać autora po nieudanej sadze „Zmierzch”, ekranizacja pierwszej książki S. Meyer to zupełna porażka – podejrzewam, że nie spodoba się nawet zakochanym w Edwardzie nastolatkom.  Nastały czasy, w których ludzie stają się tylko powłoką, nosicielami dusz, które zostały zesłane na Ziemię z bardzo odległych zakątków galaktyki. Gdy taka dusza zadomowi się zupełnie dominuje swojego nosiciela. Oczywiście zupełnie inaczej jest z główną bohaterką, której to hart ducha i ogromna niezłomność sprawiają, że dusza nie jest w stanie jej zepchnąć na dalszy plan. Cały czas prowadzą wewnętrzny dialog. Niech Was to jednak nie zmyli, cała ta otoczka science fiction została stworzona tylko po to, żeby pokazać kolejną do bólu banalną historię miłosną (nawet nie ma sensu jej opisywać). Nuda i kompromitacja.

Mam nadzieję, że ktoś dotrwał do końca, przyznaję, że miałam jeszcze napisać coś o książkach, ale już dzisiaj nie dam rady się zmotywować, poza tym powtarzam sobie, że pisanie kilometrowego tasiemca nie jest dobrym pomysłem, bo komu się będzie chciało to czytać? ;)


Miłego weekendu! 

9 komentarzy:

  1. Rozwiałaś moje wątpliwości co do ekranizacji Intruza ;) W sumie nawet nie mam już ochoty sięgnąć po książkę, no chyba że podczas urlopu będzie mi się wybitnie nudzić :P
    Szkoda że serial The Following okazał się kiepski, bardzo lubię Kevina i cieszyłam się , że będę mogła go regularnie oglądać. Teraz mam dylemat czy w ogóle zacząć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet gdybym się bardzo, bardzo nudziła wolałabym sięgnąć po jakąkolwiek inną książkę;) Też lubię Kevina i przede wszystkim ze względu na niego zaczęłam ten serial oglądać, mnie się nie podobał, ale moja przyjaciółka jest zachwycona.

      Usuń
  2. Uwielbiam wpisy o takiej tematyce :)
    Drogówkę obejrzeliśmy stosunkowo niedawno.
    Prawo zemsty widziałam dwa razy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też lubię czytać takie posty, zawsze można znaleźć coś dla siebie. Chyba nie dałabym rady obejrzeć prawa zemsty jeszcze raz, dla mnie był bardzo brutalny.

      Usuń
    2. Oglądałam to w sporym odstępie czasowym.
      Pierwszy raz w kinie, praktycznie od razu po wejściu na duży ekran.
      Drugi raz już w zaciszu domowym, kilka miesięcy temu :)

      Usuń
  3. Dzisiaj wieczorem obejrzę sobie Wielkiego Mikea, zaciekawiła mnie recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. daj później znacz czy film Ci się podobał, tak jak mnie:)

      Usuń
  4. Ja oglądałem już 3 razy ten film ;)

    OdpowiedzUsuń