niedziela, 14 lipca 2013

Zdrowy rumieniec od Bell

Nie przesadzę jeśli napiszę, że róż do policzków kupuję raz na kilka lat. Podoba mi się efekt zdrowego, dziewczęcego rumieńca, ale nie lubię dublować kosmetyków dlatego jeden, góra dwa produkty w tym zakresie są dla mnie wystarczające. Podobają mi się pomarańczowe, koralowe, brzoskwiniowe odcienie, ale zdecydowanie preferuję kolory wpadające w róż. Dotychczas przeze mnie używany produkt z inglota dobił dna, długo zastanawiałam się czym go zastąpić – najbardziej skłaniałam się ku hervanie z benefit’u (piękny mix kolorów, urocze opakowanie), ale zdecydowana większość dziewczyn pisała, że produkt nie jest zbyt trwały, myślałam też nad jakimś różem z MAC’a. Nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji w tym zakresie, dlatego przy okazji spożywczych zakupów w Biedronce do koszyka wpadł róż z serii skin 2 skin rouge modelujący róż do policzków z Bell w kolorze 22. Kosztował tylko 4,99 zł więc stwierdziłam, że będę go używać, a w międzyczasie dalej zastanawiać się nad jakimś droższym produktem – szczyt logiki ;)


Najpierw kilka słów od producenta – ultralekki, satynowy o wyjątkowo miękkiej strukturze zapewniającej komfort aplikacji. Posiada wielofunkcyjne działanie: uwydatnia kości policzkowe, optycznie wyszczupla twarz, rozświetla cerę. Formuła różu z domieszką miki pozwala uzyskać jednolity „muślinowy” kolor, bez smug i nieestetycznych przebarwień.


Produkt ma piękny kolor zgaszonego, jasnego różu, moim zdaniem jest dość uniwersalny i będzie odpowiedni zarówno dla blondynek jak i dla brunetek. Będzie też idealnym produktem dla dziewczyn, które dopiero zaczynają swoją przygodę z makijażem, ponieważ jego jasny kolor oraz średnia pigmentacja sprawią, że nie uzyskamy efektu klauna. Róż jest miękki, lekko się osypuje przy nabieraniu na pędzel (na szczęście podczas aplikacji na twarz nie), nie tworzy plam, świetnie się rozciera, ma bardzo ładne satynowe wykończenie, daje naturalny efekt zdrowego rumieńca, co sprawia, że wyglądam na bardziej wypoczętą ;) Jeśli dobrze się przyjrzymy zobaczymy, że w różu są zatopione drobniutko zmielone drobinki (absolutnie nie jest to dyskotekowy brokat), jednak na twarzy wcale nie są zauważalne.

Jedynym minusem tego produktu jest jego trwałość – niestety róż z Bell nie przetrwa na policzkach całego dnia, znika po około czterech godzinach od aplikacji (testowałam go również w chłodniejsze dni). Opakowanie nie jest szczytem design’u, ale z uwagi na małe wymiary (oraz to, że jest płaskie) jest funkcjonalne i nie zajmuje wiele miejsca w kosmetyczce. Na opakowaniu nie było żadnej informacji dotyczącej gramatury produktu. Róż jest ważny przez 12 miesięcy od otwarcia. W zeszłym tygodniu jeszcze widziałam te róże w Biedronce. Dostępne są również w stałej ofercie Bell, np. w Hebe za 9,90 zł. 

11 komentarzy:

  1. Wow wygląda pięknie, chętnie bym się na niego skusiła :))

    OdpowiedzUsuń
  2. na buzi zawsze róż wygląda inaczej, niż na ręku , choć odcień ma ładny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się, ale jakoś nie umiem zrobić sama sobie takiego zdjęcia żeby było ten róż widać;/

      Usuń
  3. Chyba zainwestuje w takowy róż bo czesto słysze, że jestem blada, może to się zmieni :) no a za taką cenę warto pokombinować pomimo, że nigdy nie miałam takowego produktu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, poza tym jest jasny i średnio napigmentowany więc krzywdy Ci nie zrobi:)

      Usuń
  4. z chęcią bym zobaczyła jak wygląda na Twojej buźce, bo na ręku wygląda dość mocno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. musiałam go sporo nałożyć żeby było na zdjęciu coś widać, na twarzy uzyskamy nim zdecydowanie łagodniejszy efekt :)

      Usuń
  5. Jak dla mnie za różowy;P wolę takie brzoskwiniowe odcienie:)

    http://www.lifeandpassion88.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. boski kolorek :) ale ja róży mam za dużo póki co :P trzeba zużyć :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny kolor - też się skusiłam na róż od Bell, ale taki w ceglanym odcieniu. Jest całkiem całkiem jak za taką cenę :)

    OdpowiedzUsuń