poniedziałek, 10 czerwca 2013

Kulturalny Newsletter # 7

Coś czuję, że ten post będzie długi, dlatego zaczynamy bez zbędnych wstępów: „Fanaberie” Jolanty Wrońskiej to doskonały przykład oceniania książki po okładce. Słodka, lukrowana muffinka krzyczała do mnie z daleka, dlatego z ciekawości sprawdziłam opis na tyle obwoluty. Książka nie powala skomplikowaną fabułą, ba! Początkowo jest raczej średnio wciągająca, na szczęście po kilkudziesięciu stronach akcja się rozkręca. Dobrze prosperującej spółce Klary Werner grozi wrogie przejęcie przez sławnego i bezwzględnego rekina biznesu. Jak temu zaradzić lepiej wiedzą dzieci niż sama Klara, dzieciaki (z małym wsparciem dorosłych) tworzą plan jak delikatnie mówiąc rekina biznesu wykiwać. Oczywiście walne zgromadzenia, akcje, pełnomocnictwa nie są jedynym wątkiem – jest miłość, przyjaźń i rodzina. Lekka i przyjemna lektura, polecam zwłaszcza do pociągu albo na plażę.
„Za zasłoną strachu” Samia Schariff to książka autobiograficzna, autorka opisuje swoje przeżycia związane z agresywnym mężem, okrutną matką, ojcem obojętnym na jej los. Życie w ciągłym strachu, bita i poniżana tęskni za życiem wolnej kobiety, marzy o powrocie do Francji (gdzie się urodziła, w wieku kilku lat wróciła z rodzicami do Algierii). Książka w pewnym stopniu jest przerażająca i wstrząsająca, ale bywał też momenty, kiedy Samia tak mnie denerwowała swoją naiwnością (czasem jej małe dzieci były mądrzejsze i bardziej odpowiedzialne), że miałam ochotę wyrzucić książkę przez okno.
„Nieobecni” Bartosza Żurawieckiego trafili w moje ręce przy okazji wymiany książki (nie dziwię się, że ktoś „to” oddał). Samego autora cenię i lubię, podoba mi się jego ironiczne poczucie humoru i krytyczny stosunek do rzeczywistości. Sama książka z założenia też mogła być ciekawa – A. pracuje w radiu, jest młodym, nieszczęśliwym człowiekiem, przyjaźni się z Marią matką swojego byłego partnera. To właśnie do nich odnosi się tytułowe słowo „nieobecni”, z uwagi na fakt, iż A. jest gejem, Maria starą kobietą nie są oni brani pod uwagę przez społeczeństwo, są na marginesie, nie liczą się. Niestety potem jest tylko gorzej, akcja przypomina alkoholowe albo narkotyczne wizje rozwalenia tego niesprawiedliwego świata, łącznie z wysadzeniem Watykanu.
Z kolei „Coraz mniej olśnień” Ałbena Grabowska-Grzyb to najlepsza książka w tym zestawieniu. Napisana w porządny sposób, odpowiednim językiem. Ciekawa, wciągająca, intrygująca, skłaniająca do myślenia. To opowieść o trzech zupełnie różnych kobietach. Lena jest bezkompromisowa, w pewnym sensie podła, nie ma okazji, której nie potrafiłaby wykorzystać. Maria też jest typem człowieka-sempa, wcześniej była znaną dziennikarką jednak obecnie zajmuje się pisaniem do podrzędnej gazety, pewnego dnia niemal wpada na ulicy na dawną przyjaciółkę, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że przyjaciółka zginęła w wypadku samochodowym. Alina wcześniej była lekarzem, miała męża i córkę, obecnie mieszka w obdrapanej kamienicy na Pradze, podszywając się pod kogoś kim nie jest. Trafiłam na tą książkę zupełnym przypadkiem, nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, szkoda, że tak dobra, polska literatura jest niedoceniona.
„Inni” Ewa Draga – to taka książka zapychacz, kiedy nie mam co czytać, nudzę się wieczorem to łapię za cokolwiek, oczywiście za takie cokolwiek, które da się doczytać do końca;) „Inni” to dobra propozycja dla młodzieży, oparta na starej jak świat konwencji – dziewczyna zmienia szkołę, poznaje przystojnego chłopaka, dowiaduje się, że nie jest zwykłym człowiekiem tylko członkinią starożytnego, greckiego bractwa, następnie robi się niebezpiecznie, bo przecież wtajemniczeni dorośli muszą ścigać dwójkę dzieciaków. Nie ma się co rozpisywać na ten temat.
O tym, że uwielbiam książki Jodi Picoult wiedzą wszyscy, na szczęście „Pół życia” jest utrzymana na doskonałym poziomie i nie zawiodła mnie ani przez linijkę. Książka jak zwykle pisana jest z perspektyw kilki bohaterów – w tym przypadku córki, syna i ojca. Jednak Luke Warren nie jest zwyczajnym tatą – swoje życie poświęcił badaniu zwyczajów wilków, mieszkał z nimi przez kilka miesięcy, w lesie, odcięty od cywilizacji. Jego syn mieszka na drugiej półkuli i nie utrzymuje z Lukiem żadnego kontaktu, telefon z informacją, że ojciec miał wypadek, jest w szpitalu, a jego stan można określić jako krytyczny sprawia, że Edward wraca do domu. Cara kocha ojca ponad wszystko, pragnie utrzymać go przy życiu za wszelką cenę, jednak nie będzie to takie proste. Ksiązka jak zawsze napisana została pięknym językiem, z ogromną dbałością o szczegóły.
„Dzieci wolności” Marc Levy – to poruszająca, łapiąca za serce opowieść o francuskim ruchu oporu. O dwóch braciach, którzy zostali członkami Résistance, o ich odwadze, brawurze, zadaniach, które im przydzielono, o wojennej rzeczywistości, wyzwoleniu Francji – wszystko to, sprawia, że „Dzieci wolności” przypominają mi „Kamienie na szaniec”. Książka jest napisana specyficznym językiem, czasem idealnie oddającym opisywane zagadnienie, poetyckim i zabawnym, czasem jednak jest on irytujący.
„Irena” Małgorzaty Kamilińskiej, Basi Grabowskiej to mówiąc krótko historia matki i córki. Nie wiem, która z bohaterek denerwowała mnie bardziej? Matka, która jest nieodpowiedzialna, ma ogromną skłonność do dramatyzowania czy chłodna, opanowana wiecznie korzystająca z pomocy psychologicznego forum internetowego córka? Fabuła jest przewidywalna, nie ma w tej książce niczego ciekawego, odkrywczego, ani zaskakującego. Jedyną pozytywną bohaterką jest drugoplanowa, tytułowa Irena, która od czasu do czasu swoją mądrą przemową stawia matkę i córkę do pionu.
„Miłość oraz inne dysonanse” Janusz Leon Wiśniewski, Irada Wownenko. Nie mam zbyt wiele dobrego do powiedzenia. Książka jest jakaś taka ckliwa, bohaterowie oderwani od rzeczywistości, wszyscy albo cierpią, albo są odpowiedzialni za cierpienie innych, a kilka chwil radości i seksu na podłodze w pracy nie rekompensuje smutnego losu. Z dwojga złego wolałam fragmenty napisane przez Wownenko niż Wiśniewskiego. Co można zaliczyć na plus? Szybko się czyta.
Przeczytałam jeszcze „Intrygantki” – bardzo dobra sztuka o tym, jak kilka kobiet urządza sąd nad bezwzględnym mężczyzną, który rozkochał je wszystkie, a następnie porzucił oraz „Trucicielkę” (kolejna piękna okładka) – zbiór opowiadań, z których to tytułowe jest najgorsze. Uff… mam nadzieję, że ktoś dotarł do końca. Na przyszłość obiecuję na bieżąco wspominać o książkach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz