piątek, 7 czerwca 2013

Kulturalny Newsletter # 6

Ostatni przegląd przeczytanych książek i obejrzanych filmów opublikowałam prawie dwa miesiące temu! Przez ten czas nadrobiłam trochę zaległości przede wszystkim filmowych. Wśród muzycznych inspiracji znalazła się ostatnio tylko jedna piosenka – Koniec Świata „Serce w Paryżu”. Piękny tekst, taki wiosenny „serce jej popękało w Paryżu nad Sekwaną, w obcym mieście zasypia sama budzi się rano…”. Udało mi się wygospodarować kilka wolnych wieczorów podczas których obejrzałam: „Operacja Argo” to taka typowo hollywoodzka produkcja – pojawia się bohater, plan, przejściowe kłopoty z realizacją zamierzonego planu, konieczność podjęcia trudnej decyzji wbrew woli przełożonych. Klasyka, ale w dobrym wydaniu. Film opowiada o tajnej rządowej operacji uratowania sześciu amerykańskich pracowników ambasady w Teheranie. Agent CIA wpada na z pozoru szalony pomysł, aby pracownicy ambasady udawali członków ekipy filmowej, planującej zrealizować w Teheranie produkcję filmu science fiction klasy B. Wspaniała gra aktorska (zwłaszcza Ben Afleck) i całkiem dobry scenariusz sprawiają, że „Argo” trzyma w napięciu do ostatnich minut. 
„Pokłosie” nie chcę wnikać i dokonywać analizy historycznych faktów, wzajemnych uraz i przekłamań, w skrócie - film nie przypadł mi do gustu, uważam, że jest zbyt przerysowany, bardzo upraszcza fakty. Jestem na nie. Nie ma w nim nic, co w moim odczuciu zasługiwałoby na pochwałę – zdjęcia, muzyka, gra aktorska. Wszystko jakieś takie średnie.

Nie wiem, który już raz widziałam „Babel”, ale zdecydowanie jest to film, do którego lubię wracać. Strzał z karabinu gdzieś w Maroku sprawia, że historię rodzin z kilku różnych zakątków świata (amerykańscy turyści, ich dzieci, meksykańska niania, japońska nastolatka, marokański chłopiec) wzajemnie się  przenikną, będą na siebie oddziaływały, chociaż z pozoru nic ich nie łączy. Tytułowy „Babel” jako symbol braku porozumienia, ogromnych różnic kulturowych to zjawisko wciąż aktualne. W podobnej konwencji utrzymany jest polski film „Zero”. W dużym mieście wstaje świt, w jakimś szklanym korporacyjnym budynku dzwoni telefon i uruchamia całą machinę akcji, w której poszczególni bohaterowie są trybikami, ich losy wzajemnie się zazębiają. Poznajemy prostytutkę i jej alfonsa, szefa międzynarodowej korporacji i jego żonę, barmana, mężczyznę sprzedającego zabawki dla dzieci. Jest w tym filmie coś poruszającego. „Drugie oblicze” to moim zdaniem bardziej dramat niż klasyczne kino akcji, film nie jest pełen scen pościgów czy strzelanin, jest pełen emocji. To takie kameralne kino, kiedy widz obserwuje bohaterów z bardzo bliska. Kiedy nieodpowiedzialny, żyjący z dnia na dzień kaskader Luke dowiaduje się, że zostanie ojcem jego świat ulega zupełnemu przewartościowaniu. Chce jak najlepiej dla swojego dziecka, nie ma żadnych oporów przed przekraczaniem pewnych, nazwijmy to granic moralnych. Bez wątpienia jest to film, który wywiera duże wrażenie, chwyta za serce, wbija w fotel.

Na koniec trzy seriale: (czy ja kiedyś przestanę je oglądać?) „House of cards” to pierwszy wyłącznie internetowy serial. Senator Francis Underwood jest rozczarowany tym, że po zwycięskich wyborach jego własna partia nie zapewniła mu obiecanego stanowiska. Od tego momentu tworzy coś w rodzaju jednoosobowej piątej kolumny. Z ogromną wprawą i pewnością prowadzi polityczną grę, pełną intryg i wzajemnych konotacji. Bardzo ciekawa, wciągająca produkcja. Kultowa „Gra o tron” - kolejny sezon, który moim zdaniem w aspekcie akcji nie jest zbyt zachwycający, ale to, co mnie powala na kolana to scenografia i muzyka. Z kolei „Niskozatrudnieni” to świetny serial na odstresowanie po ciężkim dniu pracy. Tytułowi niskozatrudnieni to piątka przyjaciół, którzy mimo aspiracji, planów i wykształcenia stali się ofiarą światowego kryzysu. Zamiast pracować w wydawnictwie albo piąć się po szczeblach korporacyjnej kariery pracują jako sprzedawcy pączków, kelnerują, dorywczo łapią się każdej pracy. Ich życie zdecydowanie nie jest idealne, co krok trzeba iść na kompromis, z czegoś zrezygnować, ale mimo wszystko nie opuszcza ich dobry humor i nadzieja – dlaczego? Bo mają wsparcie w przyjaciołach. Bardzo pozytywny serial, który przypomina o tym, że życie nie kończy się na opieprzu od szefa ;)

Ze względu na to, że nie chciałam publikować posta-tasiemca postanwiłam wyjątkowo kulturalny newsletter podzielić. Następnym razem wspomnę o przeczytanych książkach. 

2 komentarze:

  1. Z tych filmów widziałam póki co tylko "Babel" - świetny pomysł, bardzo dobrze zrealizowany, pozostaje w pamięci. Też go polecam.
    Ciekawy post, lubię takie :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. generalnie lubię filmy utrzymane w takiej konwencji. Jeśli podobał Ci się "Babel" to może "Zero" też Ci się spodoba:)

      Usuń