czwartek, 4 kwietnia 2013

Cupcake


W ulubieńcach marca wspomniałam tylko o kostce do masażu, dzisiaj czas na trochę bardziej rozbudowaną formę wypowiedzi.
Zima dała się mojej skórze ( i nie tylko) mocno we znaki. Dlatego poza masłem do ciała postanowiłam sprawić sobie coś bardziej tłustego, bogatego, lepiej nawilżającego. Nie lubię żadnych oliwek dla dzieci, mam wrażenie, że tworzą na mojej skórze tłustą warstwę, która nie ma nic wspólnego z porządnym nawilżeniem. Przy okazji wizyty w Starej Mydlarni zainteresowały mnie kostki masła shea w kształcie muffinków (wiem, nie powinnam oceniać po opakowaniu, ale było takie urocze;) z kilku wersji zapachowych (wanilia, werbena i trawa cytrynowa, Afryka) wybrałam opcję ciasteczkową. Niestety produkt nie pachnie niczym, co przypominało by maślane, albo jakiekolwiek inne ciasteczka, zapach jest bardzo delikatny, na skórze praktycznie niewyczuwalny. 


Produkt ma zbitą konsystencję, która tak jak np. w przypadku olejku kokosowego roztapia się pod wpływem ciepła palców. Aplikacja tego produktu to sama przyjemność i relaks, masło gładko sunie po skórze, roztapia się i wymusza na nas wykonanie masażu, aby tak powstały olejek dobrze rozprowadzić. Produkt jak na olejek wchłania się dość szybko, nawilża skórę na długi czas, skóra jest nawilżona, elastyczna, miękka, miła w dotyku, dokładnie taka jaka powinna być! Stosuję go, co dwa dni, albo rzadziej, w zależności od potrzeb skóry, najlepiej sprawdza się u mnie sposób: dwa razy w tygodniu masło shea, w pozostałe dni inny balsam albo masło. Minusy? Opakowanie, które tak mi się podobało jest zupełnie nie praktyczne, rozcięłam je w ten sposób, abym po każdym użyciu mogła przykryć muffinkę, jednak nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie, dużo bardziej wolałabym tradycyjny słoiczek. Cena 21 zł. 

1 komentarz: