poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Wiosenne nowości


Przez ostatni miesiąc w kwestii zakupów kosmetycznych zachowywałam się wzorowo, kupiłam tylko jedną – tak jedną – rzecz (malutki płyn micelarny bioderma sensibio h2o). Ale ostatnio naszła mnie ogromna ochota na zakupy, a do tego skończył mi się balsam, dwa kremy do twarzy, nie mam ani jednego miętowego lakieru do paznokci. Wiem, każda wymówka jest dobra, tak naprawdę to przy okazji wizyty w Warszawie napatrzyłam się w łazience przyjaciółki na masę nowości i sama zapragnęłam czegoś nowego.


1.  Perfecta cera zmęczona krem na dzień z witaminą c i olejem arganowym, rozświetlający, SPF 10 – tak jak pisałam wykończyłam ostatnio dwa kremy, miałam poszukać jak zawsze czegoś nawilżającego, ale moja skóra po tej długiej zimie jest szara i zmęczona, dlatego do koszyka wpadł krem rozświetlający.
2.    Tołpa planet of nature regenerująca odżywka-maska odbudowująca – o włosy zawsze trzeba dbać, wykończyłam ostatnio wszystkie maski i szukałam czegoś nowego, o tej przeczytałam bardzo dużo pozytywnych opinii, mam nadzieję, że u mnie też się sprawdzi. Muszę się jeszcze zaopatrzyć w nową maskę z olejkami z biovaxu.
3. Witaminizowany bezalkoholowy tonik bourjois maxi format – postanowiłam przetestować nową metodę pielęgnacji – zamiast kremu na noc tylko tonik. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
4.  Żel po prysznic z Isany – tani, dobrze się pieni, pięknie pachnie. Czy ta wersja zapachowa jest z jakiejś edycji limitowanej? Tak się zastanawiam ponieważ wcześniej go nie widziałam.
5.  Lakier do paznokci golden rose z serii paris – ponieważ potrzebowałam letniego miętowego koloru, wbrew pozorom wcale nie jest łatwo taki znaleźć, większość odcieni wpada w zieleń albo błękit, ten najbardziej mi się spodobał.
6.      Dwa masła z the body shop – mango i kokos. W weekend była promocja 3 za 2, czyli za jedno masełko zapłaciłam 13 zł. Podzieliłam się z przyjaciółką (wybrała wersję truskawkową, bardzo ładnie pachnie, świeżymi owocami, a nie chemią ze słoika). Uwielbiam te masła, gdyby nie były takie drogie kupowałabym je cały czas.
7.     Super gloss ultimate lip shine – dostałam od przyjaciółki. Błyszczyk w pięknym kolorze zgaszonego różu. Jak na błyszczyk ma całkiem dobre krycie i niezłą trwałość. Testy trwają ;)
8.   Kolejna rzecz otrzymana od przyjaciółki do testów to odlewka podkładu l’oreal true match. Jeszcze go nie użyłam, ale oczywiście jestem ciekawa jego działania, słyszałam, że całkiem dobrze kryje.


Z rzeczy niekosmetycznych kupiłam tylko herbatę z Rossmanna, buty (uwielbiam złote 
czubki i nic na to nie poradzę, poza tym baletki kosztował tylko 30zł) oraz wosk z yc.

To tyle na dzisiaj. Teraz idę do łazienki zacząć testy ;) miłego wieczoru!

  

niedziela, 28 kwietnia 2013

Migawki


Cotygodniowego posta z migawkami nie dodałam wcześniej ponieważ brakło mi czasu. W piątek po pracy miałam chwilę tylko na szybki powrót do domu, prysznic, pakowanie torby i jazdę na dworzec. Weekend spędziłam z przyjaciółmi w Warszawie. Potrzebowałam trochę oderwać się od rzeczywistości – bez laptopa na kolanach, telefonu i myślenia o pracy. Zdjęć nie mam ponieważ nie zabrałam ze sobą aparatu (celowo, nie przez zapominalstwo;) Weekend upłynął nam na leniwych rozmowach, wspólnym gotowaniu i popijaniu wnia/piwa/kawki, generalnie pełen relaks. Zdjęcia z tygodnia przedstawiają przede wszystkim jedzenie (pierwsze truskawki w tym roku!), nie wiem co mnie tak naszło. Kupiłam sobie pidżamkę z miśkiem i przeczytałam książkę Picoult (zachwycająca). A teraz tylko dwa dni pracy i majówka!


środa, 24 kwietnia 2013

Kolorowe kredki


Kupiłam ostatnio nową kredkę do oczu – w bardzo letnim odcieniu intensywnego fioletu. Początkowo nieco bałam się tego koloru, Wy też tak macie, że z jednej strony chcecie trochę zaszaleć, ale obawiacie się, że będziecie wyglądały jak klaun? Ja tak, ale po pierwszym użyciu tej kredki wszystkie moje obawy poszły precz. Moim zdaniem (konsultowałam tę kwestię również moim najbliższym otoczeniem) kredka wygląda na oku bardzo dobrze, ożywia i urozmaica cały makijaż, ale zdecydowanie nie przekracza granicy jarmarku i tandety. Będzie idealna na wiosenno-letnie imprezy i inne grillowe spotkania. Poza tą jedną kredką w niestandardowym kolorze posiadam same bezpieczne odcienie czyli brązowy, szary i czarny.


Avon color trend w kolorze cosmic violet/pitch black – piękny nasycony fiolet, ładnie podbija brązową tęczówkę. Kredka jest niesamowicie długa, podoba mi się to, że z drugiej strony jest w wersji czarnej, idealna na wyjazdy.
Vipera ikebana w kolorze 260 sepia – zwykły brązowy kolor, nic spektakularnego. Wiem, że używanie kredek/cieni/eyelinerów w podobnym odcieniu co tęczówka oka jest przez niektórych złym pomysłem, ja jednak bardzo lubię taki look, poza tym brązowa kredka idealnie nadaje się do codziennego makijażu. Dzięki niej oko jest dobrze podkreślone. Plusik za to, że jest miękka, dobrze się rozciera i może też stanowić bazę pod wieczorowe smoky.
Szafir (czy ktoś zna tą firmę, bo ja się spotkałam z nią po raz pierwszy) w kolorze O-8 - jedyna nietrafiona kredka w moim malutkim zbiorze, wcale nie da się jej rozetrzeć, przy każdej próbie kredka znika z oka. Ma konsystencje, która kojarzy mi się z kredkami świecowymi (och te czasy dzieciństwa), poza tym kolor też taki średni, nie wiem co mną kierowało kiedy ją kupowałam, miałam chyba jakieś zaćmienie.
Eveline cosmetics brak oznaczenia, kolor czarny – czarna kredka ( na szczęście też miękka) znajduje się chyba w kosmetyczce każdej kobiety, bardzo ładnie zagęszcza rzęsy, wydobywa i podkreśla oko. Dla mnie niezbędna w makijażu wieczorowym.
Bourjois effect smoky w kolorze 71 smoked Brown – to, że został z niej malutki ogryzek świadczy o tym jak lubię tą kredkę. Jest mięciutka, bardzo ładnie się rozciera. Na zdjęciu tego nie widać, ale w ciemnobrązowej bazie są zatopione opalizujące na brązowo miedziany kolor drobinki, nie jest to jednak żaden jarmarczny brokat, tylko taki delikatny pyłek. Z drugiej strony kredka wyposażona jest w pędzelek, które o dziwo dobrze rozciera produkt. Mój niekwestionowany ulubieniec.


Nie wspomniałam o tym jak długo kredki utrzymują się na powiece ponieważ u mnie wszystkie kosmetyki utrzymują się na oku cały dzień, bez bazy, ani innych wspomagaczy ;) 

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Projekt denko #1


Nie robiłam jeszcze posta typu „projekt denko”, przede wszystkim z tego powodu, że wszystkie kosmetyki staram się opisywać na blogu na bieżąco, ale ostatnio zużyłam kilka produktów, o których wcześniej nie wspominałam – stąd dzisiejszy wpis.



1.  Isana zmywacz do paznokci – mój ulubiony. Może się wydawać, że zmywacz do paznokci to taka prozaiczna rzecz, ale jednak są lepsze i gorsze egzemplarze. Ten nie śmierdzi tak jak inne, szybko i dokładnie zmywa lakier, nie wysusza płytki paznokcia ani skórek. Jest tani i łatwo dostępny. Gości w mojej łazience od kilku dobrych miesięcy i nie zamienię go na inny.
2.  Kolejny produkt z Isany – krem do rąk z masłem shea i kakao. Pięknie pachniał czekoladowym budyniem. Znalazł się w ulubieńcach i zasłużył na to miejsce. Ma idealną dla mnie konsystencję, nie jest ani za rzadki, ani za gęsty. Bardzo dobrze się rozprowadza i jak na tak treściwy produkt dość szybko wchłania. Nawilża dłonie na długi czas. Zimą był niezastąpiony. Kolejny plus za bardzo miękką tubkę, z której łatwo wyciskało się produkt, a do tego mogłam ją szybko przeciąć nożyczkami, żeby wydobyć krem do ostatniej kropelki.
3.  Eternity moment Calvin Klein EDP to ciekawy kwiatowy zapach, nie jest jednak przesadnie słodki, bardzo kobiecy. Moim zdaniem bardziej nadaje się na jesień i zimę niż cieplejsze pory roku. Bardzo podoba mi się smukły flakon i jasnoróżowy kolor perfum. Nuty zapachowe: kwiat granatu, gujawa, liczi, chińska piwonia, malinowy kaszmir, drzewo różane, piżmo.
4.    Yves rocher – woda toaletowa o zapachu kokosa i ananasa. Przez pierwsze cieplejsze dni zużyłam tą resztkę, która została mi z lata. Pięknie pachnie, jak pinacolada ;) kojarzy mi się ze słońcem i relaksem. Trwałością nie powala, ale taki mały flakonik można nosić w torebce i aplikować kilka razy w ciągu dnia.
5.    Sól do kąpieli stóp z rossmannowskiej serii fusswohl. Ponoć owa sól jest z lionką, nie wiem, zapach na to nie wskazuje – śmierdzi przeokropnie, ale na szczęścia działa świetnie. Bardzo szybko się rozpuszcza, barwi wodę na jasnożółty kolor. Zmiękcza zrogowaciały naskórek, doskonale przygotowuje stopy do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, a poza tym nie ma nic lepszego dla zmęczonych, opuchniętych stópek jak relaksująca kąpiel. Z pewnością do tego produktu wrócę, mimo tego nieszczęsnego zapachu.   
6.   Żel pod prysznic adidas protect przeznaczony do skóry suchej, nie wysuszył mojej skóry, nie podrażniał, dobrze się pienił, był wydajny, miał bardzo ładny zapach i poręczne opakowanie. Gdyby nie to, wybór żeli pod prysznic jest przeogromny, kupiłabym go ponownie.
7.   Ziaja odżywka intensywna odbudowa do włosów zniszczonych – to jedyny produkt zupełnie nietrafiony. Nie lubię i nigdy nie kupuję odżywek, które stosujemy bez spłukiwania. Ten egzemplarz dostałam więc jakoś trzeba było go zużyć – w mojej łazience znalazł zastosowanie jako zamiennik pianki do golenia nóg. Odżywka bardzo obciążała moje włosy, nawet wówczas gdy stosowałam ją jak każdą inną „spłukiwaną” odżywkę. Jestem zdecydowanie na nie.
8.   Be beauty woda micelarna – świetny produkt, więcej napisałam o nim tutaj. Bardzo dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia skóry, nie przesusza, ładnie pachnie i jest tani. Od tego typu produktów nie wymagam niczego więcej.  

sobota, 20 kwietnia 2013

Migawka


Cieplejsze dni zawsze sprawiają, że mam lepszy humor i więcej energii, stąd notatniczek i zapisywanie inspiracji, różnych pomysłów oraz rzeczy, które chciałabym zrobić przez wiosnę i lato. Zmieniłam wosk yc na wiosenny „garden hideaway” – pachnie pięknie – konwaliami i świeżością! Na zdjęciach znajdują się jeszcze pędzle w kolejce do kąpieli, mus z kiwi, który dostałam od koleżanki (w ślicznym słoiczku), mój manicure z poprzedniego weekendu oraz żelki z frugo, Generalnie nie przepadam za żelkami, ale te smakują identycznie jak moje ulubione białe frugo (kokos, ananas i liczi).


Miłego weekendu! 


środa, 17 kwietnia 2013

Szampon i odżywka Cece of Sweden


Jak wspominałam w którymś poście z tygodniowymi migawkami dostałam od mojej przyjaciółki całkiem pokaźne odlewki szamponu i odżywki z serii anti hair loss salon cocount milk & biotin zapobiegającej wypadaniu włosów stymulującej wzrost nowych Cece of Sweden. 

Oba słoiczki są już poste dlatego czas coś na temat tych produktów napisać. Nie będzie to typowa recenzja z uwagi na fakt, iż szamponu starczyło mi na pięć użyć, natomiast odżywki na cztery aplikacje. Nie jestem w stanie zatem stwierdzić czy obietnice producenta o zatrzymaniu wypadania włosów oraz ich wzrost zostały spełnione. Natomiast już mogę zaznaczyć, że produkty bardzo przypadły mi do gustu i zdecydowanie będę ich poszukiwać w Hebe albo Superpharm.
Szampon bardzo dobrze się pieni, oczyszcza włosy, sprawia, że są miękkie i błyszczące, niestety bardzo je plącze i nie polecałabym zastosowania tego szamponu bez żadnego wspomagacza typu maska/odżywka/serum. Zastanawiam się tylko dlaczego szampon, który ma zapobiegać wypadaniu włosów plącze je w jeden wielki trudny do rozczesania kołtun? Przecież gdybym nie miała tangle teezera to wyrwałabym sobie garść włosów! Poza problemem plątania szampon jest całkiem dobrym produktem, natomiast odżywka to coś zupełnie wspaniałego. Moje włosy ją uwielbiają (można tak napisać? Trochę to brzmi jak kiepskie hasło z kampanii reklamowej, ale wierzcie mi, że to zdanie oddaje wspaniałość tego produktu;)! Odżywka jest bardzo gęsta, pięknie pachnie kokosem i wanilią, bezproblemowo się rozprowadza, powiedziałabym nawet, że „ślizga” się po włosach. Sprawia, że włosy są jedną lśniącą taflą, dłużej pozostają świeże, są miękkie, wygładzone i nawilżone. Idealny produkt! Jak tylko wykoczę maseczkę w waxa od razu kupię tą! 

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Siquens


Wielokrotnie pisałam o tym, że swój idealny krem „na naczynka” już dawno znalazłam (avene diroseal), ale wrodzona ciekawość sprawia, że często sięgam po nowe kremy. Czego wymagam od kremu przeznaczonego do cery naczynkowej? Najprostsza odpowiedź – działania – czyli łagodzenia zaczerwienień, wyciszania podrażnionej, czerwonej skóry. Siquens MedExpert krem na naczynka poleciła mi pani w superpharm, mam do niej ogromne zaufanie przede wszystkim dlatego, że sama zmaga się z tym samym problemem i zawsze rekomenduje mi dobre produkty. Tak było i tym razem. Najpierw innowacyjna wiadomość od producenta: siquens to kosmetyki z unikalną formułą DermoSekwencyjną, opartą na technologii stopniowego uwalniania substancji czynnych – SRT (siquense release technology). Efekt ten uzyskano dzięki wykorzystaniu systemu Dual Molecular, polegającego na zróżnicowaniu wielkości cząsteczek. Mikrocząsteczki, w związku ze swoją strukturą, szybko docierają do głębokich warstw skóry, podczas gdy mikrocząsteczki wnikają w nią stopniowo. Zastosowane rozwiązanie pozwala utrzymać równomierną aktywność kremu przez cały dzień lub noc.


Krem siquens sprawdził się u mnie bardzo dobrze, robił wszystko to, co powinien. Skóra po aplikacji wyglądała (i czuła się) dobrze, nie była zaczerwieniona, znikało również nieprzyjemne uczucie pieczenia (które występuje u mnie bardzo często np. przy zmianie temperatur albo po kieliszku wina). Po miesiącu stosowania cera nie była prawie wcale zaczerwieniona, pod tym względem ten produkt zadziałał podobnie jak avene. Do tego pięknie, świeżo pachnie i bardzo szybko się wchłania. Mimo faktu, że producent poleca stosowanie kremu na noc, ja używałam go na dzień ponieważ świetnie sprawdzał się pod makijaż, nie tylko nic się nie ważyło ani nie rolowało, ale zauważyłam, że krem przedłużał trwałość makijażu, działał jak baza. Po aplikacji skóra jest bardzo miękka i przyjemna w dotyku. Krem tworzy na twarzy cieniutką, wygładzającą warstwę. Nie zawiera parabenów. 


Za 30 ml. Zapłaciłam 39,90 zł. Byłam z niego bardzo zadowolona, jestem ciekawa innych produktów z tej marki, przy najbliższych zakupach muszę się im bliżej przyjrzeć. 

sobota, 13 kwietnia 2013

Migawki


W tym tygodniu prawie nie miałam czasu na blogowanie, ale mam nadzieję, że w najbliższych dniach uda mi się to nadrobić i coś konkretnego napisać. Wyposażona w kupony zniżkowe wybrałam się na zakupy, myślałam, że będzie tak jak zawsze: mam ochotę, czas i fundusze na zakupy, a pewnie wszędzie będą tłumy ludzi i nic mi się nie spodoba. Na szczęście nie było tak źle, kupiłam wiosenną, wielką chustę z zabawną mapą Paryża (reserved), bluzeczkę w ciężkim do określenia zielono-beżowym (?) kolorze (vero moda) oraz naszyjnik z wąsami (mały sklep no name). Wstąpiłam też do pasmanterii. Bardzo podobają mi się gumki w dziewczęcych, wiosennych kolorach, niestety ceny na allegro mnie odstraszają, 30 zł za 5 gumek? Dlatego postanowiłam, że sama sobie takie zrobię, kupiłam gumkę ciętą z metra za 2,50 zł i zrobiłam cztery gumki. Są wygodne, nie szarpią włosów i nie mają metalowych łączeń. Pozostając w temacie włosów, stwierdziłam, że zacznę brać skrzyp. Zdaję sobie sprawę z tego, że taka kuracja powinna trwać rok, postaram się być systematyczna ;) 

Miłego weekendu! 

środa, 10 kwietnia 2013

Wiosenne paznokcie


Jeszcze śnieg leży na chodnikach, ale wiosna już ewidentnie wisi w powietrzu;) Dzisiaj szybki przegląd propozycji na wiosenne paznokcie:


Propozycja do szkoły i pracy, jasnoróżowy lakier i złoty drobny brokat tylko na jednym palcu. Uwielbiam takie zestawienie, jest kobiece i eleganckie, nadaje się na każdą okazję.


Trochę szaleństwa czyli połączenie dwóch intensywnych, energetycznych kolorów: różu i koralu. Może jest bardziej letnie niż wiosenne, ale ja nosiłam taki zestaw często w ostatnich tygodniach. Poza tym nie ma to jak trwałość lakierów z flormaru, są nie do zdarcia!


Gradient w tych samych kolorach, co poprzedni manicure. Zdecydowanie trzeba go jeszcze dopracować, ale sam zamysł uważam za ciekawy.


I na koniec najbardziej „odjechany” pomysł – każdy paznokieć z innej „parafii”, są kropki, wzorki i brokat. Bardzo na bogato i po jednym wieczorze zmyłam tą wariację, nie czułam się w takim manicure dobrze, chociaż u innych bardzo mi się podoba. 

sobota, 6 kwietnia 2013

Migawki


Kosmetyczny przegląd tygodnia prezentuje się następująco: skuszona ofertą w Hebe za 8,90 zł kupiłam płyn micelarny bioderma sensibio h2o o pojemności 100 ml. Już kilka razy użyłam tego produktu i muszę przyznać, że zaczynam podzielać wszystkie zachwyty nad tym produktem. W kwietniowym numerze Glamour jest kupon, dzięki któremu możemy odebrać w sklepie trzy 10ml miniaturki kremów do rąk. Ze względu na fakt, że nie mieszkam w Warszawie, Krakowie ani innym mieście, gdzie są sklepy L’Occitane poprosiłam o pomoc przyjaciółkę. Jak zawsze okazała się niezawodna i przywiozła mi trzy miniaturki kremów: o zapachu piwonii, kwiatu wiśni i ten z 20% zawartością masła shea. Poza kremikami dostałam spore odlewki (w słoiku po koncentracie pomidorowym Łowicz;) szamponu i odżywki z serii anti hair loss salon cocount milk & biotin zapobiegającej wypadaniu włosów stymulującej wzrost nowych cece of sweden. Pięknie pachnący duet. Jeszcze raz dziękuję! Mam wspaniałych przyjaciół.  


W tym tygodniu zrobiłam sałatkę z makaronem ryżowym, kupiłam żonkile (uwielbiam typowo wiosenne kwiaty) i przeczytałam książkę „Fanaberie”. A dzisiaj mam w planach kawę, spore zakupy i wieczór z nowoodkrytym serialem „House of cards”. Miłego weekendu! 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Cupcake


W ulubieńcach marca wspomniałam tylko o kostce do masażu, dzisiaj czas na trochę bardziej rozbudowaną formę wypowiedzi.
Zima dała się mojej skórze ( i nie tylko) mocno we znaki. Dlatego poza masłem do ciała postanowiłam sprawić sobie coś bardziej tłustego, bogatego, lepiej nawilżającego. Nie lubię żadnych oliwek dla dzieci, mam wrażenie, że tworzą na mojej skórze tłustą warstwę, która nie ma nic wspólnego z porządnym nawilżeniem. Przy okazji wizyty w Starej Mydlarni zainteresowały mnie kostki masła shea w kształcie muffinków (wiem, nie powinnam oceniać po opakowaniu, ale było takie urocze;) z kilku wersji zapachowych (wanilia, werbena i trawa cytrynowa, Afryka) wybrałam opcję ciasteczkową. Niestety produkt nie pachnie niczym, co przypominało by maślane, albo jakiekolwiek inne ciasteczka, zapach jest bardzo delikatny, na skórze praktycznie niewyczuwalny. 


Produkt ma zbitą konsystencję, która tak jak np. w przypadku olejku kokosowego roztapia się pod wpływem ciepła palców. Aplikacja tego produktu to sama przyjemność i relaks, masło gładko sunie po skórze, roztapia się i wymusza na nas wykonanie masażu, aby tak powstały olejek dobrze rozprowadzić. Produkt jak na olejek wchłania się dość szybko, nawilża skórę na długi czas, skóra jest nawilżona, elastyczna, miękka, miła w dotyku, dokładnie taka jaka powinna być! Stosuję go, co dwa dni, albo rzadziej, w zależności od potrzeb skóry, najlepiej sprawdza się u mnie sposób: dwa razy w tygodniu masło shea, w pozostałe dni inny balsam albo masło. Minusy? Opakowanie, które tak mi się podobało jest zupełnie nie praktyczne, rozcięłam je w ten sposób, abym po każdym użyciu mogła przykryć muffinkę, jednak nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie, dużo bardziej wolałabym tradycyjny słoiczek. Cena 21 zł. 

wtorek, 2 kwietnia 2013

Ulubieńcy marca


Pamiętacie jak kiedyś wspominałam, że mam w zapasie tyle żeli po prysznic, że mogłabym nimi wypełnić półkę w Rossmannie? Od kilku miesięcy sukcesywnie zużywałam zapasy (jestem z siebie dumna) i tak oto w końcu przyszła kolej na żel z serii adidas for woman. Kupiłam go w zestawie z innym, tamten zużyłam od razu, pięknie pachniał cytrusami, natomiast ten  kilka miesięcy spędził w szafce, nie wiem dlaczego, ale jakoś nie byłam do niego przekonana. Kiedy już go odkopałam i użyłam pierwszy raz byłam zachwycona, przede wszystkim zapachem, pachnie jak ekskluzywne perfumy (niestety nie wiem jakie), do tego ma gęstą, kremową konsystencję, dobrze się pieni i nie wysusza skóry.


Korektor Bell Multi mineral anti-age ratuje mnie każdego ranka! Jestem nieszczęśliwą posiadaczką cieni pod oczami, a ten produkt dobrze je zakrywa. Nie wysusza ani nie podrażnia wrażliwej skóry pod oczami. Wytrzymuje cały dzień, dostaje też plusa za lekką konsystencję i łatwą aplikację. Do tego ma jasny kolor, odpowiedni do karnacji wielu Polek i niską cenę (ok. 10 zł).
O zaletach szamponu z jedwabiem repaire & shine Sleek Line pisałam ciałkiem niedawno (tutaj), zdania nie zmieniłam, to moje odkrycie nie tylko marca, ale pewnie całego roku. Ciężko będzie go pokonać. Dobrze myje, pięknie pachnie, kosztuje kilka złotych i jest dostępny w Hebe.
Żel głęboko oczyszczający Vichy normaderm też prezentowałam kilka postów temu (klik). Uwielbiam ten produkt, mógłby się znaleźć w ulubieńcach każdego miesiąca.
Na sam koniec masło shea do masażu. Masło zapakowane jest w ten sposób, że wygląda jak muffinka.  Produkt jest bardzo wydajny, ma zbitą, stałą konsystencję, jednak bardzo szybko roztapia się pod wpływem ciepła dłoni. Nawilża na długi czas, nawet moją ekstremalnie suchą skórę. Jak na tak bogaty produkt szybko się wchłania. Do zakupienia w Starej Mydlarni za 21 zł. 

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

DIY


Dzisiaj małe do it yourself, mam dla Was banalnie prostą i tanią propozycję na przechowywanie kolczyków-wkrętek. Od dawna szukam czegoś, w co mogłabym powpinać kolczyki, chciałabym stojak na biżuterię z drobną siatką. Niestety nie znalazłam nic tego typu. Notorycznie gubiłam małe kolczyki, a przechowywanie ich luźno wrzuconych do pudełka nie do końca mi odpowiadało, bo w ten sposób kolczyki się niszczą, a przecież kupuję je po to, żeby służyły mi jak najdłużej.


Co będzie nam potrzebne: pudełko, gąbka do mycia naczyń i nożyczki. Przycinamy zwykłą gąbkę, tak aby rozmiarem pasowała nam do pudełeczka, wciskamy kolczyki i gotowe. Kolczyki nie przemieszczają się, a miękka gąbka ich nie niszczy. Wiem, że sposób jest banalny, ale uważam, że całkiem praktyczny i przydatny. Moje pudełko było pozostałością po świątecznych czekoladkach dlatego musiałam trochę przerobić pokrywkę żeby nadać jej całoroczny ‘look’ więc obkleiłam ją kremowym papierem i dodałam wycinankę w wiśniowym kolorze ;) Jeśli zrobicie podłużne nacięcia w gąbce będziecie mogły w ten sposób przechowywać pierścionki. Co myślicie o tym sposobie przechowywania biżuterii? Myślałam też o tym, żeby kupić korkową tablicę, oprawić w ciekawą ramę i w nią wpinać kolczyki, ale stwierdziłam, że sztuczna biżuteria dłużej wygląda lepiej, jeśli jest przechowywana w zamkniętym pudełku.