czwartek, 7 marca 2013

Produkty wcześniej nieznane


Zdecydowana większość kosmetyków, które kupuje to produkty o których już coś wiem – czytałam o nich, albo oglądałam recenzje na yt. Czasem jednak przyjemnie jest przetestować coś zupełnie w ciemno, coś o czym wcześniej nic nie wiedziałam i w związku z tym nie mam wobec tego produktu żadnych oczekiwań. Rzadko jednak zdarzają mi się takie przypadki, przede wszystkim dlatego, że kiedy coś wybieram wolę kierować się tym, że już gdzieś na temat danego produktu usłyszałam pozytywną opinię. Dzisiaj napiszę kilka słów o dwóch produktach do pielęgnacji ciała, które dostałam od przyjaciółki i nigdy ich na żadnej sklepowej półce nie widziałam (ciekawa jestem skąd je wytrzasnęła!).


Na początek mus do ciała wyprodukowany przez firmę Galanea Laboratories, z którą nigdy wcześniej się nie spotkałam, ale przecież człowiek poznaje nowości przez całe życie, więc byłam bardzo ciekawa działania tego produktu. Po tym jak ściągnęłam zabezpieczającą folię i powąchałam zawartość słoiczka nie byłam przekonana. Niby produkt pachnie lilią wodną i trawą cytrynową czyli z założenia dość świeżo i niemal przyjemnie, jednak ja wyczuwam w tym jakiś taki nieprzyjemny, trochę cierpki zapaszek. Poza wątpliwymi walorami zapachowymi produkt zasłużył na kilka pochwał. Przede wszystkim (i co dla mnie najważniejsze) bardzo dobrze nawilża i wygładza skórę dzięki zawartości w składzie masła shea, oleju migdałowego oraz alantoiny. Mus nie smuży, jest bardzo przyjemny w aplikacji i szybko się wchłania. Ma bardzo ciekawą żelowo-kremową konsystencję, która sprawia, że skóra po aplikacji jest napięta i niemal jędrna ;) Zdecydowanie dobry produkt, jeśli znajdziecie go gdzieś na półce radzę mu się bliżej przyjrzeć – dzięki pomocy google dowiedziałam się, że te produkty dostępne są w aptekach. Muszę przyznać, że Galanea Laboratories ma całkiem ciekawą ofertę – zaciekawił mnie krem na rozszerzone naczynka oraz masło do ciała o zapachu brzoskwini i wanilii. 


Drugi egzemplarz to balsam shea butter + coconut. Tutaj zapach też do najprzyjemniejszych nie należy – trochę chemiczny, zdecydowanie nie ma wiele wspólnego ze słodkimi kokosowymi nutami zapachowymi. Produkt ekspresowo się wchłania, problem polega jednak na tym, że już dwie minuty po aplikacji moja skóra wygląda tak jak przed – jest sucha i ściągnięta jakbym niczego nie użyła. Jaki zatem sens stosowania produktu, który nie działa? Trochę mi głupio tak ostro oceniać produkt, który moja znajoma w swojej wspaniałomyślności mi podarowała, ale przecież, nie mogę napisać, że balsam jest dobry, kiedy zupełnie się u mnie nie sprawdził, prawda?

2 komentarze:

  1. Ani jednego ani drugiego produkt nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie dziwię się, pojęcia nie mam skąd moja znajoma je wytrzasnęła:)

    OdpowiedzUsuń