sobota, 12 stycznia 2013

Kosmetyczne odkrycia 2012 cz. 2


Makijaż – zacznijmy od podstaw – nie znalazłam (bardzo żałuje) podkładu który skradłby moje serce. Zawsze coś jest nie tak: podkreśla suche skórki, nierówno schodzi z twarzy, wysusza. Szukam dalej. Puder, który używałam przez kilka miesięcy (i jeszcze go nie zużyłam) i zasługuje na uznanie to puder matujący z Bell klik-  wytrzymuje na twarzy cały dzień i nie ciemnieje.  Jeśli chodzi o cienie to od kilku lat moimi faworytami są te z Ingota klik, ostatnio zdradziłam je na rzecz paletki ze Sleek’a Au naturel, ale nasza rodzima marka to cały czas number one – nie osypują się, nie zbierają w załamaniu powieki, utrzymują się cały dzień, mają świetną pigmentację, ogromny wybór kolorów i wykończeń. Pomadka roku (a właściwie pomadko - błyszczyk) to celia nude nr 602 klik – jest fantastyczna, wybaczam jej nawet to, że jest tak miękka, że niemal rozpływa się w opakowaniu. Odkąd zwalczyłam suche skórki używam jej codziennie.




Pielęgnacja – dla mnie najlepszy krem nie tylko w ubiegłym roku, ale przez kilka lat to Avene dirosal  klik – krem, który robi wszystko to, o czym zapewnia nas producent – uszczelnia naczynka i niweluje rumień na twarzy. Dzięki temu produktowi przekonałam się, że mając cerę naczynkową nie trzeba wyglądać jak burak;) Demakijaż zdominowały dwa produkty – żel oczyszczający Yves rocher Pure Calmille klik – który idealnie nadawał się do mojej suchej i wrażliwej cery, doskonale oczyszcza, ładnie pachnie, nie ściąga, nie podrażnia i nie przesusza oraz płyn dwufazowy z Bielendy klik klik– to prawdziwe odkrycie, wcześniej trafiałam na same beznadziejne dwufazy, widziałam po nich jak przez mgłę, piekły mnie oczy i musiałam się nieźle natrzeć żeby to zmyć! Na szczęście Bielenda jest zupełnie inna – skuteczna i delikatna, przetestowałam wszystkie warianty (bawełna, czarna oliwka, awokado) i każdy sprawdził się wspaniale. 




Do pielęgnacji ust niezastąpiony jest balsam tisane (wersja w słoiczku) klik nawilża i pielęgnuje, ładnie pachnie, pozostawia na ustach delikatną ochronną warstwę. Jestem maniaczką różnego rodzaju masełek i balsamów do ust, testowałam ich wiele (the body shop, nivea, carmex, bebe) ale nic nie sprawdza się u mnie tak dobrze jak tisane. 

Koniec! To już wszyscy moi ulubieńcy ubiegłego roku. 

4 komentarze:

  1. Ja dopiero pod koni8ec ubiegłego roku polubiłam Inglota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od pierwszego użycia zakochałam się w cieniach, lubię też ich pudry i róże, natomiast nie przepadam za podkładami (mają na mojej twarzy ziemiste kolory) i błyszczykami (strasznie się kleją).

      Usuń
  2. Ja z Inglotem znam się od kilku dni i żałuję, że dopiero teraz zaczęła się nasza wspólna przygoda.

    OdpowiedzUsuń