sobota, 8 grudnia 2012

Kilka słów o motywacji


Na samym początku zaznaczam – to nie jest łatwy temat. Wiem, że część osób myśli sobie: jaka motywacja, do czego? Przecież jak wracam z pracy do domu to marzę tylko o prysznicu i łóżku. Ok., rozumiem – ja też często wracam zmęczona do domu, ale zauważyłam, że im więcej rzeczy robie tym lepiej się czuję i mam więcej energii. Przekonani?

Po pierwsze - Najtrudniej jest zacząć – początki zawsze są najgorsze, ale pomyśl o tym, że jak zaczniesz coś robić to będzie sprawiało Ci radość. Dawno nie rysowałaś – łap za ołówek, nie pamiętasz kiedy ostatni raz przeczytałaś książkę – idź do biblioteki, zrób coś kreatywnego i nie wykręcaj się brakiem czasu albo pieniędzy. Nie musisz od razu zakładać, że będziesz ćwiczyła pięć razy w tygodniu, albo przeczytasz cztery książki w miesiąc - najważniejsze jest to, żeby zacząć coś robić i kontynuować!

Po drugie – Internet – sieć jest nieocenionym źródłem informacji – ogrom specjalistycznej wiedzy, fora internetowe, blogi, filmy na yt – to są miejsca gdzie możesz się czegoś nauczyć albo odświeżyć swoją wiedzę. Bez względu na to czy chcesz nauczyć się wiązać krawat czy zrobić smoka z orgiami internauci cię tego nauczą.

Po trzecie – rob to co sprawia Ci przyjemność – co z tego, że jest moda na decoupage skoro dłubanie przy serwetkach doprowadza Cię do szału? Znajdź coś co naprawdę lubisz bez względu na to czy będzie to gotowanie czy nurkowanie. Bezproduktywne leżenie na kanapie nie sprawia, że czujesz się lepiej, prawda? Natomiast jeśli przeczytasz ciekawy artykuł, przypomnisz sobie kilkanaście słówek z hiszpańskiego, poćwiczysz albo pójdziesz obejrzeć jakąś wystawę, dowiesz się czegoś nowego poczujesz się świetnie i będziesz miała więcej energii.



Co ja ostatnio robię dla siebie? Udoskonalam swój angielski, jest mnóstwo stron z słówkami – robię z nich fiszki – czytam je i powtarzam leżąc przed telewizorem, sama przyjemność. Do tego wygrzebałam stare podręczniki, skserowałam kilka nowych i się douczam. Czytanie po angielsku sprawia mi ogromną frajdę ;) Poza tym lubię sztukę, kiedyś bardzo interesowało mnie malarstwo, ale później nie miałam na to czasu – studia, praca i cała proza życia sprawiły, że niemal zapomniałam ile obrazy wywoływały we mnie pozytywnych emocji. Dlatego teraz przynajmniej jeden wieczór w tygodniu spędzam z kubkiem gorącej herbaty i albumami. Okazało się, że jeszcze coś o impresjonistach pamiętam. Znalazłam też chwilę żeby oprawić i powiesić na ścianie plakat „Antygony” oraz zrobić dwa małe collage.

Poza tym jeśli zrobię coś dla siebie w danym miesiącu zapisuję to w notesie – bez względu na to czy to był koncert, kino czy dobra książka. Kiedy mam gorszy dzień czytam sobie te zapiski i myślę, że jednak nie jestem taka całkiem beznadziejna.
Wiem, że łatwo się mówi, że ciężko wygospodarować trochę czasu dla siebie między przedświątecznymi zakupami, pracą zawodową i myciem okien, ale jeśli Ty nie zrobisz tego dla siebie nikt Cię nie wyręczy.

Miłego weekendu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz