wtorek, 4 września 2012

Podaruj mi trochę słońca


Wiem, że jest wrzesień, a ja przedstawiam balsam brązujący, ale w tym roku jesienią i zimą chciałabym utrzymać na mojej skórze efekt ‘muśnięcia słońcem’ zamiast opcji ‘biała jak mąka’ ;)
Balsam dove summer glow + soft shimmer (do ciemnej karnacji)– w tym roku mój kontakt ze słońcem ograniczał się do 20 minut dziennie – droga do i z pracy. Nigdzie nie byłam, nie miałam więc okazji się opalić. Dopiero w sierpniu się obudziłam i naszła mnie refleksja, ze jestem blada jak wnętrze Kinder mlecznej kanapki. Chciałam kupić balsam z Lirene, ale koleżanki z pracy zgodnie polegały dove. Uległam i nie żałuję. Dzięki niemu skóra wygląda opaloną, muśniętą słońcem, jest taka zdrowa i promienna. Absolutnie nie jest to żółty kolor.


Balsam bardzo ładnie pachnie, nie ma nic wspólnego z charakterystyczną wonią samoopalacza. Nakłada się bezproblemowo, szybko się wchłania, nie brudzi ubrań ani pościeli (używam go wyłącznie na noc), a co najważniejsze nie tworzy nieestetycznych smug i zacieków. Równomiernie się zmywa. Aby utrzymać efekt ‘w tym roku byłam na wakacjach’ trzeba aplikacje powtarzać dość często, ja używam go 3 – 4 razy w tygodniu.
Niestety to, co producent określił jako „soft shimmer” mogę nazwać jedynie złotym brokatem, niestety balsam jest nim po prostu napakowany. Na szczęście po kąpieli brokat znika, a kolor zostaje.
W Realu kosztował 10 zł ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz