sobota, 29 września 2012

Bell


Lubię markę Bell, najbardziej podoba mi się to, że jest Polska. Niestety nie jest łatwo dostępna, ale przy odrobinie chęci można ją znaleźć – najczęściej w małych drogeriach. Bell jak każdy inny producent ma w swojej ofercie hity (błyszczyki, tusze do rzęs!) i kity (cienie). Dzisiaj przedstawiam puder matujący 2 skin.


Opakowanie jest plastikowe, ale plastik jest dość porządny i jeszcze nic mi się nie urwało ani nie odpadło. Puderniczka wyposażona została w lusterko oraz gąbeczkę – zestaw do poprawek w ciągu dnia. Na szczęście nie jest on potrzebny ponieważ puder charakteryzuje się bardzo dobrą trwałością. Makijaż wytrzymuje około ośmiu godzin, po tym czasie puder ‘znika’ z twarzy, nie ściera się np. na brodzie, nie tworzy nieestetycznych placków i najważniejsze – nie ciemnieje na twarzy! Nie potrzebuję dużego zmatowienia, dlatego nie jestem w stanie stwierdzić czy ten puder faktycznie porządnie matowi, na mojej skórze pod tym względem sprawdza się jak każdy inny tego typu produkt.


Puder jest bardzo drobno zmielony, ale też mocno sprasowany, nie osypuje się podczas aplikacji. Występuje w kilku odcieniach, ja wybrałam – 043 beige. Puder jest bardzo wydajny, mam go od ponad miesiąca, używam codziennie, a do tej pory nie zauważyłam dużego ‘wyżłobienia’ od pędzla. Kosztuje ok. 15 zł.
Kosmetyk idealny? Prawie – niestety zawiera w składzie talk, który może zapychać  (ja u siebie tego nie zauważyłam).



piątek, 28 września 2012

Nadrabianie zaległości


Wiem, że częstotliwość (a raczej jej zupełny brak) dodawania postów we wrześniu była żenująca. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tyle, że byłam w pracy niemal codziennie, do tego w zeszłym tygodniu złapało mnie przeziębienie i jak już udało mi się wcześniej wrócić do domu to od razu padałam na łóżko.
Październik zapowiada się zdecydowanie spokojniej. Pojadę na kilka dni do Krakowa – wyłącznie w celach rekreacyjno-wypoczynkowych ;p Więcej wieczorów spędzę czytając książki z kubkiem herbaty pod ręką. Nadrobię filmowe, serialowe, a nawet gazetowe zaległości. Odpocznę. I będę systematycznie pisała bloga. Oto, co pojawi się w najbliższych dniach: idealny duet do demakijażu twarzy, cały stos wykończonych próbek,  nowe kremy do twarzy, maski do włosów, trochę ubrań i akcesoriów. 


xoxo

czwartek, 13 września 2012

Mleczniak


Znów post lakierowy, tym razem jednak przedstawiam notd dla wszystkich tych, którzy do pracy mogą pozwolić sobie tylko na jasne, delikatne kolory. Mały lakier flormar numer P02 to idealny mleczniak. W buteleczce wygląda na biały, kiedy go kupowałam byłam pewna, że będzie mi służył jako biały lakier do french’a. Przez przypadek udało mi się kupić lakier, którego szukałam całe wakacje ;)


Na paznokciach mam 2 warstwy. Lakier na moich paznokciach wytrzymuje pięć dni, nie odpryskuje, tylko ściera się na końcówkach. Nie nałożyłam żadnego top coat’u. Lakier ma bardzo ładny połysk.




sobota, 8 września 2012

Migawki


Lubię czytać takie posty. Poza tym czas przelatuje mi ostatnio przez palce, dlatego postanowiłam robić więcej zdjęć, nawet takich zwyczajnych, żeby później móc do nich wrócić i sobie pomyśleć ‘zapomniałam o tym zegraku’ ;p A tak zupełnie poważnie czuję już jesień. Dlatego w tym tygodniu dużo czasu spędziłam pod kocem z książką, białą herbatą z malinami. Po powrocie z pracy zakładam wygodne spodnie w różowe groszki, długi kardigan. W czwartek skończyłam czytać kolejny kryminał Camilli Lackberg, następny czeka w kolejce, w roli przerywnika w tym tygodniu wystąpiła książka „cukierek albo psikus” Karoliny Król. Kupiłam biały jelly zegarek, wcześniej nigdzie go nie widziałam, a teraz zauważam go na wielu blogach. W tym tygodniu obowiązkowym punktem makijażu był róż, latem używany tylko czasem, jesienią wraca do łask. Czarne nuty są naklejką ścienną.


czwartek, 6 września 2012

To nie jest zwykła gąbka


Kojnac to coś zdecydowanie więcej;) Kiedy czytałam/oglądałam recenzje tej gąbki zastanawiało mnie to, że tak wiele dziewczyn jest nią zachwyconych, ale cały czas myślałam sobie: o co tyle krzyku, pewnie to tylko zwykła gąbka. Myliłam się. Ktoś napisał (niestety nie pamiętam gdzie), że kiedy myje twarz tą gąkbą ma wrażenie jakby zmywał makijaż wodą gazowaną – lepiej bym tego nie określiła!


Wyschnięta gąbka ma postać białego, pomarszczonego kamyczka, pod strumieniem wody zwiększa swoją objętość, staje się mięciutka i gładka. Gąbka zdecydowanie nie podrażnia mojej skóry. Producent zapewnia, że możemy  konjac’a stosować solo, ja jednak zdecydowanie wolę używać go z odrobiną żelu. Bardzo dokładnie oczyszcza twarz z makijażu, używam jej również do zmywanie peelingu enzymatycznego i różnych maseczek, w tym celu również spisuje się świetnie.


Po myciu dokładnie czyszczę gąbkę pod wodą i mocno odciskam, następnie odwieszam (produkt jest wyposażony w sznureczek). Kojnac bardzo dzielnie znosi pranie w pralce. Bardzo długo schnie! Używam jej tylko wieczorem i powiedzmy, że w ciągu 24 godzin wyschnie, ale ten fakt mnie martwi, czytałam, że gąbka po kilku tygodniach pleśnieje, dlatego swój egzemplarz dokładnie obserwuję. Ale wiecie, co? Jak spleśnieje kupię kolejną ;) Kosztowała w Rossmannie ok. 15 zł.
Na koniec kilka słów od producenta: gąbka została wykonana z korzenia drzewa konjac, jest produktem naturalnym, nie zawiera sztucznych dodatków ani barwników. 



wtorek, 4 września 2012

Podaruj mi trochę słońca


Wiem, że jest wrzesień, a ja przedstawiam balsam brązujący, ale w tym roku jesienią i zimą chciałabym utrzymać na mojej skórze efekt ‘muśnięcia słońcem’ zamiast opcji ‘biała jak mąka’ ;)
Balsam dove summer glow + soft shimmer (do ciemnej karnacji)– w tym roku mój kontakt ze słońcem ograniczał się do 20 minut dziennie – droga do i z pracy. Nigdzie nie byłam, nie miałam więc okazji się opalić. Dopiero w sierpniu się obudziłam i naszła mnie refleksja, ze jestem blada jak wnętrze Kinder mlecznej kanapki. Chciałam kupić balsam z Lirene, ale koleżanki z pracy zgodnie polegały dove. Uległam i nie żałuję. Dzięki niemu skóra wygląda opaloną, muśniętą słońcem, jest taka zdrowa i promienna. Absolutnie nie jest to żółty kolor.


Balsam bardzo ładnie pachnie, nie ma nic wspólnego z charakterystyczną wonią samoopalacza. Nakłada się bezproblemowo, szybko się wchłania, nie brudzi ubrań ani pościeli (używam go wyłącznie na noc), a co najważniejsze nie tworzy nieestetycznych smug i zacieków. Równomiernie się zmywa. Aby utrzymać efekt ‘w tym roku byłam na wakacjach’ trzeba aplikacje powtarzać dość często, ja używam go 3 – 4 razy w tygodniu.
Niestety to, co producent określił jako „soft shimmer” mogę nazwać jedynie złotym brokatem, niestety balsam jest nim po prostu napakowany. Na szczęście po kąpieli brokat znika, a kolor zostaje.
W Realu kosztował 10 zł ;) 

niedziela, 2 września 2012

Reading is cool


Miałam dzisiaj przedstawić ulubieńców sierpnia, ale mówiąc szczerze nie mam siły (wiem, że jest niedziela, ale byłam dzisiaj w pracy). Dlatego dzisiaj będzie łatwy, miły i przyjemny Tag o książkach. Zainspirowała mnie MizzVintage 



1.     O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
Wieczorami, koc, herbata i książka to jeden z moich ulubionych pomysłow na spędzenie wieczoru. Zwłaszcza po stresującym albo ciężkim dniu lubię odpocząć z książką w dłoni, nie myśleć o niczym, skupić się wyłącznie na treści, akcji, życiu bohaterów… Oczywiście zdarza mi się też czytać o innych porach, np. ostatnio czytam przy porannej kawie przed pracą.
2.     Gdzie czytasz?
Wszędzie ;) najczęściej w łóżku, ale zdarza mi się czytać w autobusie, tramwaju, pociągu. Nie wyobrażam sobie podróży bez książki (a w życiu spędziłam dużo czasu w PKPJ), zawsze patrzę na ludzi w przedziale (wyglądają za okno, jedzą, przysypiają) i się zastanawiam czy im się nie nudzi?
3.       W jakiej pozycji najchętniej czytasz?
Półleżącej ewentualnie siedzącej (jeśli ścierpnie mi ręka, opieram się o ścianę)
4.      Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?
Lubię wiele różnych rodzajów – fantastykę (np. saga „Pieśni lodu i ognia”), powieści obyczajowe („Kwietniowa czarownica”, „Krucha jak lód”, „Dziewczyny z portofino”), kryminały („Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”), ‘pseudohistoryczne’ („Ręka Fatimy”), historyczne („Smok wawelski nad Tamizją” oraz książki przedstawiające sytuacje kobiet na świecie („czarna księga kobiet”).
5.      Jaką książkę ostatnio kupiłaś / dostałaś?
Ostatnio kupiłam „Księżniczkę z lodu” Camilli Lackberg (po Larssonie mam fazę na skandynawskie kryminały). 




1.      Co czytałaś ostatnio?
„Wrócę po Ciebie” Musso. Ciekawa książka, autor przedstawia jeden dzień z życia bohatera. Ethan jest popularny, szczęśliwy i bogaty, jednak pewnego dnia budzi się obok obcej kobiety, nie pamięta jak spędził noc, a dzień okazuje się szaleńczy. Jednak to nie wszystko, Ethan przeżywa ten dzień kilkakrotnie, za każdym razem ma okazje coś zmienić, odnaleźć ukochaną, uratować komuś życie, ale dzień zawsze kończy się tak samo…
2.      Co czytasz obecnie?
„Kamieniarz” również C. Lackberg (ach te kryminały)
3.       Używasz zakładek, czy zaginasz ośle rogi?
Używam zakładek, mam kilkanaście, lubię je kupować, w pewnej księgarni kosztują po 20 groszy/sztuka. Ale jak nie mam nic innego pod ręką to za zakładkę służy mi bilet, karteczka samoprzylepna itp.
4.      Audiobook czy książka?
Zwykła książka. Z jednej strony chciałabym być szczęśliwą posiadaczką Kindle, ale z drugiej po prostu lubię „normalne” papierowe książki, gdyby tylko nie zajmowały tyle miejsca na półkach ;p
5.      Jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Bezkonkurencyjnie „Dzieci z Bullerbyn”. Podobało mi się ich beztroskie życie i to, że dzieciaki mieszkały tak blisko siebie, że między oknami miały rozciągnięte wstążki, po których przesuwały pudełko z liścikami ;). W „późniejszym” dzieciństwie polubiłam książki o Harrym Potterze, chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego? Zdarza mi się wracać do nich nawet teraz.
6.       Którą z postaci literackich cenisz najbardziej?
Mam swoich ulubionych autorów Jodi Picoult, Majgull Axelsson, ale nie mam jednego ulubionego bohatera.
7.       Ulubione książki.
Jest ich kilka „kwietniowa czarownica”, „dom Augusty”, „dziewiętnaście minut”, „cień wiatru”.