sobota, 18 sierpnia 2012

Nie samym Larssonem człowiek żyje


Dlatego dzisiaj napiszę kilka słów o najnowszej powieści Carloza Ruiza Zafona „Więzień nieba”, na samym początku zaznaczam, że nie będą to słowa pochlebne.


Zafona uwielbiam, uważam, że ma ogromny talent do tworzenia ciekawych powieści, potrafi stworzyć niebanalny klimat – czasem piękny i magiczny, innym razem mroczny i przerażający. Można autorowi zarzucić, że konstrukcja i akcja wszystkich jego książek jest do siebie bardzo podobna, ale mnie to wcale nie przeszkadza.

W kilka wieczorów przeczytałam „Cień wiatru” i „Grę Anioła”. Podoba mi się to, że bohaterowie występujący w różnych książkach Zafona pojawiają się w kolejnych, czasem są tylko epizodem, innym razem możemy odkryć większy fragment ich historii.

Sięgając po „Więźnia nieba” cieszyłam się na ponowne spotkanie z rodziną Sempere, powrotem do cmentarzyska książek, do pięknej Barcelony. I co? Spotkało mnie wielkie rozczarowanie. Książka jest krótka, brak w niej akcji i fabuły, wszystko jest przewidywalne i płytkie. Bohaterom brakuje charakteru, nie są autentyczni, nawet ich uczucia pozbawione są temperamentu.
Książkę przeczytałam, ale pozostał po niej niesmak. Co się stało z Zafonem? Gdzie podziała się jego umiejętność wciągnięcia czytelnika w wir tajemniczej Barcelony? 
____________________________________________________________________

Byłam dzisiaj w empiku - promocja minus 30% na czarną serię jest bardzo kusząca! Zwłaszcza jeśli ktoś lubi skandynawskie kryminały. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz