niedziela, 12 sierpnia 2012

Midnight charm


Jakoś tak wzięło mnie na ciemny manicure, złapałam jedyny bardzo ciemny kolor, który posiadam – granatowy (prawie czarny) z miss sporty, niestety lakier lata świetności miał zdecydowanie za sobą, zgęstniał, smużył, generalnie nie nadawał się do aplikacji.


Ja jednak miałam taką ogromną ochotę na ciemne paznokcie, że pojechałam do Douglasa i postanowiłam kupić lakier z essence. Wybrałam 84. Midnight charm – kolor trudny do zdefiniowania, w zależności od światła jest ciemnym granatem albo stalową szarością, jego wykończenie określiłabym jako lekko metaliczne (na szczęście nie jest to znienawidzona przeze mnie perła). Spodobał mi się od razu! A teraz czas na wyznanie: to mój pierwszy lakier z essence, nie wiem dlaczego – są tanie (zapłaciłam 5,49 zł), łatwo dostępne, mają wiele kolorów i różnych wykończeń. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie;)


Do pełnego krycia potrzebujemy tylko jednej warstwy, lakier zaopatrzony jest w szeroki, płaski bardzo wygodny pędzelek. Producent opisuje lakier jako quick dry i faktycznie szybciutko wysycha. 
Minusy? Nie jestem w stanie stwierdzić obiektywnie ile czasu lakier przetrwa w dobrym stanie na paznokciach przede wszystkim dlatego, że kolorowe paznokcie mogę nosić tylko w weekendy. Lakierem z essence pomalowałam paznokcie w piątek wieczorem, ale w sobotę po południu urządziłam sobie maraton sprzątania, który nieco znizczył mój manicure – lakier starł się z końcówek niemal wszystkich paznokci. 
Myślę, że biorąc pod uwagę cenę można mu to spokojnie wybaczyć. Mam nadzieję, że w przyszły weekend, który planuję spędzić w wyjątkowo relaksujący sposób (bez sprzątania) lakier wytrzyma dłużej.


Mam jeszcze ochotę na lakier w kolorze bardzo ciemnej gorzkiej czekolady, taki prawie czarny. Widziałam idealny odcień w ofercie essie – lady Godiva, byłby idealny na jesień.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz